tag:blogger.com,1999:blog-69141072009-04-26T01:12:59.680+02:00HIPERbLOGrefleksje o kulturze (media-edukacja-polityka)GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.plBlogger189125tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-30770858643044727592009-02-08T23:06:00.001+01:002009-02-28T23:08:21.753+01:00Oskarżam polski rząd!<div style="text-align: justify;">O śmierci pisać trudno. Jest nieuchronna, ale kiedy się pojawia, umiem jedynie się wściekać, że jednak nadeszła. W mediach od wczoraj słucham i oglądam głównie na temat śmierci polskiego obywatela w Afganistanie (a może w Pakistanie, bo się zupełnie zgubiłem).<br /><br />Zawsze mi żal tych, którzy odchodzą. Najbardziej odchodzących nie ze starości i jeszcze długo świadomych, że ich czas się kończy i że śmierć nie będzie lekka i nie nadejdzie we śnie. Cóż, nie zawsze można jednak cokolwiek poradzić. Problem, a może wzrost wściekłości, przynajmniej z mojej strony, pojawia się wtedy, kiedy "coś" można było zrobić, a nie widać, by cokolwiek zrobić próbowano.<br /><br />Jestem zwolennikiem istnienia państwa, chociaż w duszy gra anarchistyczna muzyka, która jednak może jedynie brzmieć w tle, bo gdyby zmieniła się w pierwsze skrzypce, wygrywano by melodie najsilniejszych z największymi zasobami broni. Nie wierzę zatem w bezpaństwową rzeczywistość, chociaż powoli cieszę się z powstawania meta państw, jak Unia Europejska. Ale moja wiara w państwo, która raczej jest racjonalnym uznaniem tego, co lepiej by istniało, bo można mu patrzeć na ręce, w przeciwieństwie do wielu alternatyw, słabnie, kiedy okazuje się, że państwo nie potrafi ochronić swoich twórców, własnych obywateli.<br /><br />Czy można kogokolwiek osądzać o śmierć Polaka, zabitego przez Talibów? Oczywiście, że można. Ja winię za ten śmierć polski rząd. Za nieudolność działania, za nieumiejętność doprowadzenia do uwolnienia, czy to za pomocą środków finansowych, czy też wojskowych. Kiedy czytam o izraelskiej "operacji piorun", wiem, że można. I nie trzeba wielkiego powierzchniowo ani ludnościowo kraju, by ten starał się o bezpieczeństwo swoich ludzi.<br /><br />Sprawa wykupu lub odbicia to jedno. Utrzymywanie polskich wojsk poza granicami kraju, to drugie. Udawanie, że jesteśmy ważnym międzynarodowym graczem, istotnym militarnie ogniwem, to totalna mrzonka. U siebie obcinamy wydatki rządowe, kiedy inni je zwiększają, "idziemy pod prąd", jak piszą niemieckie gazety, jednocześnie pieprząc brednie o konieczności utrzymywania zagranicznych misji. Nie chodzi już o ich cenę w dolarach czy euro. To zapewne można by jeszcze znieść. Chodzi o cenę, jaką płacą polscy obywatele, jak zamordowany przez talibańskich partyzantów, geolog.<br /><br />Moim zdaniem pan Sikorski razem z panem Tuskiem, powinni się podać do dymisji. Nie potrafili skutecznie zadbać o obywatela, który w dobrej wierze wyjechał za granicę. I nawet jeśli ich starania nie mogły doprowadzić od początku do pozytywnego skutku, chociaż jak słucham, że nasz negocjator nie pojawił się w Pakistanie przez pierwsze 48 godzin..., to ponoszą odpowiedzialność za to, że państwo polskie wspiera nie swoje wojny, nie we własnym interesie, jako wasal Stanów Zjednoczonych poświęcając własnych obywateli w imię wątpliwej sprawy.<br /><br />Wojna afgańska prowadzona pod pretekstem ukrywania Bin Ladena, od początku była wojną zastępczą. Amerykański rząd musiał pokazać swoim obywatelom po traumie dwóch wież, że działa i że potrafi zniszczyć zagrożenie. My wysłaliśmy żołnierzy niczym podległe państewko. Nie inaczej niż pod radzieckim butem do Czechosłowacji. Bez znaczenia jest dla mnie, za jakiego rządu polscy obywatele będą ginąć. Jeśli będzie się to działo z powodu wojny, z powodu nie wycofania naszych wojsk z terenów cudzych sporów, każdy urzędujący rząd, który nie wycofa wojsk, będzie dla mnie cudzym rządem. Rządem z nadania obcego państwa, a co za tym idzie, będę się czuł jak w podbitym kraju, który walczy za kogoś, zamiast powalczyć o swoich ludzi, o swoje podwórko.<br /><br />Bo o ile łatwiej byłoby, gdybyśmy nie stawali po żadnej stronie, potrafili współpracować z każdym zainteresowanym, realizując własne interesy. Wymachiwanie szabelką, może i ładne, może i chwilowo wystrasza wrogów, ale z historii wiem, że możemy sobie pomachać, bo prawie zawsze inny zadecydują za nas, albo my nadgorliwie zaproponujemy rozwiązania, które inni chcieliby nam narzucić.<br /><br />Zatem panie Tusk, Sikorski, ale i Kaczyński i ich umiłowane otoczenia, oskarżam was o śmierć człowieka. Nie mogę się zgodzić na dywagacje jakiegoś bubka w TVN24, że z terrorystami się nie negocjuje, bo poddając się woli terrorystów bylibyśmy niczym Hiszpania. Cóż, dla mnie Hiszpania jest niedoścignionym wzorem. Kraj, który w obronie swoich obywateli wycofał wojska z nieswojej wojny, co prawda po krwawych doświadczeniach, to kraj rozsądny.<br /><br />Jak widać, naszym politykom trzeba zamachu w warszawskim metrze, żeby rządzący zaczęli myśleć rozsądnie. O konkretnych ludziach, może o swoich dzieciach, żonach czy mężach, którzy w zamachu mogliby stracić życie. Może wówczas przestaliby opowiadać bzdury o politycznej konieczności, światowych zobowiązaniach i niemożności negocjacji w imię wyższej, tyle że już nieludzkiej w moich oczach, racji.<br /><br />Oby Pańska śmierć nie poszła na marne, Panie Geologu... [i]<br /></div><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-3077085864304472759?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl1tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-5605338117731063282009-01-20T21:55:00.013+01:002009-01-21T19:35:00.553+01:00Kiedy oficjalna historia zderza się z lokalną<div style="text-align: justify;">Dzisiaj, zupełnie przypadkiem dowiedziałem się, że pod koniec II wojny światowej moje rodzinne miasto zostało zbombardowane przez radziecką armię. Niby nic dziwnego. Bytów, którego historia była dosyć burzliwa i który wyrywano sobie wiele razy z rąk do rąk, przed ostatnią wojną był akurat miastem niemieckim.<br /><br />Cmentarzy czerwonoarmistów, którzy stracili życie "wyzwalając" <span style="font-style: italic;">(czemu w cudzysłowiu, już za moment)</span> miasto, jest w miejscowości kilka, a obecnie Bytów jest jednym z wielu polskich miasteczek o barwnym rodowodzie historycznym, gdzie obok siebie żyją Kaszubi, którzy po wojnie powrócili z okolic do miasta, Ukraińcy, przesiedleni w akcji "Wisła", ludność z dawnych kresów Rzeczypospolitej, która niedawno założyła stowarzyszenie i Niemcy, potomkowie dawnych niemieckich bytowiaków<span style="font-style: italic;"> (chociaż kto Niemiec, a kto nie, trudno jednoznacznie orzec i w przypadku wszystkich nacji i mniejszości etnicznych tworzących społeczność Bytowa, o przynależności decyduje w większości deklaracja, bo inaczej pojawiałyby się zawiłe sprawy, kiedy do mniejszości należy osoba, mająca niby niemiecką babkę, chociaż rodzice babki byli np. Kaszubami i z dziećmi, czyli również "niemiecką" babką, rozmawiali po Kaszubsku albo po polsku)</span>.<br /><br />Sam posiadam mieszane korzenie, o czym kiedyś wspominałem. Rodzina ojca - Polacy z Litwy, chociaż rodowe nazwisko babki to typowe szlacheckie nazwisko litewskie. Rodzina mamy - dziadek miejscowy o korzeniach częściowo z Mazowsza, a babcia - z kaszubsko - polskich rodziców, ale do 15 roku życia uważająca się za Niemkę i mówiąca tylko po niemiecku.<br /><br />Wróćmy jednak do nalotów i radzieckich wyzwolicieli. W nalotach z końca wojny zginęło w mieście około 600 osób. Wiadomo, gdzie są pochowane, ale ofiary nie doczekały się ani nagrobków, ani pomnika, chociaż o martwych radzieckich "wyzwolicielach" informują przynajmniej dwa obeliski.<br /><br />I tu pojawia się pytanie - czy ofiary należy traktować jako <span style="font-style: italic;">(prawdopodobnie) </span>niemiecką ludność, wówczas ludność niemieckiego miasta, a zatem sprawców agresji na Polskę, a ich śmierć była ceną za próbę podporządkowania sobie Europy przez Rzeszę? Czy też zbombardowanych traktować jako dawnych obywateli miasta, niejednokrotnie dziadków, wujków, babcie i ciocie obecnych mieszczan?<br /><br />Osobiście opowiadam się za drugą wersją, odczuwając jednak pewien dysonans, ponieważ cała moja szkolna edukacja historyczna opierała się na przedstawianiu historii widzianej z dużej wysokości, widzianej z odległego miasta, np. z Warszawy i przez ludzi, którzy nie mają narodowych wątpliwości lub skomplikowanej, jak spora część mieszkańców Bytowa, rodzinnej historii.<br /><br />Jestem zapewne ignorantem w zakresie edukacji historycznej i może próbuję wyważyć otwarte drzwi, zastanawiając się, jak uczyć historii państwa, jednocześnie nie krzywdząc konkretnych ludzi, zamieszkujących określone miejsca i nie zaniedbując oraz nie lekceważąc nie tylko ich mikrohistorii, ale również historii lokalnych, na które nie sposób patrzeć wyłącznie z lotu ptaka i to określonej opcji historycznej. Zwłaszcza, gdy "dotyka się" lokalności, spaceruje uliczkami, słucha opowieści o hordach radzieckich gwałcicieli czy próbie rozstrzelania mojej babci za to tylko, że uważała się za Niemkę.<br /><br />Być może swoją refleksją podważam sensowność scentralizowanego nauczania historii, a może raczej postuluję, by centralizacja nie oznaczała monolityczności i sztywnego, jednostronnego przekazu.<br /><br />I kończąc - tradycyjnie w pół myśli, tradycyjnie powierzchowną refleksję - nie jestem zwolennikiem usuwania radzieckich symboli, chociaż armia radziecka zmieniła życie mojej babci o 180 stopni, a mojego ojca wraz z rodzicami przywiodła uciekinierskim wagonem bydlęcym z Litwy w kaszubskie rejony. Marzy mi się możliwość odkrywania w miejscowościach, które nie mają historycznie łatwej tożsamości, dawnych śladów, poznawanie różnych punktów widzenia, żeby zrozumieć wszystkie strony, nie osądzając jednoznacznie w przypadku zwykłych ludzi, kto był wróg, a kto przyjaciel.<br /><br />Może postulowany relatywizm historyczny jest niebezpieczny, ale na pewno jest lepszym wyjściem niż zastąpienie w powojennym Bytowie "Bismarckplatz" z pomnikiem "żelaznego kanclerza", betonowym świętowitem z symbolem orła i podpisem "byliśmy - jesteśmy - będziemy", niczym podrobioną pieczęcią, która ma świadczyć o naszej (czyli faktycznie czyjej?) historycznej autentyczności. Wyjście poza historyczny schemat proponowany w szkole, poza proste rozróżnianie, kto Niemiec, Polak, Rosjanin czy Żyd, pozwala lepiej poznać historię, która zawsze chyba ma wiele wersji i dzięki temu można lepiej poznać siebie...<br /></div><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-560533811773106328?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl1tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-28415902504215371042009-01-18T18:56:00.005+01:002009-01-18T19:35:51.426+01:00Studiówkowo, maturalnie, pesymistycznieOdzwyczaiłem już stałych czytelników, których i tak niewielu zaglądało do HIPERbLOGa, od czytania moich przemyśleń. Ale kiedy doba robi się za krótka, siedem godzin snu to totalna rozpusta, a praca (a raczej prace) nie pozwalają na realizację wszystkich twórczych pomysłów, nie ma się co dziwić. Ale wcale nie oczekuję od byłych, obecnych i (właśnie!) przyszłych czytelników zdziwienia. Oczekuję, że raz w tygodniu w okolicach sobotnio - niedzielnych zajrzycie na moją stronę. Bo zamierzam z niemal zegarkową punktualnością dorzucać nowe treści.<br /><br />Dzisiaj, a może wczoraj, bo nadmiar informacji sprawia, że nieco zatraciłem umiejętność ich czasowej lokalizacji, oglądałem krótki materiał o tegorocznych studniówkach. Nie była to reprezentacja wszystkich studniówek, raczej wyciąganie ogólnych wniosków na podstawie małej liczby danych, ale nie odbierałem materiału jako adept nauki, raczej jako adept refleksji i reportażyk wydał mi się interesujący.<br /><br />Otóż na studniówkę wydaje się obecnie podobno w okolicach dwóch tysięcy złotych na osobę. Bo i garnitur trzeba nabyć i fryzurę ułożyć, opalanie natryskowe kosztuje, a limuzyna, którą podjeżdża się z przyjaciółmi do wynajętego na bal pałacu, to przecież "oczywista oczywistość".<br /><br />Bale, jak pokazano w materiale, nie są już, jak to miało miejsce zaledwie dekadę temu (a niecałą dekadę temu dane mi było studniówkować), imprezami na szkolnym holu z wystrojem z balonów. Projektanci wnętrz oferują swoje pomysły. A mnie dziennikarskie uświadomienie z rzeczonego materiału, że jestem studniówkowiczem sprzed dekady skłoniło do zastanowienia się, czy rzeczywiście jest dzisiaj co świętować?<br /><br />Studniówka, niegdyś pierwszy oficjalny dzień odliczanki do dorosłości, w moim czasie sygnał nadchodzącego końca szkoły średniej i znak, że zaczyna się studencka dorosłość, obecnie jest, no właśnie, trudno powiedzieć czym. Czy to sto dni przed "obiektywnym" i jednocześnie mechanicznym sprawdzianem, którego wynik prowadzi nas lub nie na wymarzone studia? Czy to sto dni przed ... na pewno nie pierwszym poważnym egzaminem? Bo byli gimnazjaliści mają za sobą już dawniejsze testy selekcyjne.<br /><br />Zastanawiam się, czym jest obecnie matura. Czy nadal to pierwszy poważny krok w stronę dorosłości, czy może raczej pierwszy poważny wydatek dla rodziców, pierwsze zaznaczenie, że ci, którzy mają więcej pieniędzy, mogą pokazać się w "pełnej krasie", wygrać wyścig z "gorszymi" i wyraźnie dać do zrozumienia, że biedniejsi muszą podporządkować się i dorównać do poziomu wydolnych finansowo, albo uznać ich wyższość, zdając na gorszy, a przynajmniej nie "trendy" ubiór, zwykłą furę"starych" lub taksówkę zamiast limuzyny.<br /><br />Czarno to widzę i pewnie wysysam z palca. Bo snuję ciemną wizję beznadziejnej imprezy szkolącej w bezmyślnym pożeraniu wrażeń, bazując jedynie na redaktorskiej kreacji, przyuważonej w telewizyjnym błysku. Nie krytykuję również chęci zabawy nieco młodszych ode mnie, bo studniówka była, pomimo późniejszych doświadczeń, których mi nie brakowało, jednak jedną z najbardziej szalonych (a może również bezmyślnych, choć miło wspominanych) imprez w moim coraz szybciej dobiegającym magicznej i symbolicznej "trzydziestki" życiu.<br /><br />Wróćmy jednak do matury, bo studniówkę traktuję jako pretekst, który nie funkcjonowałby, gdyby nie odbywał się "egzamin dojrzałości". Czy matura jest dzisiaj naprawdę potrzebna? Kiedy pomyślę o tym, że pasjonaci niektórych obszarów wiedzy, ludzie o ogromnym potencjalne i predyspozycjach, nie dostają się na wymarzone studia, ponieważ egzamin maturalny nie poszedł im bardzo dobrze, zaczynam się denerwować. Kiedy zdaję sobie sprawę, że egzamin jest mechaniczny, sprawdzający nie uwzględniają odpowiedzi, których nie ma w przygotowanym wcześniej kluczu, zastanawiam się, co społeczeństwu daje obecnie matura.<br /><br />Czy matura jest tylko batem na uczniów, tak by pilnie uczyli się przedmiotów, którymi się nie interesują? Czy jednocześnie jest to wymówka dla nauczycieli - nie musimy uczyć was tego, co was interesuje, nie musimy was w ogóle zainteresować tematem, możemy to robić w tak nudny i beznadziejny sposób, w jaki tylko zechcemy, ponieważ egzamin nie ma nic wspólnego z zainteresowaniami, uczymy was "pod test", którego wynik będzie niemal nieodwracalną decyzją.<br /><br />Przy dzisiejszej maturze zupełnie nie ma znaczenia, czy po roku od skończenia szkoły średniej zostaniecie znawcami nowej dziedziny i zechcecie zmienić profil zainteresowań i jednocześnie kierunek studiów. Klamka zapada raz, otwierają się tylko określone egzaminem drzwi i jesteście na drodze bez odwrotu.<br /><br />Jako pedagog z wykształcenia i z zawodu, nie mogę się pogodzić z myślą, że w dzisiejszych czasach nie jest istotna prawdziwa wiedza, umiejętność jej używania, predyspozycje i upór. Liczy się tylko procentowy wynik. Taka matura jest nam, moim zdaniem, zupełnie zbędna. Spieranie się o to, czy obowiązkowa matematyka to dobry wybór, czy uczniowie mają opanować trzydzieści lektur w całości czy dwadzieścia we fragmentach, to naprawdę nie ma znaczenia. Bo w liczbach, wykazach i spisach jedynie dobrych odpowiedzi gubimy prawdziwy sens uczenia się, a jednocześnie uczymy młodych ludzi, że liczą się słupki, pasowanie do wzorca i że nie ma możliwości poprawy, jednocześnie zniechęcając do uczenia się z pasją, dla własnej przyjemności, która mogłaby się o wiele lepiej przełożyć na pozytywne skutki dla całego społeczeństwa.<br /><br />Kończę jak zwykle przydługi i nieskładny wywód. Pewnie za mało przykładałem się do logiki, ale wiem, że gdy zechcę mogę to nadrobić, bo udało mi się przebrnąć przez całą szkolną maszynkę do mielenia uczniowskiego mięsa (z ust pedagoga brzmi niezręcznie?). Zacząłem od studniówki, bo gdyby nie było matury, nie byłoby również tradycji, która obecnie przeradza się w swoje krzywe odbicie i podobnie jak maturalny wyścig słupków zamienia się w ranking bycia na topie. Mnie taki sposób wkraczania w dorosłość przeraża i obawiam się jego negatywnych skutków. A przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by w razie braku matury wyruszyć na bal absolwenta...<br /><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-2841590250421537104?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl1tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-61376118559651527522008-11-23T12:34:00.001+01:002008-11-23T12:34:53.660+01:00Wirtualne państwo jako edukacyjna przetwórnia rzeczywistości<!--Creative Commons License-->Przedruk, w <a href="http://pracownia54.blogspot.com/2008/11/remiksy-nierealnego-socjalizmu-kolejny.html">p54</a><br /><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-6137611855965152752?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl1tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-47675376524580560782008-11-19T12:13:00.002+01:002008-11-19T12:34:07.694+01:00postpunkowe "Sylwetki"<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Jakiś czas temu zapowiadałem, że niebawem pojawi się <a href="http://www.jamendo.com/pl/artist/Sylwetki_%282%29">poboczny projekt</a> punkowego <a href="http://www.jamendo.com/pl/artist/no.se.punk">NO SE</a>. Po sieci "lata" już od kilku dni, ale dopiero od dzisiaj można posłuchać w serwisie jamendo.<br /><br />Zachęcam do przesłuchania pięciu kawałków. Gitara elektryczna zamieniona na akustyczną, dodany fortepian i melodyka, teksty w innym klimacie. Podobno od akustycznej płyty punkowego zespołu oczekuje się zdecydowanie mniej, tak słyszałem, ale każdy ocenia na swój sposób.<br /><br />W jamendo zdarzają się czasami trzaski, dlatego dla mocniej zainteresowanych <a href="http://rapidshare.com/files/164422029/Sylwetki.rar.html">wersja wyczyszczona</a>.<br /><br />Projekt od początku do końca wpisuje się w konwencję "zrób to sam". Wszystkie partie instrumentów odegrane w piwnicy Bytowskiego Centrum Kultury (czyli zupełny underground) i nagrane oraz zmiksowane przez <a href="http://www.niedodzwieki.dl.pl/">pana Niedodźwięki</a>.<br /><br /><br /><div align="center"><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://fpdownload.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=7,0,0,0" align="middle" height="300" width="200"><param name="allowScriptAccess" value="always"><param name="wmode" value="transparent"><param name="movie" value="http://widgets.jamendo.com/pl/album/?album_id=34795&playertype=2008"><param name="quality" value="high"><param name="bgcolor" value="#FFFFFF"><embed src="http://widgets.jamendo.com/pl/album/?album_id=34795&playertype=2008" quality="high" wmode="transparent" bgcolor="#FFFFFF" allowscriptaccess="always" type="application/x-shockwave-flash" pluginspage="http://www.macromedia.com/go/getflashplayer" align="middle" height="300" width="200"></embed> </object></div><br /><br /></div><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-4767537652458056078?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl1tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-42608377732533697332008-10-27T12:01:00.003+01:002008-10-27T12:23:34.674+01:00prowokacje i psucie państwa...<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Kilka dni temu w TVN24 oglądałem popołudniową dyskusję, w której poruszono m.in. sprawę prowokacji, jakich dopuszcza się już regularnie poseł Palikot. W debacie uczestniczyła Julia Pitera, która z przyczyn wiadomych nie mogła podważyć i tak wątpliwego w niektórych kręgach "autorytetu" Palikota. Był również Jarosław Sellin, działacz obywatelskiego ruchu Polska XXI (czegoś w rodzaju "Krytyki Politycznej" prawicy, ale o raczej bliższych przyziemnych wyborczych celach politycznych niż wyrażane przez KP).<br /><br />Pan Sellin bardzo mocno skrytykował poczynania posła Palikota. Określił podejmowane przez niego działania jako prowokacje, które wpisują się w psucie państwa i przyczyniają do obniżenia jakości debaty publicznej.<br /><br />Nie jestem fanem Palikota, na pewno nie jego formacji politycznej. Nie uważam również, by jego działania znacząco różniły się od poziomu np. Jarosława Kaczyńskiego i słynnego tekstu o ZOMO i stoczni, a także Lecha Kaczyńskiego i znanego "spieprzaj dziadu". Palikot jest bulterierem Tuska, korzysta po prostu z innych środków wyrazu, których prawica zastosować nie może. Bo trudno sobie wyobrazić Kurskiego z wibratorem w radiu "Czarnego Piotrusia", albo posła Gosiewskiego w koszulce z napisem "jestem gejem".<br /><br />Krótko mówiąc- Palikot to ta sama bajka i ta sama zabawa w pi(a)skownicy. Ale zgodzić się z Jarosławem Sellinem nie mogę. Gdyby przyznać mu rację, okazałoby się, że polityka to tylko gadające piękną polszczyzną głowy, ubrane w dobrze uszyte garnitury. W słowach Sellina wyrażone jest marzenie o "porządnej polityce", ale jednocześnie Sellin chce narzucić odwoływaniem się do "wysokich standardów", konserwatywne wartości. Chce wmówić nam, że głos mogą zabierać tylko ci, którzy swoim zachowaniem dopasowali się do etykiety politycznej elity. A byłoby to automatyczne odebranie prawa głosu wszystkim, którzy niejednokrotnie zmuszeni przez życie, miejsce urodzenia, wartości swojej grupy społecznej czy lokalne normy kulturowe, operują innym językiem, gestami, albo są tak zrozpaczeni, że nie mogą sobie pozwolić na "kulturalną" (samo pojęcie "kultury" jest przez pisowców i satelity używane tylko w rozumieniu "dobrego wychowania" i tradycyjnych wartości- "naszej, polskiej, wysokiej kultury") wymianę argumentów.<br /></div><br /><div style="text-align: justify;">W polityce jest miejsce zarówno na bojówki Giertycha, parady gejowskich rodzin, wysypywanie zboża przez Leppera, palenie kukieł Wałęsy przez braci Kaczyńskich, protesty pielęgniarek i klęczenie członków Inicjatywy Uczniowskiej przed ministerstwem edukacji. Szkoda tylko, że media, przyzwyczajone przez akcje Palikota, a jednocześnie stojące na straży "jakości debaty publicznej", z politycznych wystąpień bez garniturów, konferencji prasowych i rzeczników, robią co najwyżej "news dnia", którego bohaterowie najczęściej bywają przedstawieni jako dziwolągi, albo wysuwający nieuprawnione żądania stado pasożytów...<br /></div><br /><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-4260837773253369733?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl1tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-61020081542297431722008-10-22T20:36:00.003+02:002008-10-22T20:37:57.982+02:00Przedruk mojego tekstu z "Kultury Popularnej" w pracowni54<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Zachęcam do lektury tekstu "Kultura popularna + (nie)popularna szkoła = (popularna) edukacja 2.0?", który po raz pierwszy pojawił się w numerze 1/2008 "Kultury Popularnej", a obecnie jest również dostępny w <a href="http://pracownia54.blogspot.com/2008/10/kultura-popularna-niepopularna-szkoa.html">pracowni54</a>.<br /><br />Smacznego<br /></div><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-6102008154229743172?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl0tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-41019058203699978822008-10-21T13:08:00.006+02:002008-10-21T13:41:25.556+02:00Skomercjalizować... wszystko<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Niespecjalnie chce mi się zgłębiać różnic pomiędzy prywatyzacją i komercjalizacją. Pojmuję to jak przeciętny zjadacz "Faktów" TVNu czy "Dziennika", przepraszam, "Wiadomości" TVP. Robię to może z lenistwa, a może po prostu wydaje mi się, że kiedy leczeniem ma kierować "niewidzialna ręka rynku", to obawiam się, że w przyszłości może mnie operować równie niewidzialna, a jednocześnie nieistniejąca, ręka chirurga. Bo albo poszedł do pracy do lepszego szpitala, albo wyjechał za granicę, bo spółka, która przejęła szpital okazała się nierentowna i "poszła z torbami".<br /><br />Niespecjalnie cieszą mnie poprawki SLD- budynki pozostaną publiczne i będą spółkom dzierżawione. Momentami to się nawet szeroko uśmiecham, na myśl o lewicy, która za sukces uważa obronę publiczności budynków, a już nie bardzo walczy o to, by służba zdrowia była publiczna. Bo, oczywiście, może będzie przy spółkach sprawniej, szybciej, ale jednocześnie biznes to biznes. Spółki, w których leczenie będzie finansowane przez państwo, będą liczyć każdą złotówkę. System ochrony zdrowia, którego celem jest zysk i który nie jest własnością nas wszystkich, nie tylko w rozumieniu budynków, to system, w którym może się okazać, powolutku, krok po kroczku, że ten zabieg to jednak za drogo, tamten podrożał, a właściwie to budynki też można firmom oddać. A oddanie publicznej własności doprowadza do furii wiele osób, które w socjalizmie harowały jak woły, po to tylko, by teraz zobaczyć, że pracowali przez lata dla zysku prywatnych osób (ujęła mnie wypowiedź starszego pacjenta, obejrzana dzisiaj w TVN24).<br /><br />Jestem naiwny. Chowany w socjalizmie byłem przyzwyczajony, że ośrodek zdrowia jest niedaleko, lekarz ma obowiązek mnie leczyć, a celem istnienia służby zdrowia jest pomoc społeczeństwu. Trudno pogodzić się z nawykami, dlatego nie mogę pojąć, jak służba zamienia się w biznes. Pacjent to klient. Klienta nie stać, klient nie otrzymuje usługi. Tu przerysowuję, bo pewnie po zmianie proponowanej przez PO zostaniemy na podobnym "poziomie" usług, co obecnie (państwo nadal będzie płacić).<br /><br />Przypominam sobie, że czytałem kiedyś tekst ekonomisty polskiego pochodzenia, Brazylijczyka, który pracuje chyba obecnie na UW, do tego zięcia Paulo Freire, który pisał, że kiedy pierwszy raz przyjechał do Polski, chyba w latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych, nie mógł uwierzyć, że na każdym dużym osiedlu w mieście jest ośrodek zdrowia i nie ma problemu z dostaniem się do lekarza. Komunistycznej wierchuszki nienawidzę, ale staram się trzeźwo myśleć i powszechny dostęp do opieki medycznej, bez względu na grubość portfela, traktuję jako cywilizacyjne osiągnięcie, zdobycz. W przeciwieństwie do szefa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, który nie tylko krzyczy o konieczności prywatyzacji, bo prywatni właściciele statystycznie lepiej zarządzają (zatem kiedyś: leczenie pacjentów, dzisiaj: zarządzanie firmą) niż państwo. Ale to nie koniec- wyraźnie mówi o konieczności konkurowania szpitali między sobą, konieczności upadania słabych, argumentując, że inaczej padać będą dobre szpitale, z braku klientów- pacjentów.<br /><br />I rozwiązanie szefa OZZL jest wspaniałe! Jak niektórzy chcieli rozdawać bon edukacyjny, tak teraz przebija się wizja bonu zdrowotnego. Masz tu siedem złotych rocznie na badania (prawdziwe- z wywieszki w ośrodku zdrowia), idź do dowolnego zakładu opieki zdrowotnej. Ludzie głupi nie są, w przeciwieństwie do tego, co mówił Kurski, pójdą tam, gdzie nawet małe pieniądze wykorzystają najlepiej.<br /><br />I będzie cudownie- zamiast sieci szpitali i ośrodków zdrowia zostanie kilka prężnych, najlepszych ośrodków! Podobnie zrobimy ze szkołami, zostawi się kilka uniwersytetów, które utoną w morzu prywatnych, kiepskich szkół, tak jak publiczne szpitale w morzu płatnych i kiepskich ośrodków zdrowia. I będzie jasne- najlepsi do szkół państwowych, reszta niech sobie zarobi. Niech najlepsze jednostki Naszego Narodu kształcą się i leczą. Reszta jakoś sobie poradzi, prawda? Skoro tyle osób jest w stanie płacić za usługi weterynarza, dentysty i uczęszczać do prywatnej szkoły wyższej...<br /><br />(Chyba) zostałem populistą. Tytuł z inspiracji Marcina Świetlickiego a propos delegalizacji wszystkiego. Kto wie, może faktycznie warto, a na początek w ramach delegalizacji- komercjalizacji, proponuję sprzedać gmach Sejmu, a zamiast posłów zatrudnić dziesięć razy mniejszą spółkę. Policję rozwiązać i zatrudnić ochroniarzy na umowę zlecenie.<br /></div><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-4101905820369997882?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl2tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-63463123602885621652008-10-01T13:40:00.004+02:002008-10-01T14:13:02.277+02:00"Wprost" o szkolnictwie wyższym<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Nigdy nie czytywałem "Wprost" i może dlatego szkoda było mi kilku złotych na kupno drukowanego wydania. Ale esemesowo zapłaciłem za jeden z dwóch artykułów z ostatniego numeru. Czułem, że muszę, zwłaszcza w kontekście zmian proponowanych w szkolnictwie wyższym, o czym obejrzałem <a href="http://wiadomosci.wp.pl/kat,94436,title,Debata-WP-habilitacja-bedzie-lepsza-niz-emigracja,wid,10415936,wiadomosc_video.html?ticaid=16b4d&_ticrsn=5">krótką rozmowę</a> w wp.pl, ale o tym później, jak dowiem się więcej i przemyślę sprawę.<br /><br />Na razie "Wprost" i artykuł współautorstwa pana Terlikowskiego. Informacje o autorach artykułu przeczytałem na sam koniec i wcale nie zdziwiłem się, że jednym ze współautorów jest Terlikowski.<br /><br />Autorzy diagnozują polską edukację wyższą. Zwracają uwagę na kupowanie wykształcenia na raty w prywatnych uczelniach, śmieją się ze szkół wyższych, które jak grzyby po deszczu wyrosły nawet w niewielkich miejscowościach (jeśli dobrze zapamiętałem, w artykule pojawiło się prześmiewcze hasło "szkoła wyższa w każdej wsi"), wskazują na upadek poziomu kształcenia. Informują, że Polska wymyśliła "trzecią drogę", jakże odmienną od dwóch, które funkcjonują w świecie, czyli podporządkowania rynkowi lub podporządkowania państwu. Nowa droga, to wyzwolenie się spod jurysdykcji państwa i zupełna nieprzystawalność do rynku.<br /><br />Nie zdziwiły mnie recepty autorów na uzdrowienie polskiej edukacji wyższej. Bardziej restrykcyjna matura (nie każdy musi ją zdać, a matematykę na poziomie maturalnym każdy abiturient powinien opanować i kropka), restrykcyjne podejście do studentów i przesiewanie kolejnych roczników czy też zmniejszenie liczby tych, którzy na studiach wyższych będą się kształcić.<br /><br />Nie zdziwiło mnie odniesienie do Allana Blooma i "Umysłu zamkniętego", nawoływanie do powrotu do klasyki, logiki i filozofii.<br /><br />Zdziwiło mnie, że autorzy artykułu uważają, że powrót do korzeni, rezygnacja z otwierania dziwacznych kierunków studiów i poświęcenia studenckiego czasu np. na studiowanie głównie obyczajów Kaszubów, a także większy rygor, eliminacja uczniów, którzy nie zdążyli przeczytać lektur i nie nauczyli się obowiązkowej algebry na maturę, jest receptą na uzdrowienie polskiej edukacji.<br /><br />Chociaż zgadzam się, że warto wracać do korzeni, warto podnieść poziom edukacji i warto egzekwować od studentów, by uczyli się naprawdę, a nie przedstawiali na zaliczenie n-ty plagiat ściągnięty ze stron WWW, to jednak nie mogę się zgodzić na budowanie zamkniętych edukacyjnych ścieżek. Bo taką wizję koniecznej ich zdaniem przyszłości serwują Terlikowski i Zieliński. Restrykcyjna szkoła, restrykcyjny egzamin maturalny, ostra selekcja studentów, przesiewanie na kolejnych latach. Wszystko pięknie, tylko nie bardzo wiem, jak autorzy wyobrażają sobie zamknięcie obecnego systemu edukacyjnego na ludzi, którzy chcą się uczyć. Łatwo jest powiedzieć, że szkoły prywatne to tylko ratalne kupowanie papierka z napisem "mgr". Ale widziałem sytuację od środka i mogę powiedzieć o niej więcej niż panowie diagności z "Wprost".<br /><br />Na prywatnych uczelniach przepracowałem kilkaset godzin jako wykładowca. Zapewne nie robiłbym tego, gdyby pensja uniwersytecka była zadowalająca, ale to wątek do zbyt długiego rozwinięcia. Widziałem studentów, którzy z trudem sklecali zdanie na określony temat, widziałem dziewczyny, które nie mogły notować, bo przeszkadzały im paznokcie, które "zrobiły" sobie wspólnie z koleżankami (w końcu studiowały "kosmetologię", chociaż faktycznie pedagogikę zdrowia...). Ale widziałem również mnóstwo ludzi w średnim wieku, którym prywatne uczelnie lub zaoczne studia uniwersyteckie otwierały oczy, były oknem na świat, uczyły nowego spojrzenia na rzeczywistość, pozwalały spotkać się z innymi, którzy obudzili się w wieku czterdziestu paru lat i chcieli nie tylko zdobyć dyplom, ale również poszerzyć swoje horyzonty.<br /><br />Temat jest trudny i warto o nim rozmawiać. Ale stosowanie prostych, a może nawet prostackich rozwiązań (odwoływanie do klasycznego kształcenia nie oznacza jeszcze wspaniałości recepty), w rodzaju powrotu do konserwatywnej wizji dyscypliny, mundurka, wydawania lekcji i kształtowania charakteru systemem kar i nagród, przy jednoczesnym twardym selekcjonowaniu na wartościowych i bezwartościowych, w mojej opinii nie ma szans się sprawdzić.<br /><br />Autorów artykułu zapytałbym chętnie: jaką alternatywę mają dla tych, którzy chcą się uczyć, ale którym życie nie pozwoliło na pójście tzw. "prawym torem" i jeszcze: dlaczego zamiast spróbować zmienić edukację na taką, która pozwoli uczyć się wszystkim chętnym, bo uniwersytet się zmienił i nie jest już elitarną kuźnią talentów, chcą pójśc na łatwiznę. Karnych, pilnych i rozgarniętych łatwiej jest uczyć, łatwiej też sterować masami tych, którzy odpadli, jeśli nie pozwala im się na wyjście poza kastę edukacyjnych przeciętniaków. Ale o tym autorzy chyba nie pomyśleli, a może raczej tak zachłysnęli się Bloomem, który w swojej książce wskazuje przykłady profesorów, wykładających podczas strajków studenckich do pustych sal, bo ich obowiązek to wykładać, albo studenckich kółek klasycznych, które zamiast strajkować studiowały wspólnie łacinę. Łatwo zachwycić się konserwatywną wizją edukacji . Im bardziej człowiek inteligentny i świadomy swojej wartości, tym zachłyśnięcie łatwiejsze.<br /><br />Mnie jednak przekonuje znany mi osobiście casus osoby, która w pierwszej klasie liceum, po wezwaniu rodziców do szkoły przez nauczyciela fizyka, planującego na koniec roku wstawić ocenę niedostateczną, usłyszała: "nie wszyscy nadają się do tego, by uczyć się w liceum". Pewnie nie wszyscy, ale rzeczona osoba ukończyła filologię polską. I chociaż fizyki do dzisiaj nie zdecydowała się zgłębić, jakoś sobie w życiu radzi i na pewno jest większą wartością dla społeczeństwa, niż gdyby miała nie zdać fizyki i skończyć kurs szycia i na tym zakończyć formalną (i pewnie w dużej mierze nieformalną) edukację.<br /></div><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-6346312360288562165?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl2tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-48686187905458142002008-09-29T10:42:00.001+02:002008-09-29T10:45:35.508+02:00pobocza NO SE: Sylwetki<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Z innej beczki. Mam nadzieję, że nie później niż za miesiąc, w sieci pojawi się płyta projektu <span style="font-weight: bold;">"Sylwetki"</span>, zagrana od początku do końca przez skład punkowego <a href="http://www.jamendo.com/pl/artist/no.se.punk/"><span style="font-weight: bold;">NO SE</span></a>, nagrywana i miksowana przez <span style="font-weight: bold;"><a href="http://www.niedodzwieki.dl.pl/">Pana Niedodźwięki</a> </span>(który niedawno z hip hopowym składem "Arkana" nagrał całkiem ciekawy materiał, a wcześniej bardzo klimatyczne solo- obie płyty do ściągnięcia na stronie). Tym razem zamiast punkrocka mieszanka piosenki więziennej, knajpianej, aktorskiej i szczypta postpunkrocka. Mnie będzie można klasycznie usłyszeć na basie, ale dodatkowo zająłem się fortepianem i melodyką, do tego gitara akustyczna, perkusja i wokal.<br />Zdjęcie z nagrania, zrobione przez <a href="http://www.xcursedx.blogspot.com/">xcursedx</a><br /></div><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_vr0vXDJwVZE/SNaXjJMCAPI/AAAAAAAABO0/SFi6bHqiqhs/s1600/DSC_4747.jpg"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_vr0vXDJwVZE/SNaXjJMCAPI/AAAAAAAABO0/SFi6bHqiqhs/s1600/DSC_4747.jpg" alt="" border="0" /></a>Koniec reklamy.<div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-4868618790545814200?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl0tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-58007310017379854542008-09-29T10:05:00.003+02:002008-09-29T10:41:47.824+02:00tekst w sieci<div style="text-align: justify;">Zakład Teorii Literatury i Poetyki ILP UW oraz gazeta.pl organizują konferencję <a href="http://tekstwsieci.blox.pl/html"><span style="font-weight: bold;">"Tekst w sieci"</span></a>, która odbędzie się w dniach 2-5 grudnia 2008roku. Abstrakt, a raczej zapowiedź mojego wystąpienia<a href="http://tekstwsieci.blox.pl/2008/09/Wirtualne-wariacje-realnych-tekstow-Nieustanne.html"><span style="font-weight: bold;"> "Wirtualne wariacje realnych tekstów. Nieustanne (re)produkcje utopii państwa na przykładzie polskich mikronacji"</span></a> znajdziecie na blogu organizatorów. Zgłoszenia na konferencję przesłało ponad siedemdziesiąt osób, a do tej pory potwierdziło udział już sześćdziesiąt osób.<br /></div><div style="text-align: justify;"><br />Ciekawostka- konferencję planowano na <a href="http://tekstwsieci.blox.pl/resource/gif1.gif">trzy dni</a>. Jednak zaakceptowano wszystkie zgłoszenia (nie słyszałem o negatywnym wyjątku) i zdecydowano o przedłużeniu konferencji o <a href="http://tekstwsieci.blox.pl/resource/gif2.gif">jeden dzień</a>. Ostatniego dnia uczestnicy pojawią się w siedzibie gazety.pl Nie tylko miejsce ostatniego dnia wystąpień będzie inne od poprzednich. Również uczestnicy. Nie mam pojęcia, jaki klucz doboru referatów zastosowano, ale ostatniego dnia zgromadzono prawie wszystkich prelegentów, którzy nie posiadają tytułu naukowego, a zawodowy. Magistrowie będą referować i obradować w trzech sekcjach jednocześnie. Nie tylko ja zwróciłem na to uwagę, w niewielkim gronie przyszłych referentów zastanawialiśmy się, skąd pomysł na tego typu, moim zdaniem jawną, selekcję ze względu na literki przed nazwiskiem. Ale w Polsce już do tego przywykłem.<br /><br />Kto wie, może ostatni dzień konferencji okaże się jednym z najciekawszych. Wielu młodych aspirantów nauki, świeże (mam nadzieję) pomysły. Szkoda tylko, że trzeba będzie dokonać ostrej selekcji i biegać z jednej sekcji na drugą i trzecią. Oby tylko najciekawsze wystąpienia nie pokryły się czasowo.<br /><br /></div><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-5800731001737985454?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl1tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-22635530103190784512008-09-10T09:40:00.005+02:002008-09-10T09:56:56.462+02:00o mikronacjach w "op.cit" 39 (2/2008)<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">W <a href="http://opcit.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=64&Itemid=26">najnowszym numerze</a> antropologicznego pisma <a href="http://opcit.pl/"><span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;">"op.cit"</span></a> ukazał się mój tekst <span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;">"Remiksy (nie)realnego socjalizmu"</span>, który jest kosmetycznie zmienioną wersją wyróżnionego w <a href="http://www.swps.edu.pl/new_www/kulturapopularna/konkurs/laureaci">konkursie SWPS i "Kultury Popularnej"</a>- <span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;">"Remiksy (nie)realnego socjalizmu. Wirtualne państwo jako edukacyjna przetwórnia rzeczywistości<rzeczywistości>"</rzeczywistości></span>. Zachęcam do lektury, nie tylko mojego wytworu, ale całego numeru, który jest mocno "okołointernetowy".</div><div style="text-align: justify;"><br /></div><div style="text-align: justify;">Oprócz ciekawych tekstów tematycznie nawiązujących do sieci, można również przeczytać wypowiedzi znanych w światku blogowo- internetowym m.in. <a href="http://www.kultura20.blog.polityka.pl">Mirosława Filiciaka</a>, <a href="http://www.klimowicz.blox.pl/">Marty Klimowicz</a>, a także moją na temat sensowności prowadzenia badań w "wirtualnym terenie" (i czy "wirtualny teren" to faktycznie teren).</div><div style="text-align: justify;"><br /></div><div style="text-align: justify;">Tyle autoreklamy i lansu. Jak skończę pisać to, co piszę, żeby otworzyć to, co powinienem otwierać, zabiorę się za cykliczne, chociaż niekoniecznie częste, wpisy na HIPERbLOGU.</div><div style="text-align: justify;"><br /></div><div style="text-align: justify;">A wszystkim znajomym, którzy <a href="http://ug.gda.pl/pl/info_dla_dokt/?tpl=studia/pedagogika">startują w walce</a>, życzę powodzenia. Bo jak nie WY, to ja już nie wiem kto (pozostałych uprasza się o wybaczenie szyfrowania ;p ).</div><div><br /></div><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-2263553010319078451?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl2tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-68645041956547427322008-08-19T11:13:00.002+02:002008-08-19T11:28:55.082+02:00punkozaury 14 lat później<a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_vEkLs0dCuOg/SKqO7EMtR7I/AAAAAAAAAf4/s-KsBHRA6Mc/s1600-h/pankozaury.jpg"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_vEkLs0dCuOg/SKqO7EMtR7I/AAAAAAAAAf4/s-KsBHRA6Mc/s400/pankozaury.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5236154662162089906" border="0" /></a><br /><!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Zapraszam serdecznie na koncert "Punkozaury 14 lat później". Zagrają Submission, <a href="http://www.jamendo.com/pl/artist/no.se.punk/">NO SE</a> (gdzie się udzielam) oraz WC i Sedes, których starym punkowym wyjadaczom przedstawiać nie trzeba.<br /><br />Koncert nawiązuje do wydarzenia sprzed czternastu lat, kiedy w Bytowie, niespełna dwudziestotysięcznym mieście odbył się festiwal "Punkozaury", na którym zagrały gwiazdy ówczesnego polskiego punk rocka. Dla mnie wydarzenie jest ważne nie tylko dlatego, że mam okazję zagrać, ale również ze względu na to, że "punk's not dead"- pomimo śmierci punk rocka w wielu miejscach na świecie, w Polsce punk rock żyje. Ewoluował w różne strony i częściej można dzisiaj posłuchać hard core, hxc/ punk, emo core, pop punk i inne mieszanki. Właściwie trudno mówić o jednym stylu muzycznym, ale ciągle jest to pewna wspólnota. Wspólnota ludzi zaangażowanych, zbuntowanych przeciwko różnorodnym opresjom.<br /><br />Obok prawdziwych dinozaurów, czyli WC i Sedesu, które grają od lat osiemdziesiątych, czyli panów czterdziestolatków, będzie można zobaczyć punkowców przed trzydziestką (myślę m.in. o swoim zespole, sam 14 lat temu byłem trzynastolatkiem i na punkozaury się nie wybrałem), a ostatnie doświadczenia, choćby z ostatniej soboty, kiedy grałem koncert, pozwalają mi powiedzieć, że punkowy bunt jest ciągle modny wśród nastolatków.<br /><br />Bytów- niegdyś pomorska stolica disco polo- stopniowo odżywa punk rockiem. Ponad rok temu graliśmy na zamku z KSU, rok temu z Dezerterem, a teraz z WC i Sedesem (pomijam już mniejsze koncerty lokalnych zespołów). Wspaniale, że Bytowskie Centrum Kultury, nie obawia się oddać do dyspozycji dziedzińca pokrzyżackiego zamku, a słowo "kultura" coraz rzadziej kojarzy się w Bytowie tylko z małą wystawą zdjęć czy koncertem zespołu "Łzy", z obowiązkową kiełbaską i piwkiem.<br /></div><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-6864504195654742732?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl2tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-83430783494177088792008-08-11T11:08:00.004+02:002008-08-11T11:48:46.361+02:00"Guitar Hero" zamiast potańcówki...<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Jakiś czas temu przeczytałem tekst Mirosława Filiciaka <a href="http://kultura20.blog.polityka.pl/?p=626">"Gry muzyczne w służbie hegemonii?"</a>. Zbierałem się, żeby odpisać, jak sprawa muzycznego buntu wygląda w Polsce, a dokładnie w dwudziestotysięcznym mieście, ale okres urlopowy temu nie sprzyjał. Teraz mam nieco czasu i więcej doświadczeń, zatem do rzeczy.<br /><br />Chciałem odpisać Mirkowi z perspektywy uczestnika muzycznej kultury garażowej. Jako nastolatek, już w szóstej klasie szkoły podstawowej zacząłem udzielać się w zespołach muzycznych. Zaczynając od bluesa, przechodząc w końcu do klimatów hard core/ punk, metalowych, "rege" (nigdy nie wiem, jak to pisać) i od niedawna zbuntowane projekty z gitarą akustyczną. Chciałem odpisać, że kultura garażu ma się dobrze. W Bytowie obserwuję rozwój muzycznych zespołów zakładanych przez nastolatków już trzynaście lat jako zaangażowany uczestnik. I muszę powiedzieć, że sytuacja rzeczywiście się zmienia. Tyle że przez ostatnie lata widzę jak ludzie młodsi ode mnie o kilka lat, często przed dwudziestką, chętnie zakładają zespoły, mają rzesze lokalnych (i nie tylko) fanów, nagrywają płyty demo, które często dostępne są w sieci (moja kapela publikuje w jamendo). Wyremontowali nawet starą piwnicę w domu kultury, wyciszyli ją, tworząc przyjemne pomieszczenie na próby. Liczba zespołów jest cały czas na podobnym poziomie (chociaż zmieniają się klimaty, bo po wielu latach dominacji punk rocka pojawił się hip hop i inne style). Pojawiła się nawet nowa sala prób, gdzie ćwiczą młodsze zespoły.<br /><br />I pewnie w powyższym tonie odpisałbym Mirkowi, twierdząc, że w Stanach jest inaczej, że u nas nie tylko mniejszy dostęp do konsol, ale i inna specyfika, inna kultura muzyczna (może nawet wbrew pozorom bardziej żywa i zideologizowana niż w USA, z racji m.in. ewolucji w Polsce punk rocka po jego śmierci w Wielkiej Brytanii- Stany to bardziej estetyka niż ideologia). I może po części mam rację, chociaż obserwuję scenę muzyczną małego miasta i plakaty w Trójmieście.<br /><br />Ale dwa dni temu przypadkiem, w małej miejscowości pod Koszalinem, niby-miasteczku w dawnych budynkach powojskowych, znalazłem się na "parapetówie". Pojawiłem się tam kilka godzin po rozpoczęciu imprezy, nie znając prawie nikogo. Impreza jak impreza. Ktoś nieustannie grał na gitarze podłączonej do niedużego piecyka. Czasami imprezowicze śpiewali z gitarzystą, czasami popijali, wsłuchując się w proste brzdąkania. Wszystko trwało długo, pijany gitarzysta nie grał kostką i pokaleczył palce, ale był wytrwały. Centrum imprezy był stół, wokół którego zgromadzili się ludzie i piec gitarowy, wydający nieustannie różnorodne dźwięki. Do czasu, kiedy jeden z gości zawołał: "zacznijże grać coś porządnego, albo przestań!". Tłum przyznał rację, gitarzysta odłożył sprzęt i ... włączono wielki telewizor plazmowy i grę "Guitar Hero 2".<br /><br />Wszyscy zwrócili się w stronę telewizora, a do kontrolerów gitarowych zasiadały co rusz inne osoby. Sam nawet dałem się przekonać. Wrażenia zostawię na później- gram na basie więc nie miałem żadnych problemów, przynajmniej z poziomem "basic".<br /><br />Zacząłem się jednak zastanawiać nad tym, co pisał Mirek. Z jednej strony nad możliwością kontroli buntu- grasz tylko to, co serwuje ci gra, możesz wykrzykiwać teksty, jeśli chcesz, mogą mieć nawet silny przekaz ideologiczny, ale nigdy nie będą to twoje teksty. W dodatku zebranie się przy "guitar hero" staje się formą rozrywki, gdzie nie tylko zwraca się uwagę na klimat tworzony przez muzykę, ale również na zbieranie punktów, perfekcję odegrania itp. itd.<br /><br />Druga sprawa, o której pomyślałem, to możliwość zniechęcania się młodych ludzi do próbowania swoich sił na instrumentach- gitarze itp. Już nie tylko w zespołach, ale w ogóle rozpoczynania gry dla przyjemności swojej i znajomych. Początkujący gitarzysta przy ognisku czy na domowej imprezie, mógł rozkręcić towarzystwo i sprawić przyjemność sobie i znajomym. W sytuacji możliwej konkurencji z wielkim ekranem i świetną jakością dźwięku z "guitar hero", z możliwością ciągłego zmieniania utworów, czego gitarzysta nie musi potrafić, bo może znać zaledwie kilka piosenek, rywalizacja jest niewskazana.<br /><br />Wydaje mi się, że "guitar hero" doskonale pasuje do "kultury mp3"- tak to roboczo nazywam- czyli kultury konsumowania muzyki w szybkim tempie, bez przywiązania do utworów, przesłuchania płyty/ kasety dziesiątki razy. W "guitar hero" możemy co rusz zmieniać utwory, "grać" to na basie, to na gitarze, a wszystko piękne, ładnie gra. Co prawda nie byłem na imprezie nastolatków i średnia wieku wynosiła około 30 lat, to jednak byłem w mieszkaniu gitarzysty, którego wzmacniacz wraz z gitarą stał w kącie, a on sam codziennie oddawał się wcielaniu w znanych basistów lub gitarzystów. Nie da się ukryć, że odgrywanie w "guitar hero" bardziej pasuje do świata odtwarzaczy mp3, telewizji cyfrowej i wielkiego telewizora niż samotne brzdąkanie na gitarze. Może to kolejna odpowiedź na samotność w tłumie- nie mam zespołu, nie mam fanów, ale w "guitar hero" mogę poczuć się jak sława, wybrać avatara i odegrać solówkę niczym Jimi Hendrix...<br /><br />Czy w przyszłości będziemy się wymieniać swoimi utworami na gry muzyczne? Kto wie, w każdym razie obecnie nie chce mi się wierzyć, że gry muzyczne zastąpią prawdziwe tworzenie muzyki. Może jednak są szansą dla mniej twórczych i utalentowanych? Na pewno zmieniają zwyczaje rozrywkowych spotkań i mogą przyczyniać się do zaniku kultury garażowej (laptopowej itp.). Liczę jednak na ludzkie cechy, potrzebę realnego bycia z ludźmi. Nie uwierzę, że nastolatek zaimponuje dziewczynie machaniem kontrolerem do gry bardziej niż prawdziwą grą na gitarze. Na biwak i ognisko na szczęście nie da się zabrać playstation z telewizorem plazmowym... Chociaż można zabrać komórki z odtwarzaczem mp3, ale to już temat na inną opowieść...<br /></div><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-8343078349417708879?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl1tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-17926113877415495732008-08-04T09:44:00.002+02:002008-08-04T09:47:42.171+02:00Rzeź kaczek<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Zapowiedzieli to już wczoraj. Mieli wstać o piątej rano i zabrać się do roboty. Ostatecznie stanęło na ustawieniu budzika na szóstą, a na dobrą sprawę zaczęło się godzinę później. Kiedy wyszedłem o siódmej z psem na spacer, zwierzęta były już wybrane. Jeśli dobrze pamiętam, było ich sześć. Nieco się zdziwiłem, bo przed kurnikiem biegały przecież kaczki, ale gdy przystanąłem na chwilę, usłyszałem przeraźliwe kwakanie wyznaczonych na śmierć. Siedziały stłoczone w ciasnej drewnianej skrzyni. Mirek gotował obok domu wodę w wielkim kotle i między pustaki dokładał co chwilę drewno, żeby woda szybciej się zagotowała, ale i mogła gotować dłużej. Zastanawiałem się, do czego później posłuży, ale nie potrafiłem wymyślić nic sensownego.<br /><br />Po spacerze z psem, spodziewając się nieuchronnego końca naznaczonych, położyłem się do łóżka, mając nadzieję na przespanie wydarzenia. Wstałem o dziesiątej, akurat w momencie, gdy z rodzinnej wsi Mirka przyjechała jego mama, siostra i szwagier. Mieli zabrać kaczki do Niemiec, były hodowane specjalnie dla nich. Przywieźli ze sobą sołtyskę. Wielką, otyłą kobietę o krótko ściętych włosach, przerażającej pewności chodu i diabelskim, a jednocześnie łagodnym uśmiechu. Rozmawiali przy kawie. Kawkowali ponad godzinę, debatując nad filozofią świadków Jehowy, nieuchronnością śmierci i nadzieją na nieśmiertelność. Co chwilę śmiali się głośno, a śmiech rzeczonej sołtyski nakrywał śmiechy pozostałych osób.<br /><br />Po wypiciu kawy, wyszli z kuchni. Domownicy wraz ze szwagrem Mirka udali się do pobliskiego miasteczka załatwić wyjazd do pracy za granicę. Tymczasem ja z L. zostaliśmy poproszeni o wyniesienie kuchennego stołu za dom. Na nim skubaczki miały obedrzeć z pierza martwe już kaczki. Stół przestawialiśmy kilka razy. A kiedy skończyliśmy, zostałem na moment, by zobaczyć, co będzie dalej.<br /><br />Wielka rzeźniczka pewnym ruchem odchyliła w kurniku wieko drewnianej skrzyni. Przy darciu się w niebo głosy stłoczonych kaczek, którym wtórował głośny kwak kaczek wolnych, wsadziła swoje tłuste łapsko do skrzyni, wyciągnęła kaczkę, wpychając jej głowę pod pachę. Podeszła do pieńka, gdzie szybko wyjęła kaczy łeb i nożem, którego domownicy używają na co dzień przy kolacji, przerżnęła jej kark, w taki sposób, by głowa nie odpadła, ale jedynie by krew mogła swobodnie płynąć. Kaczkę nachyliła do niedużej plastikowej miednicy, by wypłynęło z niej jak najwięcej krwi, którą przyjezdni z Niemiec przeznaczyli już wcześniej na czerninę.<br /><br />Po wykrwawieniu, skubaczki wkładały kaczkę, prawdopodobnie już martwą, do kotła z wrzątkiem i nakrywały pokrywką. Po chwili wyciągały i delikatnym ruchem, bez specjalnego wysiłku wyskubywały kacze pierze, aż do zupełnego ogołocenia kaczki denatki. Wszystko powtarzały, aż skrzynia z kaczkami- wybrańcami została pusta, a miedniczka z krwią prawie zupełnie się zapełniła. Do krwi dolano nieco octu, żeby nie stężała, a miskę pozostawiono w przedsionku, na starym kredensie. <span style="font-style: italic;">„Żeby psy nie dorwały”</span>.<br /><br />A ja siedziałem w aromacie octu i krwi i pisałem opowieść o kaczym mordzie, co raz zerkając na miednicę i patrząc, jak czerwona krew powoli zamienia się w gęstniejącą ciemną kipiel tysięcy bąbelków, jakby próbowała ostatni raz zaciągnąć się świeżym powietrzem...<br /><br />artykuł ukazał się w serwisie <a href="http://www.ithink.pl/artykuly/styl-zycia/inne/rzez-kaczek/">ithink.pl</a><br /></div><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-1792611387741549573?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl3tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-59091847539259502222008-06-25T21:45:00.003+02:002008-06-25T21:56:15.765+02:00obrazek z osiedla<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Wychodzę do osiedlowego sklepiku po... majonez. Zwyczajnie. Małe sklepiki mają to do siebie, że można nawet w różowych klapkach i starym dresie (co nie oznacza, że tak się właśnie ubrałem) wybrać się na zakupy. Mijam zatłoczony parking wzdłuż osiedla robotniczych hotelowców, dawniej zajmowanych przez delegacje studiujących tu bonzów z Afryki i Azji. Podobno co jakiś czas podjeżdżają jeszcze limuzyny z czarnymi ważniakami, którzy robią sobie zdjęcia na tle starych budynków, gdzie spędzili studenckie życie. W kawalerkach z jednym pokojem o powierzchni 30m2 "tymczasowo", od dwudziestu a i trzydziestu lat mieszkają całe rodziny. Trójka dzieci, mąż alkoholik, syn w dresie z paskami, córka w gimnazjum wymalowana na wzór okładki "Bravo", przez co można się pomylić i wziąć ją za osiemnastolatkę i żona, standardowo donosząca ciągnące do ziemi, przeładowane siatki z okolicznej "Biedronki" plus wielki pies niebezpiecznej rasy. Dzieciaki zarysowały kawałkami znalezionych gdzieś pustaków parking, wyrysowując sylwetki ludzi, kwiaty, czasami układ wymarzonego mieszkania z trzema pokojami.<br /><br />Z parkingu skręcam w uliczkę/ plac okupowany przez gromadę grających w piłkę. Ośmiolatki grają z czternastolatkami. Trzynastka ubrana w mini pokazujące majtki, głęboki dekolt i porwane rajstopy mizdrzy się do osiemnastolatka z golfa II. Kilka sześcioletnich dziewczynek wdrapuje się na płot, odgradzający mój hotelowiec od reszty osiedla. Muszą pokonać przeszkodę, bo kilka dni temu pan konserwator załatał dziurę w płocie. Załatał nie na długo, ale chwilowo dzieciaki mają ciekawsze zajęcia niż rozsupływanie metalowych węzłów. Czteroletnia, przynajmniej tak sądzę, Olka snuje się jak zawsze. To przytula się do jednej ze starszych koleżanek, to do drugiej, łazi za dzieciakami niczym pies, prawie nic nie mówi. A kiedy zostawiają ją samą, bo to w końcu taka kula u nogi, zabawka na chwilę, ta wyje w niebo głosy. Ale matka nigdy nie przychodzi. <br /><br />Dochodzę do sklepu. Przywiązuję psa do łańcuchowej poręczy płotu. Po wyjściu przyglądam się miejscowym, nastoletnim dresom, którzy majestatycznie wracają ze spaceru ze swoimi krwiożerczymi psami i patrzą z pogardą, czekając na zaczepkę. Ale ja patrzę tak samo więc z zaczepki nici, bo w dzielnicy, gdzie łatwo dostać po mordzie, trzeba wyglądać na kogoś, kto jest nieprzewidywalny i również skłonny "obić ryja". Chcę ruszać z psem dalej, gdy nagle słyszę nad głową: <br /><br />- <i id="p75_">Kurwa, uważaj chuju pierdolony, bo zejdę i ci zajebię!</i>- Zerkam w górę, szukając słów by odpowiedzieć, ale zauważam, że pięćdziesięcioletnia kobieta wykrzykuje te słowa do dziesięcioletniego chłopca, bawiącego się z innymi piłką. Chłopak nie pozostaje dłużny: <br /><br />- <i id="p75_0">Żebym ja do ciebie nie przyszedł kurwo i ci nie przypierdolił!</i>- wszyscy przechodnie nieruchomieją. Tylko dwie alkoholiczki, zmierzające popołudniowym rytmem po kolejne piwo "supermocne" albo "wisienkę", ratują sytuację: <br /><br />- <i id="p75_1">Nie pyskuj gnojku. Wiesz, że babka ma nierówno pod sufitem.</i> Mijam towarzystwo. Zauważam, że na dachu przybudówki do hotelu wariują chłopcy, którzy po rynnie tam się wdrapali. Nie czekam aż zlikwidują rynnę, albo wykują dziurę w ścianie budynku i krzyczę: <br /><br />- <i id="p75_2">Ej, chłopaki, wypierdalać z tego dachu!</i> (nie ma to jak pedagogiczne podejście). Czekam aż zejdą, zbiegają w pośpiechu. Pierwszy zeskakuje siedmiolatek, staje obok mnie i wydziera się na całe gardło do powolniaków, którzy zostali w tyle za nim: <br /><br />- <i id="p75_3">No, co jest, wypierdalać, kurwa!</i> Zszokowany wracam do hotelu. Na parkingu zauważam, że wolne miejsce zajął zielony pojazd, w nim zamroczony już facet. Znam go, dwa razy w tygodniu podjeżdża samochodem na parking, pali papierosa za papierosem. Czasem sam, czasem z towarzyszem. Pije piwko za piwkiem dopóki nie zaśnie. Po obudzeniu odjeżdża w swoją stronę...<br /><br />Może poczytam o "Społeczeństwie sieci", potrzebuję sience- fiction...<br /></div><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-5909184753925950222?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl2tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-67729915048118698222008-06-23T09:56:00.003+02:002008-06-23T10:00:05.141+02:00Niech nas zobaczą!<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Na stronie gdańskiego klubu "Krytyki Politycznej" ukazał się mój tekst <a href="http://www.gdansk.krytykapolityczna.pl/Gdansk/Jestem-konkubentem/menu-id-118.html">"Jestem konkubentem!"</a>. Gorąco zachęcam do lektury.<br /><br />Nagłówek dodany przez administratora:<br /><br /><i>Najwyższy czas zdać sobie sprawę, że stanie z boku na niewiele się zdaje. Jeśli polska lewica ma bronić uciskanych mniejszości, powinna twardo walczyć z prostackim podziałem świata na dobro i zło, walczyć z wypaczonym ultra(pseudo?)katolickim poglądem na sprawę rodziny</i> - pisze Grzegorz <b>Stunża</b>. <br /></div><br /><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-6772991504811869822?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl2tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-14317471443068237082008-05-25T18:03:00.003+02:002008-05-25T18:08:39.010+02:00chłopcy idą na wojnę...<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Chłopcy idą na wojnę, czyli </span><span style="font-style: italic; font-weight: bold;">uroki</span><span style="font-weight: bold;"> życia dla bogatych...</span><br /><br />Zachęcam do lektury <a href="http://www.absg.strony.univ.gda.pl/revolt/revoltzero.pdf">zerowego numeru "!reVOLT"</a> poświęconego rewolucji. W numerze znajdziecie trzydzieści stron tekstów zmarłych rewolucjonistów. Wszystko za darmo.<br /><br />Rozmnażajcie, powielajcie, przetwarzajcie. Wydawcą pisma jest wirtualny kolektyw <a href="http://www.krytyczneoko.blogspot.com">"Krytyczne Oko"</a> i na stronie wydawcy <a href="http://krytyczneoko.blogspot.com/2008/05/intelektualici-rewolucja-nowy-numer.html">czekamy na informacje zwrotne</a>.<br /><br />Smacznego!<br /></div><br /><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-1431747144306823708?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl4tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-77344185641020612432008-04-14T11:42:00.007+02:002008-04-14T12:09:44.456+02:00!reVOLT- numer -1<div style="text-align: justify;">Chcecie bajki? Oto bajka. HIPERbLOG przymiera, może zatem warto zmienić formułę. W ramach eksperymentów nowość- oddaję w Wasze ręce pierwszy, chociaż na razie ujemny, numer "!reVOLTa". Dążymy do numeru zerowego.<br /></div><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_vEkLs0dCuOg/SAMoItsFAdI/AAAAAAAAAZ8/dYE3P_hYS6A/s1600-h/capture1.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_vEkLs0dCuOg/SAMoItsFAdI/AAAAAAAAAZ8/dYE3P_hYS6A/s400/capture1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5189035325829480914" border="0" /></a> <a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_vEkLs0dCuOg/SAMtTtsFAfI/AAAAAAAAAaM/mtQjWDj4eek/s1600-h/capture3.jpg"><img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_vEkLs0dCuOg/SAMtTtsFAfI/AAAAAAAAAaM/mtQjWDj4eek/s400/capture3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5189041012366180850" border="0" /></a><br /><br /><div style="text-align: justify;">Jeśli chcecie poczytać, po co nowe pismo, co gazeta ma wspólnego z blipem i dlaczego lektury strike back, z panią Hall na czele, do tego nie boicie się odkopanych artykułów o uzależnieniu od sieci, chcecie przeczytać pierwszy odcinek paraportażu o wiejskim życiu, a na koniec obejrzeć graff(oman)iti, zapraszam.<br /></div><br /><a href="http://www.absg.strony.univ.gda.pl/revolt/revoltminusjeden.pdf">ściągnij !reVOLT</a><br /><br /><br /><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-7734418564102061243?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl1tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-62097590056035149852008-02-11T10:18:00.000+01:002008-02-11T10:26:06.061+01:00"Kultura Popularna" 1/08<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Gorąco zachęcam do lektury <a href="http://www.swps.edu.pl/new_www/kulturapopularna/aktualny_1098254914/spis_1098275161.html.html">nowego numeru</a> "Kultury Popularnej". W numerze m.in. mój tekst "Kultura popularna + niepopularna szkoła = (popularna) edukacja 2.0?". Jeśli ktoś przeczyta i zechce podzielić się krytycznymi uwagami, będę wdzięczny.<br /><br />Numer poświęcony "kulturze 2.0", można znaleźć tam refleksje na temat tego, czy k20 w ogóle istnieje, a jeśli tak, cóż to takiego. Sporo miejsca poświęcono także Benklerowi i jego refleksjom.<br /><br />Jak widać, HIPERbLOG przymiera i w związku z tym, że prowadzę obecnie badania terenowe do mojej pracy doktorskiej, pewnie poprzymiera jeszcze trochę. Codzienne notowanie z terenu jest strasznie angażujące, a do tego trzeba jeszcze aktywnie, niejawnie prowadzić obserwację...<br /></div><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-6209759005603514985?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl3tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-13439252354830139352008-01-14T09:59:00.000+01:002008-01-14T12:02:04.986+01:00trzeba nam... inżynierów<a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_vEkLs0dCuOg/R4sxveG98BI/AAAAAAAAAHc/ak9JnDRr3M8/s1600-h/TF2_Screen02.jpg"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_vEkLs0dCuOg/R4sxveG98BI/AAAAAAAAAHc/ak9JnDRr3M8/s400/TF2_Screen02.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155268890061565970" border="0" /></a>Testowo wersja dźwiękowa <a href="http://www.archive.org/details/HiperblogPodcast112008">(hiperblog podcast 1(1)/2008)</a>:<br /><br /><embed src="http://www.odeo.com/flash/audio_player_standard_gray.swf" quality="high" allowscriptaccess="always" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash" flashvars="valid_sample_rate=true&external_url=http://www.archive.org/download/HiperblogPodcast112008/podcast1.mp3" pluginspage="http://www.macromedia.com/go/getflashplayer" height="52" width="300"></embed><br /><br /><!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Obejrzałem poranny wywiad w "jedynce" z panią minister edukacji. Wartościowej treści w dyskusji niewiele, ale do tego już przywykłem i bełkot nadają nieustannie wszystkie gadające stacje telewizyjne. Ale bełkotliwy wywiad z minister edukacji dziwi. I wśród masy nieistotnych pytań i nieistotnych odpowiedzi, bo ile można słuchać, czy będą podwyżki i ileż można słuchać wykrętów, jakby minister nie mogła powiedzieć wprost. Ale taki już widać los polityków, grać, mówić półprawdy, nie mówić niczego a potem i tak się wypierać...<br /></div><div style="text-align: justify;"><br />Nie miałem jednak pisać o politykach w ogóle, ale w szczególności. Pani minister powiedziała właściwie tylko o jednej istotnej sprawie- o maturze. Ucieszyło mnie, że nareszcie zaczniemy podchodzić do licealistów i innych uczniów szkół maturalnych jak do ludzi, a nie podludzi ubranych w mundurki (tu już się rozpędziłem, bo licealiści mundurowani nie są, choć w pewnym technikum kiedyś co ranek musiałem zakładać piękny zielony mundur...). Otóż zasada będzie taka- do jakiej szkoły wejdziesz, taką skończysz. Co oznacza, że uczniowie będą mieli taką maturę, jaka obowiązywała w momencie rozpoczęcia przez nich średniej edukacji i nie można tych warunków zmieniać. A przypominam sobie, kiedy w drugiej klasie liceum straszono mnie, że będę pisał obowiązkową maturę z matematyki. Mnie się udało, ale dwa lata młodsi koledzy, zdziwili się w drugiej klasie, dowiadując o obowiązkowej matematyce, którą i tak w kolejnych latach (do "nowej matury") wycofano, bo byli eksperymentalnym rocznikiem nowej matury. Teraz na ten eksperyment, przynajmniej w uczelnianych komisjach rekrutacyjnych, a zdarzyło mi się raz być sekretarzem jednej z nich, mówi się "nowa matura 2002".<br /><br />Nie wszystkie jednak niebełkotliwe wypowiedzi pani minister cieszą. Co prawda nie będzie zmian zaskakujących uczniów, ale modyfikacje będą. Na razie są plany reformy matury w taki sposób, by była zunifikowana, bez wersji podstawowych i rozszerzonych, bez wielu przedmiotów do wyboru, żeby poziom był rzeczywiście porównywalny i żeby uczelnie mogły spokojnie zestawić kandydatów. Matematyka będzie obowiązkowa, ponieważ pani minister uważa, że największym problemem polskiej edukacji jest niechęć do studiów inżynierskich. Trzeba nam zatem... inżynierów, a powszechnie wiadomo, że tylko obowiązkowa matura z matematyki zachęci do inżynierskich studiów. Pani minister wie, bo z wykształcenia jest nauczycielem matematyki. Komentarze wykładowców politechnik, jakoby to poziom nauczania matematyki na długo przed szkołą średnią i przez cały okres jej trwania, powodował ogromny odsiew na studiach inżynierskich, nie robią na pani minister żadnego wrażenia.<br /><br />Trzeba nam inżynierów, jednolitej matury. Niech przyszli poloniści poczują chęć zostania budowniczymi mostów, bo może rzeczywiście stracą nieco czasu na lekturę i studiowanie gramatyki oraz uczenie się języków obcych, a kto wie, czy niektórzy nie zasilą liczby studentów politechniki pierwszego roku, którzy odpadają po pierwszym semestrze, ale może z niektórych inżynierów zrobić da się.<br /><br />I chociaż uważam, że szanse rozwojowe polskich nauk ścisłych są dość marne, ze względu na poziom kształcenia w szkołach i finansowanie nauki, a nie ze względu na nieubieganie się o politechniczne studia, to obawiam się, że przymusowa technicyzacja nie ma najmniejszego sensu. Mówię to jako były uczeń, który przez pierwsze dwa lata licealnej matematyki był uczniem dobrym i pojętnym, wolałem jednak zgłębianie losów Józefa K. niż kreślenie sinusoidy na maturalnym egzaminie. Wszechstronna edukacja byłaby wspaniała i wzorem renesansowego mózgu jest dla mnie Stanisław Lem, ale w postrenesansie mamy już za dużo informacji i zbyt kiepskich twórców systemu oświaty (o dużej liczbie kiepskich belfrów, błędnie nazywanych pedagogami, nie wspomnę), żeby nam się udało taśmowo Lemów produkować.<br /><br />I raczej widzę przymusową matematykę na maturze, jak przymusowe szkolne wykopki, o których opowiadała mi mama, które wcale nie spowodowały, że została studentką Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, niż jako receptę na odbudowę inteligentnej, mądrej Polski...<br /><br />zrzut ekranu z gry "Team Fortress 2" skopiowany z: http://www.linuxcrypt.net/?p=53<br /></div><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-1343925235483013935?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl6tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-42730270358928325542007-12-03T10:15:00.001+01:002007-12-03T10:39:43.846+01:00szkoła...<div style="text-align: justify;">Ostatnio mam okazję co jakiś czas prowadzić zajęcia ze studentami w budynkach szkół średnich. Nie są to uniwersyteckie zajęcia wyjściowe, prowadzone są poza moją macierzystą uczelnią w klasach wynajmowanych na sale wykładowe. Jakiś czas temu, po kilku zajęciach przeprowadzonych w pracowni języka polskiego, przyszło mi do głowy, żeby zbadać, jak wyglądają, np. w Gdańsku, a może w całym Województwie Pomorskim pracownie konkretnych przedmiotów. Pewnie nie wezmę byka za rogi, bo ilość materiału byłaby ogromna, ale kto wie, czy nie zajmę się mniejszą miejscowością lub nie zdecyduję na przyjrzenie klasom polskiego lub historii w części gdańskich szkół (pomijam na razie dostępność do materii badawczej). Nie marzy mi się uczestniczenie w lekcjach, chciałbym jedynie przyjrzeć się układowi sprzętów, wystrojowi klasy, krótko mówiąc, architekturze wnętrza i zastanowić, jakie jawne bądź ukryte komunikaty można odczytać z wizualnej powierzchowności sal szkolnych (temat wielokrotnie poruszany przez analityków <span style="font-style: italic;">hidden curriculum</span>, ale wart rozważania nieustannie). Myślałem o przygotowaniu dokumentacji zdjęciowej i następnie zanalizowaniu materiału, którego częścią być może byłyby wywiady z nauczycielami- opiekunami klas, uczącymi w swoich salach. A może nawet przeprowadzenie wywiadów z dyrektorami placówek i zebranie danych dotyczących ich światopoglądu, sytuacji finansowej szkoły itp. itd. Oczywiście, nie traktujcie powyższych wynurzeń jako planu badań, bo metodologia powyższego leży, a jedynie rzucam hasła. Pomysły nieco kierują w stronę badań ilościowych więc może poprzestanę na jednej szkole i dogłębnym przyjrzeniu się rzeczywistości szkolnej architektury wystroju, sprzętów, ścieżek uczniowskich i szkolnego czasu. Zainspirowały mnie zdjęcia z badań <a href="http://housingcultures.110mb.com/_____po_tej_stronie_komputera.html">TGI portrait</a>, które widziałem w jednym z numerów “Kultury Popularnej”, gdzie można było zobaczyć jak wyglądają w różnych mieszkaniach stanowiska z komputerem i monitorem.<br /><br /></div><p style="margin-bottom: 0in; text-align: justify;">Zupełnie niedawno zrobiłem nawet kilka zdjęć jednej z klas. Ale wymagają bliższego przyjrzenia się więc o tym napiszę może jutro.</p><p style="margin-bottom: 0in; text-align: justify;"><br /></p><div style="text-align: justify;"> </div><p style="margin-bottom: 0in; text-align: justify;">W tej chwili siedzę w klasie na ostatnim piętrze starego budynku jednego z gdańskich liceów i czekam na pojawienie się studentów. Za oknem ciemno, pora wieczorna i zaczynam przypominać sobie własną szkołę, którą kiedyś spróbowałem nawet <a title="opisać pobieżnie w opowiadaniu" href="http://www.portalliteracki.pl/artykul,29972.html" id="n7zd">opisać pobieżnie w opowiadaniu</a>, przychodzą mi również do głowy opowiadania Schulza i obrazy chwil przeżytych w lekcyjnych salach. A niemało, bo kilkanaście lat spędziłem w klasach o identycznym układzie ławek i tak samo zorganizowanej hierarchii, gdzie nawet sprzęty milcząco porządkowały szkolną rzeczywistość. Pamiętam, że zawsze marzyłem, żeby zasiąść przy biurku na podwyższeniu katedry i zarządzać klasą, ale robić to tak, żeby jednocześnie zmieniać parszywą rzeczywistość. Chciałem przewrócić do góry nogami otaczający szkolny świat.</p><p style="margin-bottom: 0in; text-align: justify;"><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_vEkLs0dCuOg/R1PJTxTsjcI/AAAAAAAAAHM/8x2I--thYT8/s1600-R/viii_lo.jpg"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_vEkLs0dCuOg/R1PJTxTsjcI/AAAAAAAAAHM/Cahp_POy5Lg/s400/viii_lo.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5139672941250514370" border="0" /></a></p><div style="text-align: justify;"> </div><p style="margin-bottom: 0in; text-align: justify;">I siedzę teraz na podwyższeniu, za dużym odrapanym biurkiem, w pracowni języka rosyjskiego, wśród map Rosji, plansz z alfabetem i zdjęć Federacji. Spogląda na mnie Puszkin wraz z Tołstojem i innymi literatami Rosyjskimi, wiszą dziwnie nad samowarem, który pamięta jeszcze lata "wielkiej przyjaźni". Wszystko przybrane marnym kwieciem i pożółkłymi księgami zapisanymi grażdanką, które kruszą się na półkach starych regałów.</p><p style="margin-bottom: 0in; text-align: justify;"><br /></p><div style="text-align: justify;"> </div><p style="margin-bottom: 0in; text-align: justify;">I jednocześnie nienawidzę szkolnych sal, gdzie spędziłem dzieciństwo i kawał młodości, a zarazem uwielbiam je. Bo pomimo wielu przykrości, jakich w szkole doznałem, pomimo prób dopasowania mnie do określonego pedagogicznego wzorca (chociaż teraz mam wątpliwości, czy nauczyciele rozumieli, skąd ów wzorzec się wywodzi), traktuję szkołę jako miejsce bezpieczne. Może wynika to z mojego kontaktu ze szkołą na stopie typowej dla ucznia, ale jednocześnie ucznia uczestniczącego w wielu pozalekcyjnych zajęciach, kołach zainteresowań. A podczas takich spotkań szkoła gubiła swoją gębę pruskiego kaprala i nabierała cech miejsca, gdzie rozwija się zainteresowania, spotyka ze znajomymi o wspólnym hobby, a od czasu do czasu uczestniczy np. w pozaszkolnych imprezach i dyskotekach. Jest zatem szkoła, jako budynek, ale jako instytucja, czymś co można odbierać skrajnie różnorodnie. Dlatego często, gdy zastanawiam się nad społeczną funkcją szkoły, pomimo moich idealistycznych antypedagogicznych poglądów, chcę by istniała. Wolę ją reformować niż samemu dać się zreformować ludziom pozbawionym dostępu do minimalnego chociaż oświecenia i poznania świata. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że gdyby szkoły nie było, wszyscy chętnie uczyliby się np. w sieci i poziom intelektualny Rodaków na tym by nie stracił. Wizja odszkolnionego społeczeństwa Illicha jest tak samo niemożliwa do spełnienia, jak wizja antypedagogicznej szczęśliwości i samodzielnego decydowania o przerabianym materiale, chodzeniu do szkoły i w ogóle o wszystkim z zachowaniem odpowiedzialności za siebie, co kreśli w swoich pracach np. Schoenebeck. Trudno mi jednak również uwierzyć, jak pisze m.in. Szkudlarek powołując się też na Giroux, że szkoła jest jeszcze miejscem spotkania ludzi z różnych grup społecznych, czymś w rodzaju miniatury społeczeństwa, gdzie negocjuje się sensy. Negocjacji nie ma. Jest zamordyzm pruskiego kaprala, który może i przebrał się we współczesne ciuszki i zamiast dyscypliny i linijki zostawiających czerwone ślady na pośladkach lub dłoniach, używa bardziej wysublimowanych metod psychologicznych, ale wciąż jest to pruski dryl. Jest też coraz wyraźniejszy podział na szkoły lepsze i gorsze, społeczne, prywatne i publiczne i na dobrą sprawę publiczna edukacja, jeśli świetna, to i tak ograniczona do grona spadkobierów dużego kapitału kulturowego (przy okazji Damian- dzięki za informacje o przedszkolu i nieformalnym doborze dzieci na podstawie "pochodzenia"- wykonywanej pracy i statusu rodziców, to porażające).</p><p style="margin-bottom: 0in; text-align: justify;"><br /></p><div style="text-align: justify;"> </div><p style="margin-bottom: 0in; text-align: justify;">Kończę ten wpis, bo ani nie mam pomysłu na szkołę, ani tym bardziej na świat bez niej. Może ze szkołą jest jak z demokracją. A słynny cytat Churchilla mógłby brzmieć tak: "Stwierdzono, że szkoła jest najgorszą formą edukacji, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu". Ale może jesienna pogoda tej zimy sprawia, że niebezpiecznie uciekam w konserwatywne meandry rozważań. Chociaż, kto wie, czy nie udałoby się połączyć klasycznych "pedagogicznych ogórków konserwowych" z wyszukanymi potrawami edukacyjnych eksperymentów. Ciekaw jestem, czy <a href="http://www.nastyku.blogspot.com/">Piotr</a> skonstruował już swoją pedagogiczną wizję niewielkiej szkoły. Jeśli to czytasz Piotrze, daj sygnał. Pedagodzy, zwłaszcza ci zbuntowani i poszukujący powinni się od czasu do czasu wzajemnie upewniać, że nie oszaleli...<br /></p><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-4273027035892832554?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl1tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-89907479311036718862007-11-23T22:21:00.000+01:002008-01-14T11:55:13.732+01:00"Edukacja przyszłości?(...)" mp3 z "Warszawskiej Edukacji 2.0"<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Poniżej, korzystając z odtwarzacza, możecie wysłuchać mojego wystąpienia "Edukacja przyszłości? Świadomość, aktywność, wymiana, współpraca". Nagrania dokonano podczas konferencji "Warszawska Edukacja 2.0" szesnastego października 2007 roku. Do wystąpienia dołączony jest komentarz/ podsumowanie Edwina Bendyka.<br /><br />Jakość nie jest najlepsza, a mój sposób mówienia, o czym się przekonacie, pozostawia wiele do życzenia (czemu tak jest- wyjaśniam w nagraniu). Niebawem postaram się połączyć dźwięk z pokazem slajdów, info pojawi się w HIPERbLOGu.<br /></div><br /><embed src="http://www.odeo.com/flash/audio_player_standard_gray.swf" quality="high" allowscriptaccess="always" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash" flashvars="valid_sample_rate=true&external_url=http://www.pedgds.strony.univ.gda.pl/stunza.mp3" pluginspage="http://www.macromedia.com/go/getflashplayer" height="52" width="300"></embed><br /><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-8990747931103671886?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl2tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-13439485721726933852007-11-01T11:48:00.000+01:002007-11-01T11:55:40.097+01:00przeproś Prezydenta!<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">Zawsze lubiłem, jak artyści prowokują. Podobała mi się akcja kaczynskimamalegofiutka.org , choc to bylo zrozumiale tylko dla ograniczonej liczby spoleczenstwa (tu pozwolę sobie zacytować Świetlickiego:<br /><br /><span style="font-style: italic;">Spałem źle. Ona spała źle. Pełne porozumienie.</span><br /><span style="font-style: italic;">Spało nam się źle. W tym kraju..</span><br /><span style="font-style: italic;">..w którym wciąż więcej, więcej palantów nosi przy sobie broń.</span><br /><span style="font-style: italic;">Zażartowałem sobie, że są to dla nich namiastki penisów</span><br /><span style="font-style: italic;">..choć chodzi o coś groźniejszego. </span><br /><br />a podobno obecny jeszcze premier spacerował niegdyś z małym pistolecikiem).<br /><br />Podoba mi się również akcja <a href="http://www.przeprosprezydenta.pl/">"Przeproś Prezydenta"</a>. Myślę podobnie jak inicjatorzy akcji- to w interesie całego społeczeństwa. I jak piszą w wyjaśnieniu <span style="font-style: italic; font-weight: bold;">"Może wspólnymi siłami przeprosimy go tak, że już bardziej przeposić się nie da".</span><br /></div><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-1343948572172693385?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl3tag:blogger.com,1999:blog-6914107.post-20041306794794650402007-10-29T22:04:00.000+01:002007-10-29T22:18:41.542+01:00lekarz ostatniego kontaktu<!--Creative Commons License--><div style="text-align: justify;">No i dopadło mnie. Jesienne chorubsko. Piszę to "ledwo patrząc na oczy", ale jak nie napiszę teraz, to nie napiszę wcale. Po cichu cieszę się, że są reklamy leków w telewizji, bo przynajmniej któryś podświadomie polubiłem i nie miałem problemu z wyborem grypo-ułatwiaczy w aptece.<br /><br />Byłem też u lekarza. Pozdrawiam Piotra, który z Danii napisał o darmowej opiece zdrowotnej (nie wspomnę o darmowych studiach bez planu zmiany na płatne). Piotrze, u nas warunki znasz więc lepiej nie wracaj, cokolwiek platforma mówi o gospodarczym cudzie itp.<br /><br />Jak wspomniałem, udałem się do lekarza. Ale już kiedy tam jechałem, wiedziałem, że nie będzie lekko. Nie odczekałem przecież w porannych ciemnościach i zimnie godzinki pomiędzy godziną szóstą a siódmą z gromadką emerytów. Nie zarejestrowałem się również tydzień wcześniej, głupi, jak mogłem nie przewidzieć choroby. Zapytałem jednak w rejestracji, czy mogę zarejestrować się na jutro, bo czuję się fatalnie i potrzebuję pomocy lekarskiej. Jaśnie pani z recepcji poinformowała mnie, że wcześniejsza rejestracja, a jakże, jest możliwa (przypominam, że dzisiaj poniedziałek) i zaproponowała mi wizytę... już w listopadzie, a dokładniej JUŻ! w poniedziałek. Kiedy próbowałem dyskutować ze sposobem rejestracji i sensownością zapisów na kolejny miesiąc do lekarza pierwszego kontaktu (ostatnio mam wrażenie, że niedługo zmieni nazwę na lekarza kontaktu ostatniego), miła pani poinformowała mnie, że limit pięciu wcześniejszych rejestracji na następny dzień został już wyczerpany.<br /><br />Gdyby nie upartość L. i moja symulacja wysokiej gorączki, pielęgniarka nei zadzwoniłaby do pani doktor i nie uzyskałbym pomocy. Musiałbym wstać przed szóstą jutro i w przyjemnej kolejce przed budynkiem (pielęgniarki widać przez przeszklone drzwi, od szóstej już siedzą w rejestracji) stać od szóstej do siódmej, bo dopiero o siódmej panie z recepcji wspuściłyby nas do przestronnego holu z dużą liczbą krzeseł, co kiedyś pewnie nazywano poczekalnią, a dzisiaj jest jedynie dziwnym miejscem z krzesłami, które nigdy nie jest wykorzystywane. Współczuję emerytom, którzy spędzą jutrzejszy poranek stojąc (czasem o kulach) przed drzwiami ośrodka zdrowia...<br /></div><br /><a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><img alt="Creative Commons License" style="border-width: 0pt;" src="http://i.creativecommons.org/l/by-sa/3.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska</a>.<!--/Creative Commons License--><!-- <rdf:rdf xmlns="http://web.resource.org/cc/" dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#" rdfs="http://www.w3.org/2000/01/rdf-schema#"><br /> <work about=""><br /> <license resource="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><br /> <dc:type resource="http://purl.org/dc/dcmitype/Text"><br /> </work><br /> <license about="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Reproduction"><permits resource="http://web.resource.org/cc/Distribution"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Notice"><requires resource="http://web.resource.org/cc/Attribution"><permits resource="http://web.resource.org/cc/DerivativeWorks"><requires resource="http://web.resource.org/cc/ShareAlike"></license></rdf:RDF> --><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6914107-2004130679479465040?l=hiperblog.blogspot.com'/></div>GDShttp://www.blogger.com/profile/17575324932896033122pedgds@univ.gda.pl5