tag:blogger.com,1999:blog-45161325100494638872009-07-10T23:43:20.593+02:00Projekt JoJohttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.comBlogger202125tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-10527860513406942662009-07-10T23:41:00.002+02:002009-07-10T23:43:20.602+02:00Wakacje<div><br /></div><div>Uprzejmie informuję PT Czytelników, że wybywam jutro na wschód, a następnie na czas jakiś na północny wschód. Sprawdzę, jak się mają moje pszczoły. </div><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-1052786051340694266?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-67410957887611417082009-07-10T10:39:00.002+02:002009-07-10T10:44:43.447+02:00Nielot Gromu<div><br /></div><div>- Wiesz, mój totem nie należy do najbardziej lotnych stworzeń świata.</div><div>- Och, naprawdę? Tak mi przykro. A co jest twoim totemem?</div><div>- Ptak Gromu. </div><div><br /></div><div><br /></div><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-6741095788761141708?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-19630351023030807782009-07-09T17:12:00.002+02:002009-07-09T18:36:40.366+02:00Poczytaj mi mamo<a href="http://biskupinka.bloog.pl/id,4755606,title,Kacik-czytelniczy,index.html">Biskupinka</a> właśnie do mnie zalinkowała; biorę więc udział w zabawie w książki. Zasada jest prosta: odpowiadam na trzy pytania, wymyślam trzy własne, wybieram ochotników, którzy mają na nie odpowiedzieć i potem wytypować innych ochotników... i tak w kółko. Jednocześnie wprowadzam drobną modyfikację - należy samemu odpowiedzieć na postawione przez siebie pytania.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Marta pyta:</span><br />1. Czy masz książkę, która w chwilach smutku i jesiennej melancholii niezawodnie poprawia ci nastrój? Jeśli tak, podaj jej tytuł i wyjaśnij krótko, dlaczego.<br />2. Książka w oryginale (w miarę znajomości języka) czy tłumaczenie?<br />3. Czy zdarza Ci się śmiać publicznie (na głos) czytając książkę? Jeśli tak, podaj jakieś przykłady: książek i reakcji otoczenia.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Jo odpowiada:</span><br />1. Chmielewska. "Wszystko czerwone", "Wszyscy jesteśmy podejrzani" i "Lesio". Znam je na pamięć, mogę cytować wyrwana ze snu w środku nocy i nieodmiennie wyję ze śmiechu przy moich ukochanych tekstach. "W oparach absurdu" Tuwima i Słonimskiego. Też znam na pamięć. Ten typ poczucia humoru bawi mnie zawsze i wszędzie. "Dlaczego mamusia gryzie syfon?" jest hasłem, które wyciągnie mnie z najczarniejszych otchłani melancholii, podobnie jak scena z tańczącym słoniem, polszczyzna pana Muldgaarda oraz omawianie śledztwa z diabłem.<br /><br />2. To zależy od książki. Jeśli jakaś książka bardzo mi się podoba, to będę chciała przeczytać ją w oryginale - o ile znam język. Zboczenie zawodowe - kwestia warsztatu. Zaczęło się od "Paragrafu 22", mam też "Zimę w Lizbonie" oraz serię o Malaussene'ach Daniela Pennaca (w Polsce wyszły aż dwie, pierwsza i trzecia. Nigdy się tak nie cieszyłam, że zaczęłam się uczyć francuskiego, jak wtedy, kiedy siostra H.C. przywiozła mi drugą). Jeśli tłumaczenie jest spierdolone - a niestety, zboczenie zawodowe sprawia, że jestem w stanie to ocenić w ciagu dwóch minut - to przeczytam w oryginale, bo nie będę się męczyć.<br /><br />3. Ostatnio ryczałam ze śmiechu w pociągu nad bardzo poważną książką "Pieśni doświadczenia" Martina Jaya. Rozbawiło mnie jedno zdanie, które wcale nie jest zabawne, jeśli wyjmie się je z kontekstu. Towarzysze podróży udali, że mnie nie ma. W ogóle zdarza mi się to dość często. I śmianie w głos, i ignorowanie mojego zachowania przez otoczenie.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Jo pyta...</span><br />1. Gdybyś mógł/mogła zabrać ze sobą na bezludną wyspę tylko jedną książkę, którą byś zabrał/a i dlaczego? (trylogie liczymy jako jedną książkę)<br />2. Czy zdarza ci się "czytać tam" - zabierać jakąś książkę w miejsce, gdzie rozgrywa się akcja i czytać ją wśród opisywanych w niej okoliczności przyrody? Kiedy, gdzie, dlaczego?<br />3. Miłość dworska czy miłość zmysłowa: czy książka jest dla ciebie przedmiotem traktowanym z najwyższą rewerencją, czy czytasz w wannie, odwracasz ją grzbietem do góry, zapisujesz spostrzeżenia na marginesie?<br />(dwa ostatnie pytania zapożyczyłam z "Ex libris" Anne Fadiman)<br /><br /><span style="font-weight: bold;">...i odpowiada na swoje pytania:</span><br />1. "Ex libris" Anne Fadiman. Najgenialniejsza książka o książkach, która nigdy mi się nie znudzi. Przy okazji perełka amerykańskiej szkoły eseistycznej oraz majstersztyk translatorski.<br />2. Tak, ale rzadko. Przeczytałam tak właściwie jedną książkę - "Ulicę marzycieli" Roberta McLiama Wilsona, dziejącą się w Balfaście. Było to w Armagh, czterdzieści kilometrów od Belfastu, do którego od czasu do czasu jeździłam. Dlatego, że mnie poruszała. Natomiast w następną podróż do Barcelony zabiorę "Cień wiatru", chociaż i tak znam wszystkie miejsca, w których dzieje się akcja.<br />3. Zmysłowa. Czytam w wannie, przy jedzeniu, podczas podróży, zostawiam książkę otwartą grzbietem do góry, piszę na marginesach, notuję na pustych stronach z tyłu, używam książek do podpierania półek. Co więcej, nie uważam tego za zbrodnię, a ludzi, którzy histerycznie dbają o książki, traktuję z dużą podejrzliwością. Mam na ten temat parę teorii, ale to temat na inną opowieść...<br /><br />A do łańcuszka wyznaczam następujących ochotników: <a href="http://www.my.opera.com/ostrovitz">Ostrego</a>, <a href="http://natasza-b.blogspot.com">Nataszkę</a>, <a href="http://www.ananek.blogspot.com">Agę</a>. Cała reszta może się dołączyć, jeśli ma ochotę. Ochotnicy, jeśli ochoty nie mają, nie muszą odpowiadać na pytania.<div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-1963035102303080778?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com3tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-72732102270323888342009-07-08T00:15:00.001+02:002009-07-08T00:15:45.244+02:00WurgJeszcze trochę, a lajsnę se koszulkę z wielkim napisem: NIE PŁAKAŁAM PO JACKSONIE.<div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-7273210227032388834?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com1tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-84274276686563293412009-07-07T22:12:00.005+02:002009-07-08T00:14:57.880+02:00Złodzieje duszyW sobotę napadli mnie Mo. i Wojciech. Zapowiedzieli się już wcześniej, przedstawili nawet cel swojej wizyty: zamierzali uśpić moją czujność za pomocą napchania mnie własnoręcznie przygotowanym chińskim żarciem (Wojciech), połechtać mą próżność robiąc mi makijaż (Mo.) a potem, kiedy już z ukontentowaniem będę trawić i podziwiać efekty, rzucić się na mnie znienacka z aparatami.<br /><br />(Wspominałam już kiedyś, że nie znoszę, kiedy ktoś robi mi zdjęcia, bo na dziewięciu z dziesięciu wyglądam fatalnie? Nie? To nie znoszę; kiedy widzę wycelowany w siebie aparat, zazwyczaj uciekam z krzykiem. Prawdopodobnie dlatego tak lubię robić zdjęcia innym - gdzieś we mnie jest mała, wredna suka, która szepcze "A teraz tobie zrobię krzywdę...". Zazwyczaj uważam się za atrakcyjną kobietę; kiedy oglądam własne zdjęcia (oprócz tych, które zrobili mi w lutym <a href="http://picasaweb.google.com/zielarze.pl/Joanna#">Magda i Krystian</a>), zaczynam w tę atrakcyjność szczerze wątpić. Chyba mam to po tatusiu; Nietoperz, mężczyzna bardzo przystojny, na zdjęciach z młodości wygląda jak włoski żigolak. W sumie mogło być gorzej i skoro odziedziczyłam po nim urodę... cholera. Wolę nie kończyć.)<br /><br />Nie wiem, co było w chińszczyźnie, ani co mi przeniknęło przez skórę wraz z makijażem, ale nie dość, że nie uciekałam z krzykiem na widok wycelowanego w moją twarz obiektywu, to jeszcze ochoczo pozowałam. Ja. Wdzięczyłam się do aparatu. Bez wątpienia nadciąga jakiś koniec świata, zaraza, pomór, pożoga i gwałt. Chociaż mam teorię, że to po prostu chwyt zakazany Konwencją Genewską, którego użyła Mo. Wyciągnęła czerwoną szminkę MACa i rzekła:<br />- Russian Red. Tego odcienia używa <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Dita_Von_Teese">Dita von Teese</a>.<br />Ręka do góry, która z kobiet powstrzymałaby się przed sprawdzeniem, ile procent uroku najsłynniejszej współczesnej pin-up girl to właśnie ta szminka i czy się udziela.<br /><br />Czy się udziela i jak, można zobaczyć <a href="http://www.flickr.com/photos/linon/">tutaj </a>(Mo.) i <a href="http://www.flickr.com/photos/dazzir/">tutaj</a> (Wojciech).<br /><br />PS. Cholera, oczywiście, zapomniałam pomalować paznokcie...!<div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-8427427668656329341?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com5tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-1509885788286285132009-07-06T09:41:00.003+02:002009-07-06T18:46:40.477+02:00Nienawidzę<div><br /></div><div>Mail: Twój znajomy XYZ obchodzi jutro (07. 07. 32009) NN urodziny. Nie zapomnij wysłać mu życzeń. </div><div>Ja: NO I CHUJ!!!</div><div><br /></div><div>PS. To jest dwusetny post. Jakże adekwatny. </div><div><br /></div><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-150988578828628513?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com1tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-45350692839170608812009-07-04T00:00:00.002+02:002009-07-04T00:01:03.561+02:00PodsumowanieDokonawszy wszystkich niezbędnych zmian w Rzeczywistości, Heyoka jest zmęczona. Nie budzić przed południem.<div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-4535069283917060881?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-39395539375373457222009-07-03T11:00:00.004+02:002009-07-03T11:03:44.759+02:00Hmmmm...<div><br /></div><div>Facebook powiedział mi właśnie, że troje moich przyjaciół to idioci. Też mi odkrycie. Ja się zastanawiam, dlaczego tylko troje? </div><div><br /></div><div>Wszystkich przyjaciół, którzy poczuli się obrażeni tym wywodem, informuję, że wywodzi się on w prostej linii z dialogu z koleżanką Kryhą lat temu trzynaście. </div><div>Ja: Ja nie mam normalnych przyjaciół!</div><div>Kryha: A kto normalny chciałby się z tobą przyjaźnić?</div><div><br /></div><div>Pamiętajcie o tym. Jeśli uważacie się za moich przyjaciół, nie jesteście normalni. </div><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-3939553937537345722?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com1tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-91269277824826235232009-07-02T17:00:00.003+02:002009-07-02T17:20:31.243+02:00Znowu burza? Żadnej kreatywności w tej przyrodzie.<div><br /></div><div>Są ludzie, którym jako nawracający koszmar śni się matura z matematyki, po czym budzą się i z ulgą stwierdzają, że są dorośli i to już ich nie dotyczy. Ja czasami miewam koszmary, w których znów muszę być w związku z moim byłym.</div><div><br /></div><div>Poza tym jestem jedyną znaną mi osobą, kóra jest w stanie zasnąć pomimo piorunów walących głośno wokół. W sumie nie wiem, dlaczego mnie to dziwi. </div><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-9126927782482623523?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com6tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-14759894425779248252009-07-01T23:30:00.004+02:002009-07-02T00:30:02.200+02:00Znalezione w pamiętniku<div><br /></div><div>Przy okazji przeglądania notesu sprzed półtora roku trafiłam na coś jeszcze, oprócz tekstu zamieszczonego na Innych Bajkach. </div><div><br /></div><div>"22.02.2008.</div><div> (...) Spóźniłam się pół godziny na wykład o synestezji. </div><div>Znów jestem niewyspana. W plecaku mam Elizabeth Gilbert, "Jedz, módl się , kochaj" i sporym wyzwaniem jest dla mnie powstrzymywanie się przed wyjęciem książki i czytaniem pod ławką, niczym w podstawówce.</div><div>O, właśnie. </div><div>Patrzenie aktem głęboko nieczystym: zmysłowy, biologiczny, ujmuje w ramy, interpretuje, jest kognitywny i jeszcze jakiś. Co za straszna, straszna bzdura. </div><div>Elizabeth Gilbert jest książką, której mi teraz potrzeba. Porządkuje bowiem ten bałagan, który mam w głowie. A jest on zaiste spory. </div><div>Na razie zdiagnozowałam następujące probolemy:</div><div>- problem z zaangażowaniem się. Mam wrażenie, że wchodzę w jakąś rolę - narzeczonej, przyszłej żony i matki - która nie do końca pokrywa się z rolą, której tak naprawdę pragnę. Czy też niezależnością, która jest mi potrzebna. Mam wrażenie, że w tę rolę jestem w jakiś sposób wtłaczana - to są wyobrażenia P. o tym, jak powinien wyglądać nasz związek, odgrywanie jego sztuki, nie mojej. Brakuje mi moich elementów, które składają się na udany związek: chodzenia do kina, nowych filmów, nowej muzyki, nowych książek, nowych doświadczeń: jedzenia, wyjazdów. Czuję się przytłoczona. Nic dziwnego, że tęsknię za M., dla którego nowe doznania i dzielenie się nimi stanowiły ważną część życia. Brakuje mi właśnie tego. </div><div>Teraz trzeba odpowiedzieć, na czym mi bardziej zależy. Na spełnianiu oczekiwań i odgrywaniu ról, czy na samoświadomości, samorozwoju i nowych doświadczeniach. </div><div>Odpowiedź jest prosta. Próbowałam odgrywać role, nigdy mi to nie wychodziło. </div><div>Wniosek brzmi: należy spróbować wprowadzać to, czego mi potrzeba. Jeśli się nie uda, trudno, trzeba się będzie rozstać. Tutaj nie ma miejsca na kompromisy. </div><div>Moja samoświadomość czasami mnie przeraża. Potrzebuję wyciszenia (...)"</div><div><br /></div><div>Zabawne, czytać własny pamiętnik i uświadamiać sobie z ulgą, że się uciekło z koszmaru. </div><div>Po raz kolejny doszłam do wniosku, że ci, którzy mordują w innych radość życia, zasługują na najwyższy wymiar kary. </div><div><br /></div><div>A poza tym proszę składać mi życzenia z okazji pierwszych urodzin tego bloga; co prawda założyłam go 23 czerwca, ale porządnie pisać zaczęłam 1 lipca zeszłego roku. </div><div>Zbieram zakłady, ile ten wytrzyma. </div><div><br /></div><div><br /></div><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-1475989442577924825?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com5tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-12019108029323649682009-06-29T18:36:00.005+02:002009-06-29T19:13:12.647+02:00Wenecja Wschodu<div style="text-align: center;"><span class="Apple-style-span" style="color:#0000EE;"><span class="Apple-style-span" style="text-decoration: underline;"><br /></span></span></div><div>Musiałam dzisiaj udać się na Dworzec Główny, odebrać przesyłkę konduktorską. Ponieważ było ładnie i ciepło, postanowiłam się przejść, bo ode mnie na dworzec spacerkiem jest dwadzieścia minut pośród ładnej architektury. To był błąd. Kiedy dochodziłam do Kaponiery, dokładnie nad moją głową zakłębiły się chmury. Kiedy wchodziłam w przejście podziemne, ledwie kropiło; po trzydziestu sekundach, które zajmuje pokonanie trzydziestu metrów, po schodach prowadzących na ulicę Dworcową radośnie spływał potoczek.</div><div><br /></div><div>Miałam jedenaście minut do pociągu. Obliczyłam swoje szanse i udałam się szybko na drugą stronę ronda, ku przystankom tramwajowym, mając nadzieję, że złapię tramwaj i zmoknę umiarkowanie. Po dziesięciu sekundach od wyjścia spod ronda, jeszcze w połowie schodów, przestałam się przejmować, ponieważ byłam równomiernie mokra, a sukienkę można było wykręcać, co uczyniłam. Wróciłam więc pod ziemią do wyjścia na Dworcową, wyszłam, zdjęłam buty i raźnym krokiem udałam się do celu. Na szczęście było ciepło, a pociąg był opóźniony pięć minut. W holu dworca wykręciłam sukienkę po raz kolejny - "mokra jak szmata" nie jest odpowiednim porównaniem, bo zazwyczaj szmaty są suchsze - i poszłam na peron czwarty odebrać przesyłkę. Na peron czwarty wychodzi się bezpośrednio z budynku. Całe szczęście. Nie miałam gondoli w torebce. </div><div><br /></div><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_vbgK465F82E/SkjwCLD0CxI/AAAAAAAABJg/tTQTfz0T2I8/s1600-h/20090629171.jpg"><img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_vbgK465F82E/SkjwCLD0CxI/AAAAAAAABJg/tTQTfz0T2I8/s400/20090629171.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5352792077249022738" /></a><br /><div>Zmoknięcie w pierwszej naprawdę ciepłej letniej burzy - bezcenne. Niewiele jest rzeczy, które sprawiają mi większą przyjemność niż chodzenie boso w ulewie. </div><div><br /></div><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-1201910802932364968?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com5tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-62209623101167089802009-06-29T11:33:00.004+02:002009-06-29T11:46:41.129+02:00Socjalizacja do ról społecznych<div><br /></div><div>Gdzieś na Kulczykstrasse między Koninem a Poznaniem zapytałam Watsona, co to za muzyka nam towarzyszy.</div><div>- Zappa! - oznajmił Watson. - Ostatnio w Warszawie grał koncert jego syn, Dweezil. Córce dał na imię Moon Unit.</div><div>- Lądownik księżycowy Zappa? - upewniłam się po chwili, bo nie byłam pewna, czy przypadkiem słuch mnie nie zawiódł.</div><div>- Tak. </div><div>- Aha - powiedziałam. - To prawie jak dać dziecku na imię Łunochod. </div><div>- O kuuurwa! - ucieszył się Watson. - Właśnie odkryłem absolutnie genialny powód, żeby mieć dziecko! Dam mu na imię Łunochod! Łunochod Gniot!</div><div>- A to będzie chłopiec czy dziewczynka? - zapytał jak zwykle analityczny Ostry. </div><div>- A bo to ważne? - wykrztusiłam przez łzy. </div><div>- Masz rację. Nie socjalizujmy dziecka Watsona na siłę do ról społecznych. </div><div><br /></div><div>Może to i lepiej, że jestem w plecy dziesięć godzin snu, bo jestem tylko perfekcyjnie szczęśliwa.</div><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-6220962310116708980?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com2tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-29662357078173885402009-06-26T23:34:00.006+02:002009-06-27T00:08:14.906+02:00Man in the mirrorDzisiaj późnym przedpołudniem dywagowałam nad kawą z Joanną T. o śmierci Michaela Jacksona. <div>- Jedno jest pewne - powiedziała Joanna T. - On się nigdy nie rozłoży. </div><div><br /></div><div>Nigdy nie byłam specjalną fanką Jacksona. Akceptowałam jego obecność medialną, a muzyka mi nie przeszkadzała, chociaż nie wzbudzała też wielkiego entuzjazmu. Rok 1987 wspominam nie jako rok wydania "Bad", ale jako rok, kiedy po raz pierwszy usłyszałam Guns'n'Roses i U2. Prawdziwy szacunek wzbudzały we mnie jego umiejętności taneczne, zwłaszcza po tym, jak pewien bardzo młody choreograf postanowił zrobić z zespołem, w którym tańczyłam, układ inspirowany choreografiami Jacksona (ale Janet i tak była lepsza od brata). </div><div><br /></div><div>Ale ten jeden teledysk zawsze mnie porusza. Jakość, niestety, nie najlepsza. Dzisiaj obejrzałam go po raz pierwszy od chyba dziesięciu lat; nadal nie jest naiwny. Nigdy nie był. Może dlatego, że w latach osiemdziesiątych muzycy jeszcze wierzyli, że mogą zmienić świat, a nie byli marionetkami korporacji. W końcu w 1987 był też rokiem "Graceland" Paula Simona. </div><div><br /></div><div>PS. Jestem w stanie zidentyfikować i osadzić w czasie 90% wydarzeń z tego teledysku. Wy jak?</div><div><br /></div><div><span class="Apple-style-span" style=" color: rgb(76, 76, 76); white-space: pre; font-family:Tahoma, 'Trebuchet MS', Verdana, Arial, sans-serif;font-size:12px;"><div><object width="480" height="405"><param name="movie" value="http://www.dailymotion.pl/swf/x33ozb_mickael-jackson-man-in-the-mirror&amp;related=1"><param name="allowFullScreen" value="true"><param name="allowScriptAccess" value="always"><embed src="http://www.dailymotion.pl/swf/x33ozb_mickael-jackson-man-in-the-mirror&amp;related=1" type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="405" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always"></embed></object><br /><b><a href="http://www.dailymotion.pl/video/x33ozb_mickael-jackson-man-in-the-mirror">Mickael Jackson - Man In The Mirror</a></b><br /><i>Załadowane przez: <a href="http://www.dailymotion.pl/yannaki">yannaki</a>.</i></div></span></div><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-2966235707817388540?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com4tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-23191240180149428462009-06-26T09:48:00.003+02:002009-06-26T09:52:50.391+02:00Na polepszenie nastroju<a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_vbgK465F82E/SkR9xe6XogI/AAAAAAAABJY/ORToI4fa0RM/s1600-h/ISS020-E-09048_lrg.jpg"><img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_vbgK465F82E/SkR9xe6XogI/AAAAAAAABJY/ORToI4fa0RM/s400/ISS020-E-09048_lrg.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351540546287936002" /></a>Wybuch wulkanu Sarychewa na Wyspach Kurylskich 12 czerwca 2009, zdjęcie zrobione z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, courtesy of NASA. Więcej<a href="http://earthobservatory.nasa.gov/NaturalHazards/view.php?id=38985"> tutaj</a>.<div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-2319124018014942846?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-63333804324726279142009-06-25T12:30:00.002+02:002009-06-25T12:33:26.062+02:00Inne Bajki, aktualizacja<div><a href="http://inne-bajki.blogspot.com/2009/06/infernautka-prolog.html">Czasami warto przeglądać stare pamiętniki</a>. </div><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-6333380432472627914?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-54793539489072717122009-06-25T01:33:00.006+02:002009-06-25T01:42:35.988+02:00Brzytwa Ockhama<div><b><br /></b></div><div><b>CiP </b></div><div>idiotów jest cała masa</div><div> a ci ogarnięci zdarzają się rzadko</div><div> i są mało problematyczni</div><div> <b>Jo</b> </div><div> wiem</div><div> ja za moment idę uczyć pilatesa</div><div> zdarzają się idioci ruchowi</div><div> mam taką jedną w tej grupie</div><div><span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold; ">CiP</span></div><div> ale oni mniej człowieka denerwują</div><div> czyż nie?</div><div><span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold; ">Jo</span></div><div> nie...</div><div><span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold; ">CiP</span></div><div> aha</div><div> <b>Jo</b></div><div> jak komuś coś tłumaczysz po raz trzydziesty, i powtarzasz to co drugą minutę, a on nadal nie rozumie, to zaczyna cię wkurwiać</div><div> ile razy można komuś o oddychaniu przypominać?</div><div><b>CiP </b></div><div>well</div><div>właściwie jak nie poprzypominasz przez 2 minuty to będziesz miała z głowy na stałe</div><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-5479353948907271712?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-3879417917514941282009-06-24T13:51:00.002+02:002009-06-24T13:55:31.469+02:00Dwie puste kartki papieru<p class="MsoNormal" style="text-indent:35.4pt">Zanim je zmięłam i wrzuciłam do kosza, zastanowiłam się, co mogłabym na nich napisać. Nic odkrywczego nie przyszło mi do głowy, oprócz tego, co piszę teraz; zapamiętania dwóch pustych kartek papieru, pogniecionych i przybrudzonych od leżenia gdzieś na półce, nieprzydatnych już do niczego.</p> <p class="MsoNormal"><span style="mso-tab-count:1"> </span>Porządki w domu, nawet najprostsze ogarnięcie sytuacji, zawsze owocuje zaskoczeniami. Przesunęłam szafkę i znalazłam pod nią mój zaginiony pilniczek do paznokci; najwyraźniej kot się nim bawił. Odsuwałam kanapę, szukając go; na pomysł odsunięcia szafki nie wpadłam. </p> <p class="MsoNormal"><span style="mso-tab-count:1"> </span>Zeszyt, duży Moleskine w miękkiej okładce, zapisany przez niecałe pół roku, od lipca do początku grudnia. Różne kolory atramentów, różne pióra; zaczęłam czytać. Znalazłam wiersz i opowiadanie; znalazłam siebie sprzed dziewięciu miesięcy. </p> <p class="MsoNormal"><span style="mso-tab-count:1"> </span>Czasami jest tak, że człowiek czegoś bardzo chce, ale nie wie, jak to osiągnąć; wydaje mu się, że działa racjonalnie, myśli logicznie, ale po jakimś czasie przekonuje się, że gonił własny ogon. Zaskoczona jestem, ile było we mnie między lipcem a początkiem grudnia lęku i niepokoju; jakichś emocji, których teraz nawet nie umiem powtórzyć. Wiem, że były; że w chwili, kiedy się pojawiały, były prawdziwe; ale teraz już ich nie ma. </p> <p class="MsoNormal"><span style="mso-tab-count:1"> </span>Jestem w stanie założyć się o bardzo dużą sumę pieniędzy, że teraz, kiedy już mi nie zależy, to, czego tak bardzo chciałam, przyjdzie samo. </p> <p class="MsoNormal"><span style="mso-tab-count:1"> </span>Dwie puste kartki papieru. Mogłabym napisać na nich wiersz, list miłosny albo dysertację o niczym. Albo opowiadanie, którego początek przyszedł mi wczoraj do głowy. </p> <p class="MsoNormal"><span style="mso-tab-count:1"> </span><i> </i><span lang="EN-US"><i>Once upon a time there was a woman who dreamt about Thunderbirds and could conjure storms by clapping her hands...</i><o:p></o:p></span></p><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-387941791751494128?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-37965121924348470532009-06-24T12:16:00.002+02:002009-06-24T12:18:05.972+02:00Znalezione w notatkachI greet you from the city of my dreams<div>I struggle with the language a bit</div><div>But then</div><div>live happily ever after</div><div><br /></div><div><br /></div><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-3796512192434847053?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-72573232820292533472009-06-23T14:20:00.006+02:002009-06-24T19:11:25.658+02:00O głupocie ludzkiej<div><br /></div><div>Bardzo mnie ona wzrusza za każdym razem, kiedy natykam się na jej przejawy. Co prawda jeszcze nie mogę opisywać takich kwiatków, jak kolega <a href="http://www.prostak.blog.pl/">Cham i Prostak</a>, ale biorąc pod uwagę początek mej kariery w edukacji wyższej, na którą zanosi się od października dość intensywnie - wszystko przede mną. </div><div><br /></div><div>Tym razem, chodząc sobie po linkach, trafiłam na blog gromiący homeopatię. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie jeden fakt. Otóż, człowiek gromiący homeopatię i używający wobec lekarzy praktykujących ten rodzaj medycyny alternatywnej słowa "znachorzy" czyni wspaniały, zawsze wzruszający mnie u ludzi błąd logiczny, a mianowicie zakłada, że świat powstał wczoraj i ukształtowany był zawsze tak, jak teraz. </div><div><br /></div><div>Obserwowałam przykłady tego założenia parokrotnie i za każdym razem byłam zaskoczona i zdziwiona, najbardziej na pewnym seminarium doktoranckim. Na seminarium tymże toczyła się dyskusja na temat kultury wizualnej, a raczej kultury wizualnej jako widomego upadku kultury, a ściślej słowa pisanego jako jej przejawu. Zmęczona tym oraz wygłaszaniem opinii o poziomie dyskusji za pomocą rysowania w zeszycie kolegi rebusów z kotkiem, pieprzniczką i młotkiem, otwarłam wreszcie usta i uświadomiłam uczestnikom, że powszechna alfabetyzacha miast i wsi miała miejsce w Polsce po roku 1945, a w niektórych regionach świata nadal się nie dokonała i kultura zawsze była obrazkowa. Oraz, gwoli ścisłości, ustna. Mam wrażenie, że to był ten moment, kiedy prowadząca seminarium pani profesor zdecydowała, że opowieści mojego promotora na mój temat nie były przesadzone. </div><div><br /></div><div>No właśnie. Nasza kultura (rozumiana w Tylorowskim sensie) podlega ciągłej ewolucji, ale dość łatwo jest zrobić podstawowy błąd atrybucji i założyć, że rzeczy, do których przyzwyczajeni jesteśmy dzisiaj istniały zawsze. Na przykład czekolada i wódka nie na kartki. Podobnie rzecz się ma z medycyną. Człowiek gromiący homeopatię jako "zabobony i znachorstwo" zapomina chyba, że wspólczesna medycyna musiała z czegoś wyewoluować. No chyba, że jest kreacjonistą - wtedy może wierzyć, że została dana od Boga w dniu stworzenia świata. Najbardziej podobał mi się przykład z naparstnicą, a raczej z wyciągiem z niej, podawanym chorym na serce. Że w lekach jest kontrolowana ilość tej substancji. A ilość tę zapewne ogłosił archanioł Gabriel, który objawił się lekarzowi we śnie albo jest to wiedza gatunkowa, przekazywana w genach z pokolenia na pokolenie. </div><div><br /></div><div>Ów podstawowy błąd atrybucji zakłada też, że ludzie żyjący przed nami, bez nauki i techniki, byli od nas głupsi. Nic bardziej mylnego. Gdyby byli, i gdyby nie umieli posługiwać się alchemią, ziołolecznictwem i homeopatią, to gatunek ludzki szlag by trafił od razu na początku jego istnienia. O ile dobrze pamiętam, objętość mózgu homo sapiens nie zmieniła się od czasów Cro-Magnon, a to jakieś sto tysięcy lat. Możliwości kognitywne przeciętnego dresa są porównywalne z możliwościami kognitywnymi naszego praszczura gromiącego neandertalczyków. Medycyna współczesna powstała na zrębach setek, albo i tysięcy lat doświadczeń, jakie ludzie prowadzili z różnymi substancjami i samymi sobą. I dobrze byłoby o tym pamiętać, zanim się zacznie wyzywać lekarzy medycyny, proponujących terapie komplementarne, od znachorów. Zwłaszcza nie będąc ani lekarzem, ani homeopatą. </div><div><br /></div><div>Jednym słowem, idiota. Niestety, nie tak uroczy jak dobry wojak Szwejk. </div><div><br /></div><div>Nie wiem dlaczego tak mnie to zirytowało. Być może dlatego, że jest cudownym wręcz przykładem zachodniej wiary w naukę jako remedium na wszystko. Od razu przypomina mi się Eliade i jego "Magia jest bękarcią siostrą nauki" oraz coraz częstsze głosy, że technologia jest niczym innym dla większości ludzi, jak magią. No bo kto może wyjaśnić, dlaczego prąd płynie albo jak działa Internet? Albo - nad moją głową podchodzi do lądowania Boeing 737 Ryanaira, z Londynu, ech, poleciałabym - dlaczego ta kupa żelastwa lata? No, właśnie. </div><div><br /></div><div>Zachodniej wiary, że umysł i ciało stanowią dwa osobne byty, a ten drugi podrzędny jest wobec tego pierwszego. Jako osoba, która pilatesem wyciągnęła się z depresji, pozwolę się nie zgodzić. Ale to opowieść na zupełnie inną notkę. </div><div><br /></div><div>PS. Ponieważ nie chce mi się walczyć z wiatrakami i karmić trolla, wywaliłam część komentarzy oraz linka. Mam prawo do swoich prywatnych opinii na temat zawartości Internetu; mam też prawo do świętego spokoju. </div><div><br /></div><div><br /></div><div><br /></div><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-7257323282029253347?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com14tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-16825689246574529572009-06-20T19:57:00.003+02:002009-06-20T20:08:41.058+02:00Bez tytułuSą takie dni, kiedy człowiekowi jest po prostu źle. To jeden z nich.<br />Wczoraj zmarł wuj mojego ojca; jego żona, siostra mojej babci, miała kolejny wylew. Kwestia czasu.<br /><br />"Kiedy umiera stary człowiek, to tak, jakby spaliła się biblioteka", chyba tak to szło. Albo inaczej, sens, w każdym razie, ten sam.<br />Ile książek udaje nam się ocalić, zanim ogień rozgorzeje na dobre? Za mało; zawsze za mało.<div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-1682568924657452957?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-27836942146915604662009-06-19T15:42:00.006+02:002009-06-19T16:15:48.187+02:00ErozjaMój serdeczny przyjaciel kończy dzisiaj trzydzieści lat.<br /><br />Dywagowałam na ten temat z Justyną podczas powrotu z Mazur w zeszłą sobotę.<br />- Co będziesz robiła w trzydziestkę Skały? - zagadnęła mnie Justyna.<br />- Będę w Poznaniu - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.<br />- I nie będzie ci szkoda...? - zapytała. Zdziwiłam się.<br />- Nie, a co, Skała robi jakąś alternatywną imprezę, oprócz tej za dwa tygodnie? - Wtedy byłoby mi szkoda. Ba, byłoby mi też przykro. Justyna patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Poczułam się odrobinę nieswojo.<br />- No wiesz, pamiętasz, co miałaś robić w urodziny Skały? - Nadal wytrzeszczałam na nią oczy jak przebudzony lemur. Zlitowała się: - Wychodzić za mąż.<br />Milczałam chwilę.<br />- Zupełnie zapomniałam - powiedziałam w końcu.<br /><br />PS. <a href="http://journal.neilgaiman.com/2009/06/graveyard-book-halloween-party-indie.html">Neil Gaiman ma dziewczynę</a>. Uważam, że Rzeczywistość nie jest sprawiedliwa. Żyłam dotychczas w przekonaniu, że ma żonę i jest, jako żonaty, niedostępny, a tu co? Phi. Niniejszym strzelam focha na życie, wszechświat i całą resztę. O, takiego:<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_vbgK465F82E/SjudfQc_6sI/AAAAAAAABIw/2w2D2gu_5GM/s1600-h/1489.jpg"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 365px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_vbgK465F82E/SjudfQc_6sI/AAAAAAAABIw/2w2D2gu_5GM/s400/1489.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5349042142750698178" border="0" /></a><div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-2783694214691560466?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com2tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-30567058404473746222009-06-09T08:47:00.003+02:002009-06-09T09:00:54.016+02:00RefleksyjkaAmstaff - pies morderca. Zabija miłością.<br /><br />Popisowym numerem Asgarda jest stanięcie śpiącemu człowiekowi nad głową w pozycji wyczekującej. Nie należy wpadać w panikę, nie chce odgryźć śpiącemu głowy. Wszystko, co śpiący - już przebudzony - musi zrobić, to posunąć się odrobinę i wpuścić psa pod kołdrę. Asgard nurkuje pod nią niczym pikujący z nieba Spitfire, uwala się wzdłuż człowieka i zasypia. Ważne, żeby kołdra przykrywała mu głowę.<br /><br />Dzisiaj w nocy udało nam się nawet wypracować porozumienie, że część śpiwora jednak należy do mnie. Wczoraj nie było to takie oczywiste.<br /><br />Z panów kopiących studnię po drugiej stronie drogi (świetnie ich słyszę, kopią 10 metrów ode mnie, na szczęście zasłaniają mi ich iglaki i płot):<br />- Nie puszczaj tego jak ja trzymam, bo mi ręce pourywa! - wrzasnął majster.<br />- Ja myślę... - prawdopodobnie odrzekł pomocnik. Nie słyszałam, gdyż głos jego był cichy niczym szemranie wiatru.<br />- Ty nie myśl, kurwa, tylko rób!<div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-3056705840447374622?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-30637712319056553162009-06-07T15:51:00.002+02:002009-06-07T16:06:53.978+02:00Czysta radość życiaW ramach bonusu do domku na Mazurach, ciszy, ptaków, lasu, jezior i plagi kleszczy Ozon dorzucił mi na trzy dni towarzysza.<br /><br />Towarzysz ma na imię Asgard i jest ośmioletnim amstaffem. Właśnie śpi obok mnie na kanapie. Potrafi się uśmiechać i jest zwierzęciem przytulastym. Jest coś takiego w obecności dużych psów, co daje mi olbrzymią radość i poczucie bezpieczeństwa. Ot, taka drobna niespodzianka, która świetnie dopełnia trzy dni z książkami, sylabusem zajęć na SWPS do napisania na niedzielę i wyzwaniem pierwszego rozdziału doktoratu, którymś środkowym, o Ziemiomorzu.<br /><br />Jeszcze tylko pogoda mogłaby się poprawić i życie stanie się idealne.<br /><br />Taka mnie refleksja naszła, że strasznie lubię być mną. Taki moment harmonii, świadomości, że nie potrzeba mi niczego poza tym, co mam i radości z bonusów i podarunków, którymi zaskakują mnie ludzie wokół. Odkrywanie, znów, radości z dawania. Oraz obecności dużego psa.<div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-3063771231905655316?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com1tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-71539637517591020162009-06-05T13:00:00.002+02:002009-06-05T13:07:50.194+02:00WakacjeWyjeżdżam dzisiaj na wakacje. Jadę na Mazury, przez Warszawę, gdzie jutro wygłaszam wykład na SWPSie dla studentów mojego promotora. Jestem tym faktem odrobinkę zaniepokojona. Ale tylko odrobinkę. Po wykładzie wsiadam w autobus do Szczytna, a ze Szczytna jadę do Nart. Trzy dni spędzę tam w towarzystwie własnym. Nie miałam takich wakacji od trzech lat, niemal co do dnia, tyle, że trzy lata temu było to dziesięć dni w wielkim mieście.<br /><br />Tym razem nie kupię na pchlim targu pióra wartego 120 funtów za funtów 20, z jednego prostego powodu - nie ma pchlego targu.<br /><br />Gdyby ktoś odczuwał bardzo dużą potrzebę skontaktowania się ze mną, będę uchwytna na komórkę.<div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-7153963751759102016?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com0tag:blogger.com,1999:blog-4516132510049463887.post-57529404630591658352009-06-04T11:15:00.005+02:002009-06-04T11:24:56.816+02:00Głos w sprawie ocieplenia klimatu<a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_vbgK465F82E/SieR70lBqoI/AAAAAAAABIQ/yXaEYKlytMU/s1600-h/20090603138.jpg"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_vbgK465F82E/SieR70lBqoI/AAAAAAAABIQ/yXaEYKlytMU/s400/20090603138.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343399939810634370" border="0" /></a>Oto komentarz, który zawisł wczoraj w atrium Starego Browaru. Ciekawe, kiedy zaczną budować arkę na dziedzińcu. Mają jeszcze... zaraz... trzydzieści trzy dni i noce.<div class="blogger-post-footer"><img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4516132510049463887-5752940463059165835?l=ladyduofold.blogspot.com'/></div>Johttp://www.blogger.com/profile/13911806071240920423noreply@blogger.com1