tag:blogger.com,1999:blog-51504749352084465692008-07-20T17:23:39.112+02:00^simon nie tylko programujeSzymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comBlogger33125tag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-4169329656925750282008-07-15T14:49:00.003+02:002008-07-15T14:51:01.848+02:00odpowiedzialność(nadaje żona)<br />Mój mąż jest odpowiedzialny. Powiedział dziś do mnie:<br />"ja sobie wyznaczam granice, których nigdy nie przekraczam"<br />no tak, a dziś? - pytam, ponieważ wynikła niezbyt miła sytuacja.<br />"a dziś sobie nie wyznaczyłem granic..."<br />No tak, nie ma granic, nie ma czego przekraczać. Wciąż jest to wszakże logiczne.Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-38325885379688123592008-07-14T21:06:00.002+02:002008-07-14T21:08:28.567+02:00Żona mojaMoja żona dostała przystanku dałna. Krzyczy żeby do niej więcej strzelać i śpiewa "alleluja" (jak Czesio). Dodatkowo twierdzi, że jej sesja się przeterminowała (dziwne, nie?). Teraz rozmawia z komputerem i twierdzi, że idzie dostać pierdolca... Ciekawe gdzie pójdzie? ;)<br /><br />Uff...Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-3522275240781927882008-07-05T16:40:00.002+02:002008-07-05T16:47:40.353+02:00Tortilla con gulaszPotrawa pomysłu żonowego i mojego (wspólnego). Nazwa chyba mówi już wszystko. Chodzi o gęsty sos gulaszowy zawinięty w tortillę. Do wytworzenia 10 sztuk niezbędne nam są:<br /><ul><li>ćwierć kostki smalcu,</li><li>dwie szklanki mąki,</li><li>wody tyle, żeby ciasto miało konsystencję taką, jak na makaron.</li></ul>Natomiast do gulaszu przyda nam się:<br /><ul><li>0.7 kg wołowiny (takie lepszej)</li><li>jedna cebula</li><li>5 pieczarek</li><li>jedna czerwona papryka</li><li>jedna biała papryka</li><li>mała puszka kukurydzy</li><li>opcjonalnie czerwona fasolka</li></ul>Gulasz robi się mniej więcej tak, jak <a href="http://szymonpobiega.blogspot.com/2008/04/gulasz-sobotni.html">tu</a>. Tortillę jak się robi, to się łatwo domyśleć. Montaż potrawy polega na położeniu tortilli na talerzu. Następnie rozprasowaniu na niej liścia sałaty, a na koniec łyżka (duża) gulaszu. Potem zawijamy i gotowe. Smacznego!Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-80958867331407182522008-06-18T17:30:00.003+02:002008-06-18T17:58:15.176+02:00Kobiety programują lepiej niż mężczyźni<div style="text-align: justify;">Znalazłem na Gazecie coś <a href="http://technologie.gazeta.pl/technologie/1,81012,5319622,Kobiety_programuja_lepiej_niz_mezczyzni.html">takiego</a>. Tłumaczenie (chyba całkiem wierne) z hamerykańskiego artykułu, notatki właściwie. Co o tym sądzicie? Znowu seksizm się nam do kodoklepactwa wdziera, drzwiami i oknami. Zresztą nie tylko seksizm w tym tekście jest kontrowersyjny. Bo czy ktoś udowodnił, że kod lepiej okomentowany (podobno kobiety więcej komentują) jest bardziej zrozumiały? Ja jakoś sobie nie przypominam, żeby mi kiedykolwiek w czymkolwiek komentarze pomogły. Jeśli ktoś się pokusił o ich umieszczenie, to zwykle po niedługim czasie się dezaktualizowały i raczej szkodziły niż pomagały. W tej kwestii jestem zwolennikiem poglądu, że komentarz w kodzie jest znakiem, że należy ten kod zrefaktoryzować, a komentarz usunąć.<br />Sprawa druga. Czy z faktu, że czyjś kod jest czytelniejszy wynika, że ten ktoś jest lepszym programistą? Jest kilka osób, które cenię za umiejętności techniczne. Wśród nich są zarówno tacy, których kod nie nadaje się absolutnie do czytania, oraz tacy, których efekty pracy można dyktować przez telefon i wszystko będzie zrozumiałe. Nie doszukiwałbym się u tych pierwszych chęci zaimponowania komukolwiek. Raczej powiedziałbym tak: <span style="font-weight: bold;">pokaż mi swój kod, a powiem ci coś na temat twojego charakteru</span>.<br />Ze swej strony dodam, że uważam swój kod za przejrzysty i ...ładny. Tak, patrzenie na kod czasem potrafi wywoływać wrażenia zbliżone do tego, jakie się ma w galerii. Lubię patrzeć na ładny kod, dlatego staram się pisać ładnie. Nie oszczędzam na regionach, znaczących pustych liniach, <span style="font-weight: bold;">zawsze</span> grupuję <span style="font-style: italic;">membery </span>(a co, lepiej brzmiałoby <span style="font-weight: bold;">członki</span>?).<br />I jeszcze jedna uwaga. Ładny kod, to też (a może przede wszystkim) taki, który wykorzystuje <span style="font-weight: bold;">wszystkie</span> mechanizmy języka, aby wyrazić jak najdokładniej myśl Twórcy. Tak więc w C# będą to (kolejność przypadkowa):<br /><ul><li>słowa kluczowe: sealed i readonly</li><li>dokumentacja XML</li><li>metody Equals, GetHashCode, ToString</li><li>przeciążone operatory</li></ul></div>Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-75036337439905256052008-06-17T23:15:00.002+02:002008-06-17T23:18:08.137+02:00Burdel w domu.<span style="font-weight: bold;">Żona </span>(przymila się i mówi dziecinnym głosikiem): Masz pinąszki? Masz dużo pinąszków?<span style="font-style: italic;"> (o kasę chodzi)</span><br /><span style="font-weight: bold;">Ja: </span>No trochę mam..<br /><span style="font-weight: bold;">Żona:</span> To zostaw mi jutro, bo na ksero potrzebuję..<br /><span style="font-weight: bold;">Ja: </span>Ale nie mogę, bo mam w jednym banknocie.<br /><span style="font-weight: bold;">Żona:</span> Dobrze! To ja pójdę do <span style="font-weight: bold;">AGENCJI.</span><br /><br />Yyy, czy ja dobrze słyszę?<br /><br /><span style="font-style: italic;">Czy u was w domu też stale brakuje gotówki? (Bo wszystko na jakiś wirtualnych kontach?)</span>Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-24046416405464134082008-06-17T17:27:00.002+02:002008-06-17T17:31:54.077+02:00Netykieta a instant messagingPost-ankieta. Konkretnie chodzi mi o to, co sądzicie na temat następujących zachowań związanych z komunikacją IM:<br /><ul><li>rozpoczynanie rozmowy przywitaniem<span style="font-weight: bold;"> vs</span> przechodzenie od razu do konkretów</li><li>kończenie rozmowy pożegnaniem <span style="font-weight: bold;">vs</span> zwykłe zaprzestanie odzywania się</li><li>informowanie rozmówcy o tym, że się przez jakiś czas będzie zajętym <span style="font-weight: bold;">vs </span>zamilknięcie na czas wykonywania niecierpiących zwłok czynności</li><li>używanie emotek i akronimów w stylu <rotfl></li></ul>Z góry dzięki za odzew.Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-18368428098993826752008-06-16T18:12:00.005+02:002008-06-16T19:27:56.505+02:00Wireless home<div style="text-align: justify;">W dniu dzisiejszym nasz dom stał się domem bezprzewodowym. Udało mi się osiągnąć wreszcie upragniony od co najmniej 2 lat cel: żadnych kabli. No może prawie żadnych...<br /><br />Udało mi się wyeliminować dwa najbardziej mnie denerwujące: (1) kabel USB drukarki oraz (2) audio łączący laptopa z wieżą stereo. Efektem ubocznym, choć jak najbardziej zamierzonym, jest (3) dostarczenie bezprzewodowego internetu do wszystkich komputerów w domu.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Ad 1. Drukarka</span><br /><br />Przez ostatnie <span style="font-style: italic;">n</span> lat drukowaliśmy za pomocą leciwego HP 3650. Był to pierwszy nasz wspólny (mój i obecnej żony) większy zakup. Kupiliśmy ją za pieniądze zaoszczędzone na wakacjach w Austrii. Jednak, jak wszystko co dobre, nasz HP-ek także się skończył. Przestał drukować i już. Postanowiliśmy kupić nową drukarkę. Wtedy przypomniałem sobie o dawno-temu-snutych marzeniach o drukarce bez kabli. I szok! Znalazłem taką i to za przystępną cenę. Na drugi dzień nowiutki <a href="http://www.atramentowe.centrumdruku.com.pl/hp/deskjet_6980_c8969b.cd">HP 6980</a> był już naszą własnością. <span style="font-weight: bold;">Koszt: 450 zł</span>. Owszem, są tańsze drukarki z Wi-Fi (np. <a href="http://www.komputronik.pl/Drukarki/Lexmark/atramentowe/Lexmark_Z1420/pelny,id,43713/">ten Lexmark</a>), ale tylko ten ma wliczony w cenę moduł druku dwustronnego. No i to HP. Ale aż do dziś, czyli przez jakieś dwa tygodnie, nasza śliczna drukarka była podłączona via USB...<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Ad 2. Stereo</span><br /><br />Jak zapewne wszyscy wiedzą, głośniki w laptopie nie są stworzone do emisji ścieżki dźwiękowej filmów akcji. Ani żadnych innych filmów. Ani w ogóle żadnych dźwięków poza alertem o wyczerpywaniu się baterii. Tak więc od czasu zamieszkania w nowym mieszkaniu korzystamy z kabla-przejściówki. Z jednej strony ma mini-jack'a, którego można wetknąć w port audio-out, a drugiej cinch, który pasuje idealnie do wzmacniacza stereo. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że za każdym razem kiedy chcemy obejrzeć film, trzeba ten kabel wyjmować z szuflady, rozwijać, podłączać, a potem uważać, żeby się o niego nie zabić. (żona i tak się cieszy, że daje się go schować do szuflady, ponieważ wtedy nie wala się po całym mieszkaniu).<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Ad 3. Eee PC</span><br /><br />Jakiś czas temu dorobiliśmy się drugiego komputer(k)a: nabyliśmy <a href="http://4speed.pl/index.php?stan=opis&id_towaru=7230">Eee PC</a>. Niestety okazało się, że <a href="http://www.ksknet.pl/">nasz ISP</a> nie potrafi (lub nie chce, niepotrzebne skreślić) skonfigurować DHCP dla drugiego MAC-a w sieci. Mam sobie kupić ruter i już. Albo wynająć od ISP, za niewielką opłatą oczywiście.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Wyrzucamy kable!</span><br /><br />Ale najpierw kupujemy <a href="http://www.apple.com/airportexpress/">to</a>. <span style="font-weight: bold;">Kosztuje: 339 zł</span>. Niby dużo, jak na router, ale w końcu to Apple:) <span style="font-weight: bold; font-style: italic; color: rgb(255, 0, 0);">AirPort Express</span>, bo tak się to cudo nazywa, jest w pełni funkcjonalnym routerem, więc z miejsca załatwiło to punkt 3. Wystarczyło jedynie skontaktować się z ISP w celu zmiany MAC-a w ich DHCP. AirPort jest prawdziwym urządzeniem <span style="font-weight: bold;">plug-and-play</span>, to znaczy po włożeniu do kontaktu (tak! nie ma zasilacza! wtyka się to bezpośrednio do kontaktu jak odświeżacz powietrza!) znalazł sobie IP, uruchomił <span style="font-style: italic;">access point</span> Wi-Fi i skonfigurował DHCP w sieci wewnętrznej. Mnie pozostało jedynie nadać SSID-a i ustawić klucz WEP. Krosowany kabel UTC, którego używałem do spinania kompów, żeby mieć internet na obu, wyrzuciłem bez żalu.<br /><br />Dalsze kilka kliknięć (2 lub 3) wymagane były do skonfigurowania technologi <a href="http://www.apple.com/airportexpress/features/airtunes.html">AirTunes</a>. Pozwala ona na strumieniowanie muzyki z iTunes bezpośrednio do domowego stereo za pośrednictwem AirPort-u. Teraz kabel jack-cinch leży grzecznie za komodą i łączy wzmacniacz i AirPort-a. Nikt go nie musi ruszać ani oglądać. Ale za to nie został wyrzucony, jego szczęście!<br /><br />Skonfigurowanie drukarki do komunikacji via Wi-Fi było już czystą formalnością. Ponieważ moja sieć używa WEP-a, niezbędne było tymczasowe podłącznie drukarki zwykłym kablem Ethernet, aby za pomocą bardzo profesjonalnie wykonanego interfejsu WWW drukarki (tak!) ustawić klucz szyfrowania. Potem jeszcze restart drukarki, przeinstalowanie sterowników i wio! Wyrzuciłem kabel USB.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Post scriptum</span><br /><br />Jakiś miesiąc temu padła mi bateria od laptopa. Całkiem. Dlatego żeby pracować muszę być podpięty do sieci cały czas. Ale to przecież tylko małe utrudnienie... :P<br /><br /><br /><span style="font-style: italic;">Korekta delikatna dokonana przez żonę. Nie uwzględnia ona jednak całej masy trudnych słówek, z tak zwanej: dziedziny.</span><br /></div>Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-25568665419253629462008-06-06T19:25:00.002+02:002008-06-06T19:37:22.364+02:00W nawiązaniu do...<div style="text-align: justify;">...do ostatnich notek mojej przecudownej małżonki. Tych dwóch notek o znajomych - ludziach których się zna, z którymi się rozmawia, ale których nigdy w życiu nie nazwałbym przyjaciółmi. Bo ja w ogóle nikogo nie nazwałbym przyjacielem, za wyjątkiem Moniki. Pod pewnymi względami jestem człowiekiem pozbawionym złudzeń - czymś, co wymaga totalnego poświęcenia, wierności itp. można obdarzyć tylko jedną osobą, a to coś to miłość jest. Tak zwana przyjaźń zakłada, że można być wiernym naraz kilku osobom. A można?<br /><br />Moje podejście jest bardzo prozaiczne. Jako człowiek jestem zwierzęciem stadnym, spotykam się z ludźmi. Znam ludzi, oni znają mnie. Niektórych nawet udało mi się poznać lepiej; oni są tak zwanymi moimi znajomymi. Z nimi się spotykam, z nimi piję i żartuję. Ale ja naprawdę nie oczekuje nic poza to! Nie zależy mi w zupełności na żadnych wyższych uczuciach, bo wiem, że nie będę w stanie ich odwzajemnić. Nie angażuję się.<br /><br />Ale najciekawsze jest to, że niejednokrotnie to ja jestem bardziej zaangażowany. Jak to pisała Monika, to my wychodzimy z propozycjami, to my pytamy, dowiadujemy się. Owszem fajne to może jest przez jakiś czas, ale na dłuższą metę robi się nudne. Wiec nauczony doświadczeniem czasem robię próby. A może się odezwie? A może zagada? Czasem działa. Czasem naprawdę jedno głupie zaproszenie na herbatę i człowiek podskakuje ze szczęścia. Nie ma nic fajniejszego, niż to, kiedy widzimy, że druga strona relacji też o nią dba.<br /><br />Na koniec przemyślenie nieco smutnawe. Ludzie przychodzą i odchodzą. Zwykle cykl się powtarza: najpierw obustronne zaangażowanie, potem ciężar organizacji relacji przechodzi stopniowo w moją (naszą) stronę. Koniec zawsze jest taki sam - odechciewa się nawet mnie. Czy można się wyrwać z takiego cyklu? Co trzeba zrobić? Co robimy nie tak?<br /></div>Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-3768290829526398902008-05-27T16:39:00.002+02:002008-05-27T16:41:24.867+02:00Rozmówki<span style="font-weight: bold;">Sytuacja 1.<br />Ona</span>: Ach, ach, teraz to już mam kosmetyki do wszystkiego!<br /><span style="font-weight: bold;">On</span>: (ech... kobiety)<br /><span style="font-weight: bold;">Ona</span>: O nie, nie do wszystkiego! do biustu przecież nie mam nic specjalnego!<br /><span style="font-weight: bold;">On: </span>(zdumienie)<br /><span style="font-weight: bold;">Ona</span>: Ale biustu nie mam, to po co mi krem<br /><span style="font-weight: bold;">On</span>: (i weź się użeraj...) :D<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Sytuacja 2</span>.<br /><span style="font-weight: bold;">On</span>: Pocałujmy się z języczkiem...<br /><span style="font-weight: bold;">Ona</span>: A z oczkiem nie możemy? Dlaczego ty dyskryminujesz inne części twarzy!?Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-70335953841178738962008-05-18T10:52:00.002+02:002008-05-18T10:59:39.961+02:00Nowości<div style="text-align: justify;">Panie i Panowie, nowa wersja (4.0) MS Enterprise Library została wydana! Wraz z nią ukazała się wersja 1.1 kontenera Unity. Pierwsze wzmianki blogowe bardzo uspokoiły mój entuzjazm - wydaje się bowiem, że poza przejściem na VS2008 i poprawkami w wydajności nic nowego się nie wydarzyło. Wciąż jednak jeszcze nie zabrałem się za lekturę źródeł i nie mogę napisać nic pewnego od siebie. Jak tylko będę coś wiedział, niezwłocznie napiszę. Najbardziej napalony jestem na Unity - zżera mnie ciekawość, czy zostały zaimplementowane ficzery, które uważałem za przydatne (może moje intensywne o nich myślenie spowodowało, że <a href="http://blogs.msdn.com/agile/archive/2008/01/22/who-we-are-introducing-entlib-4-0-and-unity-team.aspx">Panowie Autorzy</a> (swoją drogą, w kontekście <a href="http://szymonpobiega.blogspot.com/2008/05/informatyka-i-kobiety-kobiety-i.html">poprzedniego mojego postu</a>, ciekawe dlaczego to sami panowie...) odebrali mój przekaz mentalny i wzięli się do roboty). Koniec zagnieżdżonej dygresji. Koniec posta:)<br /></div>Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-41231158293302532332008-05-14T18:34:00.005+02:002008-05-14T19:05:34.335+02:00Informatyka i kobiety, kobiety i informatyka<div style="text-align: justify;">Znów zmiana tematu. Tym razem chciałem się podzielić moimi spostrzeżeniami na temat roli kobiet w szeroko rozumianym przemyśle IT. Przez długie lata kobiet w IT było jak na lekarstwo. Szczególnie tu, w Polsce. 10% udział pań na moim roku informatyki uważany był za sukces i przełomowe wydarzenie - "tak dużo!". Słyszało się poglądy, że niewiasty się do tego nie nadają, że są gorsze w abstrakcyjnym myśleniu, że ich komputery nie interesują. Generalnie - było źle.<br /><br />Ostatnio sytuacja powoli zaczęła się zmieniać (w tym miejscu będę kontrowersyjny) ze złej na jeszcze gorszą. Bo oto firma Motorola stwierdziła, że kobiety w IT są wspaniałe. Pachnące nieco (nie)realnym socjalizmem hasła typu 30% kobiet w każdym dziale, 40, 50... A przy tym stwierdzenia wysoko postawionych przedstawicie firmy (tak, także kobiet!), że panie są w IT lepsze, bo są dokładniejsze, dbają o szczegóły itepe itede... A ja się czepiam. Bo proszę bardzo, powiedzcie mi, gdzie tu równe traktowanie kobiet i mężczyzn, jeśli stwierdza się, że te pierwsze są lepsze bo... Takie stwierdzenia mają drugie dno. Wynika z nich pośrednio, że kobieta w IT owszem, może być, ale:<br /></div><ul style="text-align: justify;"><li>jeśli programistką, to programuje jakieś-tam krytyczne, nieodporne na błędy komponenty, których <span style="font-weight: bold;">żaden facet by nie tknął</span>, bo "syfne",<br /></li><li>ale lepiej żeby była testerką, bo przecież <span style="font-weight: bold;">jest dokładna</span>,</li><li>a w drodze wyjątku, jeśli jest ambitna, zróbmy z niej <span style="font-weight: bold;">menedżerkę</span>!</li></ul><div style="text-align: justify;"><br />I gdzieś między palcami, przy oklaskach witających nową panią menedżer działu IT znanej korporacji, wycieka nam sedno tego, co ja rozumiem jako informatyka inżynierska: to co zaczyna się od pisania <span style="font-weight: bold;">Kodu</span>, a kończy się na <span style="font-weight: bold;">Projektowaniu</span> systemów lub prowadzeniu <span style="font-weight: bold;">Projektów</span>. Tu już dużo gorzej jest się kobietom przebić w męsko-szowinistycznym środowisku. Gorzej, bo z jednej strony, jeśli kobiety w IT nam nie po drodze, to im utrudniamy życie. Z drugiej natomiast, jeśli sytuację akceptujemy, to mamy tendencję do przesadnej opiekuńczości: chuchania i dmuchania na taką niewiastę, żeby tylko coś jej się nie stało (np. nikt jej nie <span style="font-weight: bold;">opieprzył </span>za buga). Tym samym, niestety, obcinamy takiej osobie możliwość wykazania się. Jakby nie patrzeć - dupa z tyłu.<br /><br />Pozostaje nam jedynie trzymać kciuki za te "rodzynki" które mają na tyle odwagi, żeby płynąć pod prąd. Oraz oczywiście uświadamiać nasze męskie otoczenie, że kobieta (nie tylko w IT) nie jest ani lepsza, ani gorsza!<br /><br />PS. Ja sam zdecydowałem się na karierę w IT pod wpływem starszej koleżanki, która teraz świetnie radzi sobie jako szef project manager-ów. Zawsze była i zapewne będzie dla mnie wzorem dobrego inżyniera informatyka.<br /></div>Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-83489850343189119212008-05-12T22:35:00.002+02:002008-05-12T22:47:53.835+02:00Eee tam, ale bajer!<div style="text-align: justify;">Dziś totalna zmiana tematyki. Zamiast gotowania (które, <span style="font-style: italic;">nota bene</span>, chyba się już nieco przejadło) będzie sprzętowo-technologicznie. Oto siedzę sobie i piszę tę notkę za pomocą naszej nowej zabawki: EEE PC firmy Asus. Teoretycznie jest to nowa zabawka mojej żony, ale... Ale właściwie to ona używała go dopiero 2 godziny, a ja już spędziłem przy niej pól tygodnia.<br /><br />Zaczęło się od fascynacji: jakie to małe, jakie śliczne... jaką ma niewygodną klawiaturę! (dlatego z góry przepraszam za literówki). Potem przyszedł czas na poważne rzeczy, czyli instalacje systemu Windows XP. Ponieważ studentem będąc posiadam dostęp do licencji akademickich, ściągnąłem sobie legalnego Widowsa z MSDNAA i... już miałem wkładać płytkę do napędu, kiedy się zorientowałem, że EEE napędu CD nie ma. Po prostu. Tak jak nie ma dysku twardego (jest SSD 4GB). Następne 3 dni (całe!) spędziłem instalując na EEE system. W końcu się udało, po kilkunastu próbach. Zainstalowałem z pendrajwa butowalnego. W międzyczasie w akcie desperacji kupiłem napęd CD na USB na allegro. Nie zmarnuje się;)<br /><br />Potem przyszedł czas na konfigurację. Wyczajenie, że dawno dawno temu ustawiłem blokowanie MACów na akcespoincie - 1 dzień. Przegranie jakiejś brakującej deelelki w celu instalacji MS Office (także oryginał, wersja home & student) - 2 godziny.<br /><br />EEE jest wspaniałe. Wiedzieliście, że Celerony mobilne też (tak jak dorosłe Pentium M) mogą być taktowane różnymi częstotliwościami? Niestety nie dzieje się to automatycznie - trzeba przestawiać ręcznie, ale z baterią 5200 mAh (a taka malutka jest) moje EEE PC downklokowane do 240 MHz wytrzymuje dobre 5 godzin intensywnej pracy (sieć WiFi, Office, skanowanie antywirem). A do tego jest śliczne:)<br /></div>Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-19086984351470083092008-05-05T20:15:00.003+02:002008-05-05T20:37:17.696+02:00Niedzielny kącik kuchenny, część trzecia<div style="text-align: justify;">Z pewnym opóźnieniem, ale niedzielny kącik kuchenny nareszcie powraca! Tym razem w poniedziałek...<br /><br />Na początek zapiekanki, które podpatrzyłem u właścicielki tego <a href="ttp://kocieta.blogspot.com/">oto bloga</a> - Luelki. Niestety nie zapytałem o oryginalny przepis i dlatego to, co będę teraz opisywał jest jedynie moją wariacją na temat. Mam jednak nadzieję, że wam posmakuje.<br /><br />Zapiekanki zbudowane są w oparciu o ten sam, co <a href="http://szymonpobiega.blogspot.com/2008/04/kanapki-caotygodniowe.html">kanapki całotygodniowe</a>, wzorzec projektowy - <span style="font-style: italic;">Layered Sandwich</span>. Warstwy, z których składa się pojedyncza instancja zapiekanki (w kolejności od dołu) to:<br /><ul><li>Połówka bułki kajzerki.</li><li>Warstwa masła lub masła roślinnego.</li><li>Cienka warstwa koncentratu pomidorowego.</li><li>(opcjonalnie) Plasterek ulubionej wędliny. </li><li>4-6 kawałków papryki (małych - 3 cm długości, pozostałe wymiary około 50 mm). Najlepiej, żeby papryka była w<span style="font-weight: bold;"> jak największej liczbie kolorów</span>.</li><li>Odrobina pieczarek. Pieczarki wcześniej kroimy na małe kawałeczki i dusimy/smażymy na patelni aż do 3-krotnego zmniejszenia objętości.</li><li>Mniej więcej zbliżona ilość zezłoconej, drobno posiekanej cebuli.</li><li>Dwa plasterki rzodkiewki.</li><li>Jeden mały kawałek (płaski) ulubionego sera pleśniowego.</li><li>Trzy szczypty szczypiorku <span style="font-weight: bold;">świeżego</span>.</li><li>Zielska! Bazylia i oregano. W tej warstwie można także dodać pieprz, ostrą paprykę, a także czosnek.</li><li>Jeden duży plaster sera żółtego (przykrywający <span style="font-weight: bold;">całą powierzchnię</span> bułki). Może to być kilka mniejszych plastrów różnych rodzajów sera - ważne tylko, żeby przykrywały całość.</li></ul>Poskładaną zapiekankę układamy na blasze i pieczemy około 5 minut w piekarniku nastawionym na 200 stopni Celsjusza. Jemy samą lub z dodatkiem majonezu i keczupu.<br /></div>Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-64966187631239278842008-05-03T17:27:00.000+02:002008-05-03T17:28:28.518+02:00O cnocieOn: Musisz być cierpliwa!<br />Ona: No tak. Cierpliwość to cnota...<br />On: Yhym.<br />Ona: Ale ja już nie mam cnoty...Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-79647517341618519432008-04-20T12:23:00.005+02:002008-05-05T20:37:42.969+02:00Kanapki całotygodniowe<div style="text-align: justify;">Kolejny przepis w niedzielnym kąciku kucharskim to przepis na kanapki.<br /><br />Nazwa pochodzi od tego, że można jeść codziennie (w odróżnieniu od <a href="http://szymonpobiega.blogspot.com/2008/04/gulasz-sobotni.html">Gulaszu Sobotniego</a>, który spożywany bywa tylko w weekendy).<br /><br />Kanapki całotygodniowe wytwarzane są zwykle w ilości dwóch sztuk na osobę. Mają własność dobrego przechowywania w lodówce, więc zwykle przygotowywane są wieczorem, a jedzone dnia następnego od rana do popołudnia. Kanapki zbudowane są w oparciu o architekturę warstwową (wzorzec <span style="font-style: italic;">Layered Sandwich</span>, <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Design_Patterns">Gang of Four</a>). Jedna kanapka całotygodniowa składa się z:<br /></div><ul style="text-align: justify;"><li>Bułki kajzerki przekrojonej na pół.</li><li>Odrobiny masła lub margaryny, którą smarowane są <span style="font-weight: bold;">obie </span>połówki bułki.</li><li>Plastra wędliny (szynki, salami lub mortadeli z oliwkami). Wersja przeznaczona do konsumpcji w piątki lub w niektóre święta religijne (<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Popielec">Środa Popielcowa</a>, <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_Pi%C4%85tek">Wielki Piątek</a>) pozbawiona jest tego składnika.</li><li>Plastra sera żółtego dowolnej marki, byle nie był to wyrób seropodobny Tesco (osobiście preferuję sery wędzone, małżynka zaś te dziurawe).</li><li>Papryki świeżej lub marynowanej (najlepiej różnokolorowej).</li><li>Ogórka świeżego (dwa plasterki).</li><li>Rzodkiewki (jeśli akurat jest sezon na takową; w ilości także dwóch plasterków).<br /></li><li>Oliwki. Zwykle jedna duża wystarcza na dwie kanapki. Oliwkę kroimy na plasterki i upychamy gdzie popadnie.</li></ul><div style="text-align: justify;">Składniki zostały opisane w kolejności, w jakiej należy je nakładać na bułkę. Zanim przykryjemy całość drugą połówką bułki, sypiemy pokaźną ilość bazylii i oregano. Nie zaszkodzi też szczypiorek. Dla lepszej przyczepności możemy po położeniu warstwy sera posmarować go <a href="http://www.majonez.pl/">Majonezem Kieleckim</a>. Możemy także polać keczupem. Drugą połówkę bułki przykładamy ostrożnie, żeby nie wycisnąć składników bokami. Całość zawijamy w folię aluminiową i przechowujemy w lodówce do rana. Rano jedynie musimy się skupić na tym, żeby nie zapomnieć zabrać swoich kanapek do pracy/na uczelnie.<br /><br />W kolejnej edycji kącika kulinarnego: zapiekanki Luelki oraz jajecznica Krzyśkowa (przepisy bezczelnie zgapione)<br /></div>Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-89144393376541876872008-04-20T12:03:00.008+02:002008-04-20T12:47:14.287+02:00Gulasz Sobotni<div style="text-align: justify;">W naszym domu zapanowała nowa świecka tradycja. Właściwie zaczęła się już prawie rok temu, po powrocie z Pragi, ale na dobre zagościła w naszym domu kilka tygodni temu. Tradycja ta zwie się <span style="font-weight: bold;">Gulasz z Kluskami na Parze</span> (kluski na parze są udomowionym odpowiednikiem <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Knedliki">knedlików</a>). Aby zrobić Gulasz Sobotni, potrzebne są:<br /></div><ul style="text-align: justify;"><li>2 spore cebule<br /></li><li>20-30 dag pieczarek</li><li>50-60 dag karkówki</li><li>pół marchewki</li><li>pół pietruszki</li></ul><div style="text-align: justify;">Pozostałe składniki są opcjonalne, ale bardzo pożądane:<br /></div><ul style="text-align: justify;"><li>czerwone wytrawne wino: 1/4 szklanki</li><li>papryka: najlepiej po trochu z każdego znalezionego koloru</li><li>sałata i świeży ogórek: jako dekoracja</li></ul><div style="text-align: justify;">Zaczynamy od obsmażenia mięsa na patelni na sporym ogniu. Trzymamy je tak, dopóki nie zmieni koloru na szary (z czerwonego). Jeśli wasze mięso bez obsmażania miało inny kolor (szary, fioletowy, zielony?) zróbcie sobie lepiej naleśniki z serem. Po zakończeniu wspomnianej obróbki cieplnej, mięso (wraz z odrobiną sosu, który się z niego powinien wytopić) przerzucamy do przygotowanej miseczki.<br /><br />Na patelnię wrzucamy pokrojoną w półplasterki cebulę (i odrobinę oleju/oliwy) i przykrywamy, celem jej zmiękczenia. Jak już zmięknie, zdejmujemy pokrywkę, żeby się nieco podsmażyła. Kiedy skończymy zabawę z cebulą, to samo robimy z pieczarkami.<br /><br />Kiedy pieczarki osiągną już odpowiednią formę (ich objętość zmniejszy się trzykrotnie;-), dorzucamy do nich cebulę i mięso. Wsypujemy połowę zgromadzonych zapasów bazylii i oregano i trochę czosnku dla smaku (może być świeży albo granulowany). Dolewamy wody, przykrywamy pokrywką i dusimy jakieś pól godziny (no może 45 minut). Co jakiś czas oczywiście dolewamy wody, bo ta ma dziwną tendencję do wyparowywania.<br /><br />Następnie wrzucamy pozostałe wymienione składniki oraz jeden liść laurowy. I dusimy dalej, kolejne 30-45 minut. Po tym czasie wołamy znajdującą się w pobliżu <a href="http://poslubny.blox.pl/html">żonę</a> (kto nie ma takowej, ma pecha), żeby stworzyła tajemną miksturę mąki, śmietany i koncentratu pomidorowego w celu zabielenia gulaszu. Po tym zabiegu gulasz jest gotowy do spożycia. Opisane proporcje wystarczają dla 2 osób na 2 dni weekendu.<br /><br />Spożywamy z kluskami na parze kupionymi w Tesco (są lepsze niż te z Kerfura). Jak ktoś ma siłę i fantazję, może sobie placki ziemniaczane zrobić. Oczywiście jeśli dodaliśmy wina podczas gotowania, jedząc musimy wypić resztę trunku, która pozostała w butelce. Możemy także popijać sobie podczas gotowania, ale wtedy efekty mogą odbiegać nieco od zamierzonych.<br /><br />Podajemy na jak największych talerzach, które wykładamy liśćmi sałaty. Na rogach dekorujemy plasterkami ogórka (którego możemy polać śmietaną lub posypać bazylią).<br /><br />PS. Jak tylko kupię sobie Bluetootha na USB, zamieszczę zdjęcia (nie mam jak ich przegrać z komórki).</div>Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-81887316323880605982008-04-18T19:05:00.003+02:002008-04-18T19:08:10.041+02:00PoradnikŻona: Kochanie, czy to jest poradnik dla informatyków?!?<br />Mąż: Tak (pełna powaga)<br />Żona: Użyj MYDŁA?!?<br />Mąż: ...<br /><br />(Czytałem <a href="http://msmvps.com/blogs/vipul/archive/2006/01/27/Is-my-webservice-a-webservice.aspx">to</a>, zgadnijcie który punkt czytała Moja Ślubna)Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-8535347155821499342008-04-06T16:02:00.002+02:002008-04-06T16:04:30.053+02:00MaterialistkaLeżymy. Jak zwykle z resztą. Moja żona odzywa się przymilnym głosikiem.<br />Ona: Jak to dobrze mieć męża...<br />On: No ba..<br />Ona: Kocham mienie męża!<br />On: Mam nadzieję, że o manie ci chodzi...;)Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-71817570091055065792008-04-04T14:44:00.002+02:002008-04-04T14:48:47.296+02:00Po co ludziom małżeństwo?Znowu w łóżku. Rozmawiamy, a jakże.<br />M: Patrz, jakbyś się ze mną nie ożenił, to byś miał tak fajnie. Nikt by ci nie kazał sprzątać...<br />Sz: Myłbym kibel raz na miesiąc, albo dopiero wtedy, gdy coś by po nim biegało...<br />M: Ostatnio po naszym biegał pająk i wcale nie umyłeś!<br />Sz: Odkurzałbym raz na miesiąc, żywiłbym się pizzą i frytkami...<br />M: A co z seksem?<br />Sz: A przy seksie odpadłaby mi cała gra wstępna... (do masturbacji nie trzeba...)<br /><span style="font-style: italic;">(ekhem. Siejemy zgorszenie)</span><br /><br />M: Dziś mam ochotę na coś francuskiego, a jutro zrobimy coś włoskiego.<br />Sz: Z francuskiej kuchni najbardziej lubię lody...<br />M: A ja muszelki. Nadziewane. Parówkami.<br /><span style="font-style: italic;">(Komu się nie skojarzyło, ręka do góry)</span>Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-3452027703688003092008-03-19T19:47:00.002+01:002008-03-19T19:51:58.350+01:00Problemy z erekcjąŻona tłumaczy mi zawiłości budowy mózgu i hipokampa i kory mózgowej.<br />Ona: Hipokamp to chyba jedyna część mózgu, na której mi u ciebie naprawdę zależy...<br />Ja: Ale jak to?<br />Ona: no bo tak... Za wzwód to odpowiadają takie korzonki, i takie nerwy, które idą do mózgu...<br />Ja: Czyli ja mam wzwód w mózgu?<br />Ona (zniecierpliwiona): Nie, ty masz kurde mózg we wzwodzie. Nieustannie.<br />...<br /><br />Znajduję opakowanie po jogurcie. Na zlewie.<br />Ja: Kochanie, opakowania po jogurcie się wyrzuca do kosza!<br />Ona: Czasami faktycznie się wyrzuca.<br />Ja: No właśnie, a ja jeszcze nie zaobserwowałem...<br />Ona: No przecież mówię ci, że CZASAMI.<br />...<br /><br />O hipokampie ciąg dalszy.<br />Ja: O widzisz, hipokamp się kurczy pod wpływem stresu! Jak się będziesz stresować, to ci nic nie zostanie!<br />Ona: A twój hipokamp to już jest wielkości ziarenka maku!<br />Ja: A dlaczegóż to? Czy ja się stresuję?<br />Ona: Tak! Na przykład tym, że mi hipokamp zniknie!Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-27773439827917065592008-03-17T16:45:00.004+01:002008-03-17T20:25:58.864+01:00Weekend<div style="text-align: justify;">Miał wszystko, co powinien mieć dobry weekend, żeby być dobry. Trwał trzy dni. Zaczął się w piątek po południu wycieczką do <a href="http://www.galeriakazimierz.pl/">Galerii Kazimierz</a>. Miała to być rekompensata za czwartek, w który zwykliśmy chodzi na randkowe kawy (kawowe randki?), ale w ten czwartek z przyczyn żonowo-uczelnianych nie mogliśmy.<br /><br />Zaczęliśmy od małego słodkiego co-nieco <a href="http://www.galeriakazimierz.pl/?page=store/view&store_id=140">tutaj</a>. Kafejka ta została nam polecona przez nie-pamiętam-już-kogo. Byliśmy tam raz, spodobało nam się. W ostatni piątek byliśmy tam już po raz drugi. Niestety nie jestem w stanie zamieścić zdjęć tego, co jedliśmy, ale naprawdę było wspaniałe. Małżynka dostała puchar lodowo-owocowy wielkości sporego wazonu, a ja nieco mniejszy pucharek z prawniczymi lodami. Niezapomniany był widok lepszej mojej połówki sięgającej łyżeczką do bitej śmietany, która znajdowała powyżej jej głowy (taaaki wysoki był ten puchar).<br /><br />Oczywiście nie byliśmy w stanie wszystkiego tego zjeść. Zjedliśmy ile się dało. Resztę, z nieskrywanym żalem, pozostawiliśmy. Było by po prostu super, gdyby nie jedna głupia sprawa. Otóż mimo, że zapłaciłem za całość podczas zamawiania, przy barze, pani przyniosła nam na stół paragonik na talerzyku. Wyglądało, jakby oczekiwała, że będzie płacić. I jakoś tak głupio było odchodzić zostawiając tak ten talerzyk... Dziwne...<br /><br />Drugim punktem programu były sklepy mogące w swej ofercie posiadać Płaszcz Idealny, który to tropiłem już od ponad pół roku. Jeden nawet udało mi się namierzyć - na stronie internetowej Zary. Niestety w Polsce nie do zdobycia chyba (próbowałem w Kazimierzu, Krakowskiej, a nawet w Złotych Tarasach). Co ciekawe podczas ostatniej wizyty w Zarze w Krakowskiej, mojego kandydata na Płaszcz Idealny znalazłem (co prawda, kolekcja do której należał była już historią). Oczywiście rozmiar nie pasował. I był tylko jeden egzemplarz. W Zarze w Kazimierzu Płaszcz Idealny się nie objawił. Objawił się za to, bardzo z resztą niespodziewanie, na wystawie Sunset Suits. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Już po pięciu minutach dzierżyłem go dumnie w wielkiej reklamówce (będzie dobra na kanapki, jakbym gdzieś za granicę leciał:P).<br /><br />Ostatnim, trzecim, punktem programu była wizyta w Cinema City. Wybraliśmy się na <a href="http://www.filmweb.pl/Rozmowy+noc%C4%85,2008,o+filmie,Film,id=458309">"Rozmowy nocą"</a>. Muszę przyznać, że film mi się podobał. Spodziewałem się, co prawda, mniej cukierkowego zakończenia (mogli się rozstać, byłoby bardziej do myślenia), ale ogólnie - polecam. Nawet bardziej niż osławiony "Lejdis", który zupełnie nie przypadł mi do gustu ze względu na swoją abstrakcyjność i przerysowania. Małżynce film podobał się mniej, ale nie czuję się winny, bo to ona go wybrała.<br /><br />Ciąg dalszy weekednu opisany zostanie wkrótce...</div>Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-9468319905433556912008-03-13T14:06:00.002+01:002008-03-17T16:45:44.702+01:00Gorąca i wilgotnaLeżymy. Nastrój romantyczny, całujemy się. Jest słodko. Ona (zniżonym głosem) pyta:<br /><span style="font-weight: bold;">Ona</span>: Nie miałbyś ochoty na coś wilgotnego i gorącego?<br /><span style="font-weight: bold;">Ja</span> (<span style="font-style: italic;">rozmarzony</span>...): Mrr, no pewnie...<br /><span style="font-weight: bold;">Ona</span>: To ja pójdę zrobić herbatkę.<br /><br />I poszła. Oniemiałem:DSzymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-19417763349212672572008-03-09T15:24:00.003+01:002008-03-09T15:26:26.943+01:00Kabaret starszych panów<span style="font-weight: bold;">Żona</span>: Ale ten fiml był smutny... Tak jak tamten film.. "Kabaret starszych panów"<br /><span style="font-weight: bold;">Mąż</span>: "Kabaret starszych panów"???<br /><span style="font-weight: bold;">Żona</span>: No tak. To co się spotkali ci ludzie żeby uratować świat...<br /><span style="font-weight: bold;">Mąż</span>: Yyyyy... "Liga niezwykłych dżentelmenów"?<br /><span style="font-weight: bold;">Żona</span>: Ooo no tak! Przecież mówię!<br /><br />Kurtyna!Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-77545627698322149122008-03-06T22:56:00.001+01:002008-03-06T22:58:04.615+01:00Drapanko<span style="font-weight: bold;">Żona</span>: Musiałam dziś rano drapać auto<br /><span style="font-weight: bold;">Mąż</span>: Ostatnio mówiłaś, że trzeba je pogłaskać, ale żeby od razu drapać?Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-5150474935208446569.post-18158246081373257432008-03-03T10:26:00.002+01:002008-03-04T17:19:11.186+01:00Ciąża to rzecz wspólnaRozważają, czy on powinien zaangażować się w proces testowania ciążowego.<br />On: Jak będzie dziecko, to się będę angażował, a nie tam do testu.<br />Ona: A w proces twórczy nie masz zamiaru się angażować?<br />On: ...Szymon Pobiegahttp://www.blogger.com/profile/15921684506692120835noreply@blogger.com