<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss'><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624</id><updated>2009-12-08T22:18:09.187+01:00</updated><title type='text'>Okiem Studyty</title><subtitle type='html'>Postkonserwatywne diatryby na pół gwizdka</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>193</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-8036495694056939509</id><published>2009-08-31T22:53:00.001+02:00</published><updated>2009-08-31T22:55:41.466+02:00</updated><title type='text'>Zmiana adresu</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255);"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(51, 0, 0);font-size:130%;" &gt;http://theoros.wordpress.com&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255);"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-8036495694056939509?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/8036495694056939509'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/8036495694056939509'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/08/zmiana-adresu.html' title='Zmiana adresu'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-360599514040843712</id><published>2009-06-30T13:14:00.002+02:00</published><updated>2009-07-01T08:43:45.449+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bieżączka'/><title type='text'>Obwieszczenie</title><content type='html'>Drodzy i szanowni!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak mawiali starożytni Słowacy: shit happens. Z przykrością oznajmiam, że wyczekiwane przez Loyolnego „mnięso” e-diabli wzięli: plik z mozolnie skrobanymi tezami i słusznymi poglądami wcięło mi ostatecznie :-(  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będzie więc na razie „Notatnika synkretyka” ani innych wpisów, bo czasem nawet media elektroniczne dają nam sygnał, że trzeba zastopować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkim a szczególnie grupie Jedenastu życzę udanych wakacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;S.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-360599514040843712?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/360599514040843712'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/360599514040843712'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/06/obwieszczenie.html' title='Obwieszczenie'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-5206169105119684506</id><published>2009-06-15T11:17:00.005+02:00</published><updated>2009-06-15T11:50:03.026+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Itineraria'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jemy i pijemy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cywilizacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luksemburg'/><title type='text'>Luksemburski</title><content type='html'>&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SjYVxXPjZ_I/AAAAAAAAAu4/331xCNzF1zg/s1600-h/Luetsebejesz.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5347485545346066418" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 301px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SjYVxXPjZ_I/AAAAAAAAAu4/331xCNzF1zg/s400/Luetsebejesz.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;W zamierzchłym 1992 roku trafiłem w charakterze młodego bankowca z dalekiego kraju postkomunistycznego na trzymiesięczny staż w oddziale Lloyds Bank w Luksemburgu. Był to mój pierwszy z prawdziwego zdarzenia (wcześniej były tylko krótkie wyjazdy) pobyt TAM i do tego pobyt całkiem przyjemny: miałem własne mieszkanko, całkiem przyzwoite stypendium w wysokości prawie 30 tys. franków belgijskich miesięcznie i możliwość zaznajomienia się z zupełnie egzotycznym wtedy dla mnie funkcjonowaniem zachodniego banku, zajmującego się na dodatek private banking oraz inwestycjami giełdowymi, czyli sprawami znajdującymi się wówczas w Polsce w zupełnych powijakach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten maleńki kraj, w którym gazety ukazują się po niemiecku a ustawy pisane są po francusku, po dziś dzień wspominam z sympatią, szczególnie stolicę: nieduże, malowniczo położone na skraju Ardenów miasto, poprzecinane głębokimi wąwozami. Była tam nawet rosyjska cerkiew „zarubieżników”, w której odprawiano nabożeństwa raz w miesiącu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszym zaskoczeniem była wielonarodowość luksemburskiej populacji. Ten przemyślny lud, zamiast sprowadzać sobie do pracy Turków wybrał Portugalczyków, którzy stanowią bodajże 30% luksemburskiej ludności. Podobnie wielonarodowo, choć bez Portugalczyków, było w banku. W dziale back-office – nie będę nudził, co to jest, bo nie ma to większego znaczenia - gdzie początkowo trafiłem, pracowali rodowici ponoć Luksemburczycy, tyle, że zwali się Yvan de Paoli, Colette Migliosi i Paola Buffadini. Z pobliskiej belgijskiej &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Bastogne"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;Bastonii&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; dojeżdżał z kolei do roboty „rdzenny Belg” Salvatore Calvano. Szefem tego i kilku innych działów był już „Belg prawdziwie belgijski”, niejaki Marc de Leye. Kiedy zdziwiony zapytałem, czemu ów dyrektor codziennie przesiaduje w swojej kanciapie do godziny 21, wyjaśniono mi, że właśnie rozwodzi się z żoną. A całym bankiem zarządzał facet pochodzący ze starej szkockiej rodziny arystokratycznej zwący się – autentico - Manliffe Patrick Goodbody. Lubił żartować, że jest spokrewniony z rodziną Goodbodych, wzmiankowanych we „Władcy Pierścieni”. Człek był z niego zbrytfanniały do szpiku kości, choć mieszkał w Luksemburgu z żoną to swoją siedmioletnią córkę zostawił w Anglii w &lt;em&gt;boarding school&lt;/em&gt;, z dala od niebezpieczeństw i dziwactw kontynentalnej edukacji. Takie to było towarzystwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdziwi Luksemburczycy pracowali jeszcze w dealing roomie i nazywali się, zabawnie, Haas i Haartz – ten drugi, gładko ostrzyżony i o spiczastych uszach, mocno przypominający Mr Spocka, zapytał mnie od razu czy lubię Leszwaleza (z akcentem na ostatnie „a”). Sporo czasu zajęło mi zrozumienie, że pytał, co sądzę o Lechu Bolęsie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z wydarzeń ściśle zawodowych: byłem podczas tego stażu świadkiem pamiętnej &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Czarna_Åšroda"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;Czarnej Środy&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;, kiedy to fundusz George’a Sorosa zarobił na dewaluacji funta ponad miliard dolarów. Przywiązani do funta brytyjscy klienci banku dzwonili w ten i następne dni do dealerów posyłając im telefonicznie blady, damny i faki na przemian. Szczególnie celował w tym pewien emerytowany pułkownik armii brytyjskiej, który spędził prawie całe życie w Hong-Kongu i dużą część majątku ulokował w brytyjskich obligacjach, których ceny spadały wtedy w tempie zawrotnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Luksemburgu (miejscowi, w zależności od tego czy pochodzili z południa czy z północy kraiku, wymawiali to &lt;em&gt;Lücberś &lt;/em&gt;lub &lt;em&gt;Lücebejesz&lt;/em&gt;) dowiedziałem się również, że istnieje coś takiego, jak język luksemburski. Ale to nieprawda, szepnął mi kiedyś przy piwie pewien Luksemburczyk, który, ożeniony z Austriaczką, od lat mieszkał w Wiedniu i tylko czasami wpadał, żeby odwiedzić krewnych. W zachodnim Tyrolu górale mówią tak samo, powiedział, po prostu nam udało się nasz dialekt przelobbować w instytucjach europejskich. Co nie dziwi, kiedy sporą ich cześć ma się na swoim terytorium.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Instytucje europejskie to kolejny element krajobrazu Luksemburga, który zapadł mi w pamięć. Kirchberg, dzielnica mieszcząca biura eurokratów, oddzielona od miasta &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/File:Grand_Duchess_Charlotte_bridge.JPG"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;imponującym mostem&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;, sprawiała ponure wrażenie. Bylejakie oszklone bryły, porozrzucane na ogromnej trawiastej równinie, po latach kojarzą mi się ze sterylnymi futurystycznymi krajobrazami z &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gattaca"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;„Gattaki”&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; Andrew Niccola.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale prawdziwy krok naprzód zrobiłem w Luksemburgu w dziedzinie picia. Knajp było bowiem w tym Mieście Stu Pięćdziesięciu Banków od trąby. A że mieszkało tam wtedy ponad pięć tysięcy Brytyjczyków, to znaczące miejsce na knajpianej mapie miasta zajmowały różnorakie puby, najlepsze ulokowane były w położonej w wąwozie, którym płynęła rzeczka Alzette, dzielnicy Grund. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5347485297160141618" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SjYVi6rauzI/AAAAAAAAAuw/ITRGcHTczek/s400/Lux+Grund.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nie ma co kryć, wcześniej znałem tylko upiorne studenckie balangi wódczane do samego rana, albo – też do rana – nocne Polaków rozmowy o poezji przy słodkim, wzmacnianym winie-czaszkotrzepie. W Luksemburgu zetknąłem się po raz pierwszy z wielką paletą zachowań trunkowych: piątkowe angielskie &lt;em&gt;binge drinking&lt;/em&gt;, kufelek ciemnego bittera do obiadu, pierwsze w życiu Beaujolais Nouveau (w przeciwieństwie do wielu pseudokoneserów lubię to wino), pogodne luksemburskie święta wina w miasteczkach położonych nad Mozelą i, last but not least, pierwszy poważny kontakt z tradycyjnymi belgijskimi piwami górnej fermentacji, w tym z piwem warzonym w położonym nieopodal Luksemburga &lt;a href="http://www.orval.be/an/FS_an.html"&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;&lt;strong&gt;opactwie trapistów w Orval&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; . A gdzie alkohol tam i tytoń, nierozłączni przyjaciele od kilku wieków towarzyszący biesiadującym ludziom :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego tak bardzo wkurzają mnie, choć palacz ze mnie żaden, nakładane od kilku lat restrykcje na palenie w knajpach. Obawiam się, że to dopiero przygrywka i w przewidywalnej przyszłości czekają nas także ograniczenia w dostępie do alkoholu. Troska naszych władców ma ściśle utylitarny charakter: stawiają na zdrowie swojej trzody. Przedkładając to, co mamy wspólne ze zwierzętami (zdrowie fizyczne) nad to, co wyłącznie ludzkie (biesiada jako jedna z najlepszych form międzyludzkiej komunikacji) stawiamy kolejny krok ku zezwierzęceniu. „Tylko niewielu nie da się w końcu zaprowadzić za uzdę do stajni”, powiada &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/NicolÃ¡s_GÃ³mez_DÃ¡vila"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;Samotnik z Bogoty&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;, ale to już zupełnie inna, nie-luksemburska historia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-5206169105119684506?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/5206169105119684506'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/5206169105119684506'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/06/luksemburski.html' title='Luksemburski'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SjYVxXPjZ_I/AAAAAAAAAu4/331xCNzF1zg/s72-c/Luetsebejesz.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-5520873133546698175</id><published>2009-06-07T17:50:00.004+02:00</published><updated>2009-06-07T18:51:33.877+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kultura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gabinet osobliwości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kryptozoologia'/><title type='text'>Popołudnie z wampirem</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255);"&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 396px; display: block; height: 288px;" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5344614465452569778" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SiviihK29LI/AAAAAAAAAuA/2SzuLGEqPfU/s400/VVVV.JPG" border="0" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;Wczoraj, w przerwie między porannym profanum (odwiezienie dzieci na urodziny koleżanki, poremontowe zakupy oświetlenia) i wieczornym sacrum (nabożeństwo wigilii Zesłania Ducha Świętego) udało mi się wygospodarować okno czasowe i odwiedzić &lt;a href="http://pme.waw.pl/about.php"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;strong&gt;Etnomuzeum&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, gdzie w ramach trzymiesięcznego cyklu wystaw i imprez poświęconych demonologii ludowej odbywały się prelekcje pisarzy-fantastów, poświęcone rasie krwiopijców i ich miejscu w literaturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z grona prelegentów zdecydowałem się na &lt;a href="http://carpenoctem.pl/wordpress/orbitowski"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;strong&gt;Łukasza Orbitowskiego&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, gdyż pisarstwo Witolda Jabłońskiego zupełnie mi nie leży, Forysia i Bochińskiego nie czytałem, zaś prozę autora „Tracę ciepło” śledzę od dłuższego czasu z dużą sympatią i podniesionymi kciukami. Ale był też inny, pewnie ważniejszy od moich literackich preferencji, powód, mianowicie temat prelekcji: „&lt;em&gt;Nowe wątki wampiryczne. Od Anny Rice do Stephanie Meyer&lt;/em&gt;”. Zastanawiałem się bowiem od dawna co sprawiło, że w popkulturowej wyobraźni wampir utracił status demona-potwora-wyrzutka (nieraz, przyznajmy to, fascynującego i intrygującego swoją odmiennością) stając się po prostu przedstawicielem jednego z obcych gatunków o odmiennej fizjologii, jakich pełno w Gwiezdnych Wojnach” czy „Star Treku”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W prelekcji Orbitowskiego nie znalazłem może odpowiedzi jak doszło do tej redukcji, ale jego występ był na tyle interesujący, że warto streścić kilka jego wątków na blogu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1/ Orbitowski przedstawił ewolucję wampirycznego bohatera od posępnego siedmiogrodzkiego potwora z powieści Stokera do jego podrasowanej w latach siedemdziesiątych, amerykańskiej wersji z powieści „Miasteczko Salem” Stephena Kinga. O ile Drakula Stokera mógł żyć w Londynie wraz ze swoimi strzygami niezauważony a jego działalność, ograniczona do wąskiego kręgu osób, nie wpływała właściwie na życie miasta, o tyle pan Barlow z książki Kinga to prawdziwy amerykański rzeźnik, działający na masową skalę i niszczący w krótkim czasie spokojne życie miasta Salem. Jako że u Kinga każdy ukąszony skazany jest na zostanie wampirem, tworzy on podwaliny pod późniejsza innowację, jaką jest wampirza społeczność. W „Miasteczku Salem” jednak jeszcze jej nie ma – ofiary Barlowa są bowiem ściśle od niego zależne, to wampiry drugiej kategorii, służące swemu panu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2/ Drugiego i większego przełomu dokonuje Anne Rice swoim klasycznym już dziś (w pewnych kręgach) cyklem „Kroniki wampirów”. Rice jako pierwsza zerwała ze schematem przedstawiania wampira z perspektywy zewnętrznego obserwatora. Nie tylko zadała sobie pytanie, co wampir porabia w wolnych od konsumpcji krwi chwilach, ale też odpowiedziała na nie, przedstawiając po raz pierwszy życie wampirów jako starożytnej, zakonspirowanej przed światem ludzi społeczności powiązanej skomplikowanym splotem zależności i układów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rice, zdaniem Orbitowskiego, zdejmuje klątwę ciążącą nad postacią wampira w literaturze. To już nie potwór-samotnik, ale żyjąca na swój sposób społecznie istota, cywilizowana i wyrafinowana, choć nieskończenie groźna i obca. Wszystkie filmy o wampirach typu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Blade&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Buffy&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Underworld&lt;/span&gt; opierają się na tej redefinicji wampira dokonanej przez pisarkę z Nowego Orleanu. Ale ta redefinicja, udana w przypadku Rice, dysponującej nietuzinkową wyobraźnią i dobrym zapleczem literackim, otworzyła drogę do stopniowej degradacji demonicznego wizerunku krwiopijcy, kiedy trafił on na warsztat wyrobników znacznie słabszych literacko od amerykańskiej autorki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3/ Ukoronowaniem tego prądu jest megapopularny na świecie cykl Stephenie Meyer „Zmierzch”, rzecz podobno wyjątkowo fatalna literacko. Wampiry, które spotyka tam bohaterka, są świętsze od jezuitów, zajęte głównie ochroną rasy ludzkiej, cudownych zdolności mają znacznie więcej niż wampiry „tradycyjne” a ciężar i niedogodność ich egzystencji są tak znikome, że właściwie nieobecne. To po prostu nowa postać superbohaterów z komiksów lat trzydziestych, skrajnie odległa od wampirów klasycznych i właściwie tylko z nazwy wampirami będąca. Meyer dokonuje też kolejnej, zbrodniczej zdaniem Orbitowskiego, operacji na literackim wizerunku wampira, dokonując jego deseksualizacji – w jego opinii wiązane jest to z faktem, że Meyer jest mormonką, ale przecież mormonem jest również znakomity Orson Scott Card, w którego prozie jakoś brak takich zabiegów. Istotnie postać wampira i szczególnie jego ukąszenie od zawsze niosły w sobie ogromny podtekst seksualny, którego ze świecą szukać w produktach pani Meyer.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Orbitowski tawia tezę – ryzykowną, ale fajną – że wampir w literaturze bywa rewersem panującej w danej epoce oficjalnej moralności. W zewnętrznie purytańskich czasach wiktoriańskich wampir był nosicielem seksualnej swobody, wręcz anarchii; dziś – w czasach postrewolucyjnych (mówimy oczywiście o rewolucji seksualnej), kiedy współżycie nastolatków staje się, czy nam się to podoba czy nie, w coraz większym stopniu normą, czysty, wręcz niechętny wobec zbliżeń płciowych wampirzy bohater „Zmierzchu” staje na biegunie przeciwnym nowej seksualnej ortodoksji a jego dzieje sprzedają się w milionach egzemplarzy od San Francisco po Władywostok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co będzie dalej z wampirami? Czy możliwe jest jeszcze w literaturze twórcze nawiązanie do wampira klasycznego? Może szkic takiego dzieła leży gdzieś w szufladzie Łukasza Orbitowskiego? Co sądzi o tym Jedenaścioro Czytelników?&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Zabrakło mi w prelekcji krakowskiego pisarza nawiązania do wampirycznych wątków w innych mediach, szczególnie w filmie („Zagadka nieśmiertelności” i „Nosferatu wampir”!). Nie znalazłem w niej wyczerpującej odpowiedzi na pytanie o przyczyny wampirzej metamorfozy, ale zaproponowana przez niego chronologia tej przemiany dużo mi wyjaśniła. Kilkadziesiąt minut spędzonych w Muzeum Etnograficznym nie minęło na próżno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255);"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-5520873133546698175?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/5520873133546698175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/5520873133546698175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/06/popoudnie-z-wampirem.html' title='Popołudnie z wampirem'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SiviihK29LI/AAAAAAAAAuA/2SzuLGEqPfU/s72-c/VVVV.JPG' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-4766397002745961932</id><published>2009-06-04T10:50:00.004+02:00</published><updated>2009-06-04T12:12:54.839+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cywilizacja'/><title type='text'>Seks, mass media, życie typu instant – czyli zwykłe studyckie tematy</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele atramentu wylano na temat upadku życia seksualnego w naszym współczesnym pop-świecie. Swoją małą cegiełkę dorzucił i autor tego wpisu &lt;a href="http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/02/nowe-arcana.html"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;w jednym z ostatnich numerów „Arcanów”&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;. W skrócie: w dobie panseksualizmu akt seksualny i kobiety zostały uprzedmiotowione, zamiast spotkania kochających się osób mamy użycie innej osoby dla własnej przyjemności. To nie jest oczywiście żadne novum, prostytucja i zapotrzebowanie na nią istniały zawsze, chodzi raczej o rozpowszechnienie takiego „etosu” na coraz szersze kręgi społeczeństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pewnością powyższy opis zawiera w sobie wiele prawdy. A raczej zawierał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś skłonny jestem uznać, że pojęcia takie jak „uprzedmiotowienie” stały się rodzajem chrześcijańskiego &lt;em&gt;newspaeaku&lt;/em&gt;, który niewiele wyjaśnia, ale pozwala sformułować zgrabną wypowiedź, która będzie „po linii i na bazie”. Tymczasem sytuacja jest znacznie gorsza. Obawiam się, że wielu ludzi nie jest już w stanie nikogo „uprzedmiotowić”, gdyż choroba depersonalizacji dotknęła nie tylko stosunków międzyludzkich, ale także relacji człowieka z otaczającymi go przedmiotami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W świecie-strumieniu, który jest ciągiem szybko zmieniających się obrazów, dźwięków, pustej „informacji” i jednorazowych opakowań, w szybkim tempie oduczamy się podstawowych czynności, które konstytuują nasze człowieczeństwo: jedzenia, picia, mowy i rozmowy, dotyku, słuchania jak człowiek. Życie jako projekcja obrazu „siebie-jakim-chciałbym-być” nie pozostawia czasu na zwyczajne, prawdziwe życie. Nie ma czasu, żeby cos poznać, na coś czekać, nad czymś głębiej się zastanowić, docenić to, co dobre i znaleźć jasną stronę w tym, co niedoskonałe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie, którzy wyrośli w takim świecie, nie znają świata a więc trudno im naprawdę poznać innego człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Instant, instant, instant… Trudno mówić o erotyzacji czy nadmiernej zmysłowości, tak było w epoce baroku i później, w czasach, kiedy kobiety wciąż nosiły długie kiecki a język posiadał słownictwo zdolne wyrazić całą paletę ludzkiej zmysłowości. Dziś mamy redukcję erotyki do poziomu reakcji chemicznych stymulujących szybkie zaspokojenie, które opisywane jest językiem o mechanistycznej leksyce, właściwie pozbawionej odniesienia do sfery zmysłów, czyli posterotykę. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;I jak zwykle kobiety tracą więcej. Trudno znaleźć faceta gotowego poślubić kobietę, która „z niejednego pieca chleb jadła”, miała kilkunastu partnerów, z kilkoma mieszkała przez dłuższy czas itd. Jest to zapewne atawistyczna asymetria, ale nie sposób wykorzenić jej z ludzkiej natury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A kiedy przeminą najlepsze lata, wtedy, jak mawia &lt;a href="http://www.fronda.pl/los/blog/"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;los&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;, nawet buty od Manolo Blahnika nie pomogą. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343397536970414274" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 236px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SiePv9TRmMI/AAAAAAAAAt4/FuB93TnyqCA/s400/Najt+Lajf.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-4766397002745961932?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/4766397002745961932'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/4766397002745961932'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/06/seks-mass-media-zycie-typu-instant.html' title='Seks, mass media, życie typu instant – czyli zwykłe studyckie tematy'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SiePv9TRmMI/AAAAAAAAAt4/FuB93TnyqCA/s72-c/Najt+Lajf.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-5520741326470357694</id><published>2009-06-03T10:39:00.001+02:00</published><updated>2009-06-03T10:45:03.732+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ameryka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Historia'/><title type='text'>Deep South</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sporo moich znajomych, zwykle zaliczających siebie do „prawicowców” - choć nie wiem, co to właściwie oznacza i czasem zastanawiam się, czy oni to wiedzą - darzy ogromnym sentymentem amerykańskie Południe oraz Konfederację. Wielu z nich opowiada się zarazem za opcją atlantycką, a więc jankeską, w polskiej polityce. Taki rozziew między wymogami Realpolitik a odruchem serca nie jest oczywiście niczym zaskakującym, a jednak umiłowanie tego, co przeminęło z wiatrem, pozostaje dla mnie zagadką. Być może bierze się ono z typowego dla Polaków, utrwalonego w historii nawyku utożsamiania się ze słabszym?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skłamałbym mówiąc, że amerykańskiego Południa całkiem nie lubię. Bliska jest mi literatura południowców, szczególnie wspaniałe opowiadania Flannery O’Connor, która nazwała ten rejon Stanów „Południem znękanym przez Chrystusa”. Lubię tamtejszą kuchnię, najbardziej nowoorleańskie cudeńka z owoców morza i kurczaka „southern fried”, którego przed smażeniem należy długo marynować w ziołach i maślance. Ale nie potrafię wykrzesać w sobie miłości do mitycznego „etosu Południa” i jego „wartości”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fundamentalną słabością Południa (wyłączam z niego Teksas, bo to państwo w państwie) była niezdolność do organizacji, w tym także organizacji politycznej. Wiedzieli chyba o tym sami południowcy a na pewno wiedział generał Robert E. Lee, wykrzykując po którejś z rzędu wpadce logistycznej wojsk Konfederacji: &lt;em&gt;nasi ludzie nie są zdolni do wykonywania jakiejkolwiek pracy!&lt;/em&gt; W odróżnieniu od stanów północnych, brak było na Południu potencjału zdolnego nadać formę państwową luźnej konfederacji stanów. Południe było po prostu zbiorem kolonii dla niepoznaki noszących nazwę „stanów” Luizjana, Alabama, Wirginia itd. Ale były to kolonie bez metropolii, bo więź z Wielką Brytanią został zerwana dawno temu. Z czasem rolę metropolii postanowiła zająć Północ, której przestały się podobać cła zaporowe na bawełnę a stąd do wojny tylko krok...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wszystkie inne kolonie, Południe nie było nosicielem żadnego etosu prócz etosu życia kolonialnego: niespiesznego, opartego na kastowym ustroju społecznym (niewolnictwie) i rolnictwie sprowadzonym do kilku monokultur. Życie południowców było podobne do życia w innych koloniach: sztywne podziały społeczne, paternalizm, nienaganne maniery wynikające z dbałości o własne życie (znudzeni leniwym życiem plantatora mężczyźni chętnie sięgali po broń, warto więc było nie dawać im pretekstu). Istniała tam także, spotykana w koloniach francuskich i hiszpańskich, tradycja międzyrasowego konkubinatu. Młody, wchodzący w dorosłość dżentelmen brał sobie kreolską kochankę, z którą płodził gromadkę dzieci. Kiedy nadchodził czas ożenku konkubinat rozwiązywano zaopatrując eks-konkubinę w odpowiednią kwotę pieniędzy. Córki z takich związków kontynuowały karierę matek, bo też i nie przewidywano dla nich innej drogi. Bracia – ci mieli nieco lepiej, gdyż jako bękarci o podwyższonym statusie wiedli prym w kreolskiej społeczności. Tak to była południowa &lt;em&gt;dolce vita&lt;/em&gt; sprzed Wojny Secesyjnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziedzictwo kolonialnego stylu życia widoczne jest po dziś dzień w uprzejmej mowie południowców, którzy zawsze mówią ci to, co chciałbyś usłyszeć, co powoduje nieraz komiczne nieporozumienia w kontaktach z prostodusznymi, pozbawionym poczucia humoru mid-westernerami. Widać je również w fakcie istnienia ogromnej podklasy dziedzicznie nisko opłacanych i niewykształconych pracowników, czarnoskórych i white-thrashów. W odróżnieniu od Środkowego Zachodu, gdzie oczekuje się solidnego wykonania każdej pracy, od pracowników tej podklasy nikt nie wymaga ani solidności ani umiejętności. Oni mają tacy być. Zupełnie jak kiedyś niewolnicy. Śnijmy więc dalej słodki sen o Południu, pamiętając, że usługę, wykonaną z opóźnieniem i niechlujnie Hamerykany określają mianem &lt;em&gt;done Memphis- style&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343019036778016114" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SiY3gWNNrXI/AAAAAAAAAto/Ol1cv4Lnii8/s400/Swamp.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-5520741326470357694?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/5520741326470357694'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/5520741326470357694'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/06/deep-south.html' title='Deep South'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SiY3gWNNrXI/AAAAAAAAAto/Ol1cv4Lnii8/s72-c/Swamp.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-379952283212730906</id><published>2009-05-22T11:35:00.004+02:00</published><updated>2009-05-22T11:46:49.146+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bieżączka'/><title type='text'>Pan Studyta zaprasza do Klubu N44</title><content type='html'>&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Od kilku lat ludzie zawodowo związani z Internetem lub po prostu aktywnie korzystający z niego w pracy zaczęli skarżyć się na trudności z koncentracją i skupieniem, a w szczególności na trudności z uważnym czytaniem. Jest to zjawisko nowe i słabo zbadane; jak dotąd nie istnieją żadne badania rzucające w sposób definitywny światło na zależność między aktywnością w Sieci a osłabieniem koncentracji. A jednak te alarmistyczne głosy nie biorą się znikąd. Kilka lat temu zbyłbym może takie doniesienia wzruszeniem ramion, ale od pewnego czasu, od roku, może od dwóch - a był to okres mojej największej aktywności internetowej - sam zauważam u siebie podobne objawy. Po kilku latach aktywnej pracy w Internecie i z Internetem z większym niż kiedyś trudem przychodzi mi skupienie się nad interesującą monografią, esejem a nawet dobrą powieścią. Po trzydziestu, czterdziestu minutach umysł traci koncentrację i zaczyna podsuwać obrazy nowych zajęć (może czas sprawdzić pocztę elektroniczną, sięgnąć po inny tekst, odwiedzić forum dyskusyjne lub jakiś internetowy portal?). Umiejętności tak naturalne, że kiedyś nawet za umiejętności nie uważane: skupiona lektura, dociekanie autorskich inspiracji i intencji, aktywny dialog z jego myślą, dziś wymagają ode mnie zwiększonego wysiłku. I choć wiem, że ta przypadłość nie dotyczy w równym stopniu wszystkich użytkowników Internetu, jestem zdania, że warto już dziś zastanowić się, dlaczego tak się dzieje z coraz większą ilością osób?&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;O tym i nie tylko o tym powiem kilka słów w najbliższy wtorek 26 maja w czasie kolejnego spotkania "dusznego cyklu 44" w Klubie N44. Tutaj &lt;a href="http://44.org.pl/2009/05/21/fiderkiewicz-w-dusznym-cyklu-czworek-w-klubie-n44"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;zajawka&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; prelekcji.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wszystkich chętnych zapraszam na spotkanie i spotkanie po spotkaniu.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-379952283212730906?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/379952283212730906'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/379952283212730906'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/05/pan-studyta-zaprasza-do-klubu-n44.html' title='Pan Studyta zaprasza do Klubu N44'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-6510854418969599599</id><published>2009-05-13T13:07:00.002+02:00</published><updated>2009-05-13T13:17:34.702+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bieżączka'/><title type='text'>Ja tu jeszcze wrócę!</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostaję ostatnio sporo sygnałów od moich Jedenastu Czytelników zaniepokojonych brakiem wpisów na blogu.  Dlatego informuję, że Studion nie został porzucony a brak wpisów jest skutkiem zaangażowania w inne, nieco ważniejsze w tej chwili dla mnie projekty. Postaram się jednak do końca maja coś tu zamieścić, na warsztacie mam cykl wpisów poświęconych wielowiekowej i nie zawsze pokojowej koegzystencji chrześcijaństwa i pogaństwa. Tak więc, miłośnicy i wrogowie szeptuch, curanderos, benandantich i tauromachów, czekajcie cierpliwie na zapiski pochodzące „Z notatnika synkretyka”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-6510854418969599599?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/6510854418969599599'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/6510854418969599599'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/05/ja-tu-jeszcze-wroce.html' title='Ja tu jeszcze wrócę!'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-5033891833056054753</id><published>2009-04-18T22:32:00.004+02:00</published><updated>2009-04-18T22:38:38.415+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wiara'/><title type='text'>Pascha 2009</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-size:130%;" &gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255);"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ΧΡΙΣΤΟΣ ΑΝΕΣΤΗ! &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-size:130%;" &gt;ΧРІСТОС ВОСКРЕСЕ!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;CHRISTUS RESURREXIT! &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="right"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;CHRYSTUS ZMARTWYCHWSTAŁ!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Seo58fyk1II/AAAAAAAAAsY/wU1r1S_9j0A/s1600-h/Anastasis.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 265px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Seo58fyk1II/AAAAAAAAAsY/wU1r1S_9j0A/s400/Anastasis.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326133220807595138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby umarli. Anioł zaś przemówił do niewiast: Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie. Oto, co wam powiedziałem. Pośpiesznie więc oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;. [Mt 28,1-8]&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5050352821454575602" style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center;" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/RhZ1IhkxF_I/AAAAAAAAAFI/FXu0parmPD4/s400/Hierodiakon.gif" border="0" /&gt; &lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Zmartwychwstał Chrystus — i upadły demony.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Zmartwychwstał Chrystus — i weselą się aniołowie.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Zmartwychwstał Chrystus — i życie świeci swą pełnią.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Zmartwychwstał Chrystus — i nikt martwy nie pozostał w grobie.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Chrystus bowiem powstawszy z martwych&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Stał się pierworodnym pośród umarłych.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Jemu chwała i królestwo na wieki wieków. Amen.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255);"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-5033891833056054753?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/5033891833056054753'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/5033891833056054753'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/04/pascha-2009.html' title='Pascha 2009'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Seo58fyk1II/AAAAAAAAAsY/wU1r1S_9j0A/s72-c/Anastasis.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-7392187101291388629</id><published>2009-04-18T12:39:00.004+02:00</published><updated>2009-04-18T12:55:00.704+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wiara'/><title type='text'>Święta i Wielka Sobota</title><content type='html'>&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325980344195460098" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 300px; CURSOR: hand; HEIGHT: 400px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Semu56B7rAI/AAAAAAAAAr4/ZWfa-JDmGmU/s400/Epitafion+1.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325980591437367106" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 300px; CURSOR: hand; HEIGHT: 249px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SemvITE_x0I/AAAAAAAAAsA/hNTg0KsE22E/s400/Wlk.Sob.jpg" border="0" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325982446300719522" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 213px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Semw0Q-4aaI/AAAAAAAAAsI/yg-VcjgQ5K8/s320/%C5%9Aw.Ogie%C5%84+Jeruzalem.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#000099;"&gt;&lt;em&gt;O jakże wielka to radość,&lt;br /&gt;jakże obfita słodycz,&lt;br /&gt;którą przyniosłeś będącym w otchłani,&lt;br /&gt;jak światłość jaśniejącą w jej mrocznych głębinach.&lt;br /&gt;Chcąc zbawić Adama,&lt;br /&gt;zstąpiłeś na ziemię, o Panie.&lt;br /&gt;A nie znalazłszy go na ziemi,&lt;br /&gt;szukając go zstąpiłeś aż do otchłani.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#000099;"&gt;(z „pieśni pochwalnych” jutrzni Wielkiej Soboty)&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-7392187101291388629?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/7392187101291388629'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/7392187101291388629'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/04/swieta-i-wielka-sobota.html' title='Święta i Wielka Sobota'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Semu56B7rAI/AAAAAAAAAr4/ZWfa-JDmGmU/s72-c/Epitafion+1.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-133852433955127017</id><published>2009-04-17T09:30:00.002+02:00</published><updated>2009-04-17T09:33:23.269+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wiara'/><title type='text'>Święty i Wielki Piątek</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255);"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family:georgia,times new roman,times,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://studion.blox.pl/resource/bridegroom.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia,times new roman,times,serif;"&gt;&lt;img alt="" src="http://studion.blox.pl/resource/Crucio.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://studion.blox.pl/resource/IC_Removal.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255);"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-133852433955127017?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/133852433955127017'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/133852433955127017'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/04/swiety-i-wielki-piatek.html' title='Święty i Wielki Piątek'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-2252498854961840229</id><published>2009-04-02T12:01:00.008+02:00</published><updated>2009-04-08T14:31:07.612+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Katolicyzm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kultura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Słowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prawosławie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wiara'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Symbologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Historia'/><title type='text'>Tropiąc Graala na wschodnich ścieżkach</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SdSOZCA8PuI/AAAAAAAAAq4/Rn3GIpdtHeQ/s1600-h/Wizja+Graal+02.bmp"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SdSOptUWobI/AAAAAAAAArA/5K5GEpqh6ic/s1600-h/Wizja+Graal+02.bmp"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320033907022143922" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 145px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SdSOptUWobI/AAAAAAAAArA/5K5GEpqh6ic/s200/Wizja+Graal+02.bmp" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Opowieści o zaginionym Chrystusowym Kielichu należą do najpiękniejszych i najbardziej fascynujących toposów neomitologicznych (neo-, bo w odróżnieniu od dawnych mitów, możemy wskazać ich autorów) europejskiej kultury. Mało kto nie emocjonował się przygodami „serów” Galahada, Percewala i Keja poszukujących tej niezwykłej relikwii. Urok opowieści o Świętym Graalu nie maleje po dziś dzień, urzekając spokojem, którego tak nam brakuje. W czasach wszechobecnego hałasu i miotania się z miejsca na miejsce w ramach „przymnażania PKB” dobrze jest wyobrazić sobie ukrytą w wiecznie zielonym lesie kaplicę skrywająca połyskujący nieziemskim światłem Kielich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A choć wersji opowieści o Graalu jest wiele, jeszcze więcej powstało ich interpretacji. Mamy więc wyjaśnienie legendy o Graalu w świetle średniowiecznej teologii i mistyki sakramentów (np. szkic Gilsona publikowany niegdyś we „Frondzie”) i równie ciekawą, zamieszczoną swojego czasu na łamach Prokopiukowskiego &lt;em&gt;Gnosis&lt;/em&gt; &lt;a href="http://www.gnosis.art.pl/numery/gn11_bulgakow_swiety_graal01.HTM"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;eucharystyczną interpretację autorstwa o. Sergiusza Bułhakowa&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;. Mamy badaczy wskazujących na wyraźne wpływy arabskie albo łączących opowieści o Graalu z legendami irlandzkimi o ludzie Tuatha De Daanan. Mamy niezliczone wariacje i mutacje mitów gnostyckich inkorporujące Święty Kielich jako pożyteczny rekwizyt, mamy spekulacje o Graalu jako świętej „królewskiej krwi” – &lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;sang real&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; – oraz teorie antropologów doszukujących się korzeni tych opowieści w pradawnych mitach o cyklicznym odnowieniu świata. Według opowieści arturiańskich Graal został przywieziony do Brytanii przez św. Józefa z Arymatei ale inni &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320034098139391778" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 247px; CURSOR: hand; HEIGHT: 320px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SdSO01SQZyI/AAAAAAAAArI/5pLLKC9a128/s320/J%C3%B3zef+i+Graal.jpg" border="0" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;twierdzą, że w rzeczywistości była to Bretania a kielich ukryty jest we Francji. Ilu autorów, tyle Świętych Graali, chciałoby się rzec. Pozwolę więc sobie i ja dorzucić mały kamyczek do &lt;em&gt;graalologicznej&lt;/em&gt; mozaiki, oczywiście kamyk wskazujący na pewne tropy wschodnie, bizantyjskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacząć wypada od chronologii. W Kościele jerozolimskim już w IV wieku obchodzono 3 czerwca uroczystość Odnalezienia Świętego Kielicha jednak święto to miało – w odróżnieniu od uroczystości Podniesienia Krzyża – charakter lokalny a z chwilą przeniesienia w VI wieku kielicha do Konstantynopola, gdzie najprawdopodobniej umieszczono go w pałacowej kaplicy Pharos, zanikło. W zachodniej Europie zainteresowanie Graalem – choć nie od razu zaczęto utożsamiać go z kielichem - obserwujemy pod koniec XII wieku, z chwilą pojawienia się stworzonego przez Chretiena de Troyes cyklu romansów (&lt;em&gt;Erek i Enida&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Cligés&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Yvain&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Lancelot&lt;/em&gt; i &lt;em&gt;Percewal&lt;/em&gt;). Interesować nas powinien szczególnie ten ostatni, gdyż tam właśnie pojawia się motyw poszukiwania Świętego Graala, ale zacznijmy od innych. &lt;em&gt;Cligés&lt;/em&gt; to najprawdopodobniej Kilidż Arslan, jeden z tureckich wodzów, nękających rządzone przez Manuela Komnena cesarstwo wschodnie a akcja romansu dzieje się we Francji i Bizancjum. Także &lt;em&gt;Yvain&lt;/em&gt; opisuje bieżące wydarzenia z Bizancjum. Inny, anonimowy &lt;em&gt;romain courtois&lt;/em&gt; z tego okresu zatytułowany &lt;em&gt;Partonopeus de Blois&lt;/em&gt; opisujący dzieje miłości francuskiego wielmoży i bizantyjskiej księżniczki, pełny jest szczegółowych opisów konstantynopolitańskiej architektury, dzieł sztuki, skarbów i relikwii tam zgromadzonych. Zapewne jego autorem był jeden z rycerzy z orszaku hrabiów de Blois, których w owym czasie łatwiej było spotkać we wschodnim cesarstwie czy Outremer niż w rodzinnej Szampanii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chretien de Troyes, choć sam nie był nigdy na wschodzie, pisał więc w okresie wyjątkowo aktywnych kontaktów zachodnio-bizantyjskich i trzeba ten fakt brać pod uwagę analizując pojawiający się w &lt;em&gt;Percewalu&lt;/em&gt; motyw Graala. Ten ostatni, niedokończony romans Chretiena był dedykowany protektorowi autora, Filipowi Alzackiemu, hrabiemu Flandrii, który właśnie powrócił z Konstantynopola i dostarczył Chretienowi wielu szczegółów dotyczących wschodniego cesarstwa. Historycy zwracają uwagę na szereg bizantyjskich inspiracji znajdujących się w tym romansie, np. Okrągły Stół przypomina kształtem greckie i syryjskie ołtarze z tamtych czasów zaś sala, w której Percewal widzi Graala to niemal kopia Chryzotriklinium, ośmiokątnej, przykrytej kopułą sali, w której bazyleus przyjmował zagranicznych posłów. Wiemy też, że Chretien znał walijską legendę o rycerzu Peredurze, który spędził kilkanaście lat w Konstantynopolu, gdzie widział słynny Mandylion, chustę z odciśniętym obliczem Jezusa (prawdopodobnie Mandylion to składany na czworo Całun Turyński, „zwinięty” z Konstantynopola a następnie rozwinięty przez uczestników IV krucjaty po powrocie na Zachód). O tych inspiracjach wiedziano od dawna, dlatego Max Bruckner, twórca scenografii do Wagnerowskiego Parsifala nadał Świątyni Graala formę podobną do bizantyjskiej cerkwi.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320035163528381634" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 158px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SdSPy2KyRMI/AAAAAAAAArQ/KwDCVPa7Qcs/s200/Bruckner+%C5%9Aw.+Graal.jpg" border="0" /&gt; &lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Jest jednak w arturiańskich opowieściach o Graalu (zarówno tych pióra de Troyes jak i późniejszych) jeszcze jeden ważny „wschodniacki” motyw zauważalny w scenie tzw. Procesji Graala. Mimo różnic w wersjach można z grubsza opisać ją jako na poły senną na poły mistyczną wizję Percewala w pałacu Króla Rybaka. Przed oczami Percewala przesuwają się postacie (młodzieńców, aniołów, dziewic) niosące „świętości Graala”: kielich, włócznię, patenę lub misę, wreszcie miecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Procesje opisane przez autorów opowieści o Graalu, Roberta de Boron czy Wolframa von Eschenbach są niewątpliwie zainspirowane procesją Wielkiego Wejścia w bizantyjskich liturgiach eucharystycznych, jednak w kontekście naszych poszukiwań Świetego Graala bardziej interesujące wydają mi się same „świętości”. Są to bowiem (za wyjątkiem miecza, ale mógł to być krzyż niesiony w czasie liturgii pontyfikalnej przez jednego z hipodiakonów) akcesoria liturgiczne używane przez kapłana w czasie tzw. proskomidii czyli przygotowania darów eucharystycznych, specyficznie bizantyjskiej części liturgii nieznanej w rytach zachodnich. Proskomidia sprawowana jest na położonym na lewo od ołtarza stole ofiarnym (gr. &lt;em&gt;prothesis&lt;/em&gt;, scs. &lt;em&gt;żertwiennik&lt;/em&gt;). W XIV wieku ustaliła się praktyka sprawowania jej przed liturgią, w czasie kiedy lektor czyta trzecią i szóstą godzinę kanoniczną a wierni schodzą się do cerkwi, zapalają świece itp. Ponieważ współczesny ikonostas zasłania większą część prezbiterium, współcześnie wierni nie widzą tego obrzędu. Jednak w czasach wypraw krzyżowych proskomidia była dokonywana publicznie po zakończeniu czytań, w czasie śpiewu tzw. Hymnu Cherubinów, pieśni rozpoczynającej liturgię wiernych. Publicznie, bowiem stół &lt;em&gt;prothesis&lt;/em&gt; umieszczony był wtedy „na widoku” a nie za ikonostasem, który zresztą był w Bizancjum znacznie niższy niż ruskie ikonostasy późnośredniowieczne. Po zakończeniu proskomidii przygotowane odpowiednio chleb i wino były przenoszone w uroczystej, okrążającej cała nawę procesji na ołtarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla lepszej ilustracji związku między proskomidią a Procesją Graala zamieszczam fragment rytuału proskomidii. Aby czytało się łatwiej wyjaśniam, że prosfora to pszenny chlebek liturgiczny, „święta włócznia” to miniaturowa kopia, którą posługuje się kapłan w czasie proskomidii, diskos to liturgiczna patena, orarion to wstęga stanowiąca część szat diakońskich zaś Baranek to wycięty z prosfory sześcian przeznaczony do przemienienia w czasie liturgii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Kapłan bierze w lewa rękę prosforę, w prawą zaś świętą włócznię, i znacząc trzykrotnie prosforę znakiem krzyża nad pieczęcią, mówi:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;Na pamiątkę Pana i Boga, i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa (trzy razy).&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Następnie wbija włócznie z prawej strony pieczęci i mówi tnąc:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;Jak Owca był na rzeź prowadzony.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Z lewej zaś:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;I jak Baranek bez skazy, niemy wobec tego, który go strzyże, tak On nie otwiera ust swoich.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Przy górnej stronie pieczęci:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;W pokorze Swojej został On osadzony.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Przy dolnej:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;Ród zaś Jego któż opisze?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Diakon trzymając w ręce orarion i patrząc pobożnie na to misterium, mówi przy każdym cięciu:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;Do Pana módlmy się.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Potem mówi:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;Weź, władyko.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Kapłan, włożywszy świętą włócznie z prawej bocznej strony prosfory, wyjmuje święty chleb [zwany Barankiem], mówiąc:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;Albowiem zabierane jest z ziemi Jego życie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Kapłan kładzie chleb pieczęcią do dołu na świętym diskosie, a diakon mówi:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;Ofiaruj, władyko.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Kapłan nadcina Baranka w formie krzyża, mówiąc:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;Ofiarowany jest Baranek Boży, który bierze grzech świata, za życie świata i zbawienie.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;I odwraca Baranka na druga stronę, pieczęcią do góry. Diakon mówi:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;Przebij, władyko.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Kapłan zaś przebijając Baranka włócznia z prawej strony, mówi:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;Jeden z żołnierzy włócznia przebił Mu bok, a natychmiast wypłynęła krew i woda. A ten, który to widział, zaświadczył, a jego świadectwo jest prawdziwe. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="color:#3333ff;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelnikom Studionu pozostawiam wyciągnięcie wniosków. &lt;em&gt;Mythos &lt;/em&gt;ma to do siebie, że nie sposób ująć go w ramki jednoznacznej i wyczerpującej interpretacji, jestem jednak zdania, że bizantyjski kamyczek &lt;em&gt;graalologicznej&lt;/em&gt; mozaiki dobrze wyjaśnia pewne aspekty tych pięknych opowieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-2252498854961840229?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/2252498854961840229'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/2252498854961840229'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/04/tropiac-graala-na-wschodnich-sciezkach.html' title='Tropiąc Graala na wschodnich ścieżkach'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SdSOptUWobI/AAAAAAAAArA/5K5GEpqh6ic/s72-c/Wizja+Graal+02.bmp' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-6014276445459602491</id><published>2009-03-16T21:36:00.005+01:00</published><updated>2009-03-17T13:07:22.313+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wiara'/><title type='text'>Wypisy z "Filokalii": św. Marek Eremita</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="COLOR: rgb(255,255,255); TEXT-ALIGN: justify"&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;?xml:namespace prefix = o /&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="FONT-STYLE: italic; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="FONT-STYLE: italic; TEXT-ALIGN: justify"&gt;Niektórzy, choć nie spełniają przykazań, sądzą, że wierzą w sposób właściwy. Inni wprawdzie ich przestrzegają, lecz oczekują, że Królestwo Boże będzie im dane jak należna zapłata. Jedni i drudzy są daleko od prawdy.&lt;/p&gt;&lt;div style="FONT-STYLE: italic"&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="FONT-STYLE: italic; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="FONT-STYLE: italic; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="FONT-STYLE: italic; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="FONT-STYLE: italic; TEXT-ALIGN: justify"&gt;Pan nie ma obowiązku wynagrodzenia sług. Kto jednak nie spełnia dobrze swych zadań, nie osiąga wolności.&lt;/p&gt;&lt;div style="FONT-STYLE: italic; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="FONT-STYLE: italic; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="FONT-STYLE: italic; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="FONT-STYLE: italic; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="FONT-STYLE: italic; TEXT-ALIGN: justify"&gt;Jeśli wszedłeś w kontakt ze złem, to nie mów: „Ono mnie nie pokona!” Skoro zetknąłeś się z nim, już zostałeś pokonany.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="COLOR: rgb(255,255,255); TEXT-ALIGN: justify"&gt;.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Sb6611s4kGI/AAAAAAAAAqQ/6BZIkAFtEnc/s1600-h/Prayingman.gif"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5313890044454932578" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 182px; CURSOR: pointer; HEIGHT: 200px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Sb6611s4kGI/AAAAAAAAAqQ/6BZIkAFtEnc/s200/Prayingman.gif" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="COLOR: rgb(255,255,255); TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="COLOR: rgb(255,255,255); TEXT-ALIGN: justify"&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-6014276445459602491?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/6014276445459602491'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/6014276445459602491'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/03/wypisy-z-filokalii-sw-marek-eremita.html' title='Wypisy z &quot;Filokalii&quot;: św. Marek Eremita'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Sb6611s4kGI/AAAAAAAAAqQ/6BZIkAFtEnc/s72-c/Prayingman.gif' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-5899817123184758747</id><published>2009-03-12T14:11:00.002+01:00</published><updated>2009-03-12T14:38:31.262+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kultura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gabinet osobliwości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wiara'/><title type='text'>La taranta</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy chrześcijaństwo i pogaństwo są tylko i wyłącznie rywalami? Czy Ewangelia jest tylko realizacją mesjańskiej wiary Izraela czy również wypełnieniem najgłębszych oczekiwań i najlepszych intuicji pogańskich? Jak głęboka jest synteza przedchrześcijańskich obrzędów z kultem chrześcijańskim? Takie pytania lęgną mi się we łbie od dawna i być może zaowocują kiedyś jakimś dłuższym wpisem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na razie zapraszam na wygrzebany w Jutubie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=fjSQGdGGl6o&amp;amp;feature=channel_page"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#660000;"&gt;fascynujący film&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/a&gt;(zamieszczam link, bo embed jest wyłączony) poświęcony południowowłoskiemu zjawisku o nazwie &lt;em&gt;la taranta&lt;/em&gt;, niezwykłej formie ludowego egzorcyzmu przywracającego zdrowie ludziom ukąszonym przez mitycznego złowrogiego pająka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-5899817123184758747?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/5899817123184758747'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/5899817123184758747'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/03/la-taranta.html' title='La taranta'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-3750260733674649746</id><published>2009-03-09T12:51:00.014+01:00</published><updated>2009-03-10T09:41:34.378+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kultura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dźwięki'/><title type='text'>Siedem</title><content type='html'>&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Mówi się nieraz o książkach „formacyjnych”, takich, które otworzyły komuś oczy na rzeczywistość, popchnęły w jakimś kierunku, wzbudziły intelektualny ferment, nie dawały spać i jeść itp. Dla mnie takimi książkami – choć dziś się z tego śmieję – były m.in. „Grek Zorba” Kazantzakisa i „Buszujący w zbożu” Salingera. Niektórzy mają też swoje formacyjne filmy. A jak jest z muzyką? Czy macie płyty, które określilibyście tym mianem? Nie muszą to być wasze ulubione płyty, ale takie, które skłoniły was kiedyś do muzycznych poszukiwań, uwrażliwiły na jakiś rodzaj muzyki, trąciły jakąś milczącą dotychczas strunę w duszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poniżej zamieszczam swoją listę siedmiu takich płyt. Wszystkie są dziełem anglofonów, ale cóż robić, druga połowa zeszłego stulecia była czasem dominacji kultury ludów atlantyckich i fakt ten trudno zignorować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego właśnie siedem? A niby dlaczego nie? Liczba nieduża, więc selekcja musi być przemyślana, do tego jest to liczba pełni (wiadomo, siedem planet klasycznej kosmologii, siedem jako Trójca i cztery strony świata, dlatego w końcu mamy w oficjalnej teologii siedem sakramentów). Zatem siedem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do złożenia zeznań na temat swojej siódemki zapraszam &lt;a href="http://anarcha.ownlog.com/"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#660000;"&gt;Panadantego&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://patrycjablaum.blogspot.com/"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#660000;"&gt;Pat&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://dziennik.twardoch.pl/"&gt;&lt;span style="color:#660000;"&gt;&lt;strong&gt;Szczepana&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://jablko.blox.pl/"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#660000;"&gt;Esthela&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://tete.salon24.pl/"&gt;&lt;span style="color:#660000;"&gt;&lt;strong&gt;Towarzysza Trokiera&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Jeśli komuś taka zabawa nie leży niech da mi znać, mam jeszcze kolejne osoby, które chciałbym odpytać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Genesis - Foxtrot, rok wyd. 1972 &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUDzh8okUI/AAAAAAAAApI/che0FRje_1k/s1600-h/genesis+foxtrot.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311155519374266690" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 199px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUDzh8okUI/AAAAAAAAApI/che0FRje_1k/s200/genesis+foxtrot.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Dzięki tej płycie przekonałem się, że kompozycje wykraczające poza formułę „trzy minuty w szybkim tempie z solówką w środku” mogą być nie tylko ciekawe, ale piękne i fascynujące. Oprócz słynnej „apokaliptycznej” suity &lt;em&gt;Supper’s Ready&lt;/em&gt; jest na tym albumie pięć krótszych utworów, z których wyróżniłbym monumentalny, stworzony do otwierania koncertów &lt;em&gt;Watcher Of The Skies&lt;/em&gt; i subtelny, nawiązujący miejscami do muzyki baroku &lt;em&gt;Can-Utility And The Coastliners&lt;/em&gt;. Phil Collins w tamtym składzie Genesis tylko bębnił, ale jak!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Lou Reed - New York, rok wyd. 1989&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUDqzN7JlI/AAAAAAAAApA/y9Nlcx6MDCs/s1600-h/lou+reed+new+york+cover.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311155369391367762" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUDqzN7JlI/AAAAAAAAApA/y9Nlcx6MDCs/s200/lou%2Breed%2Bnew%2Byork%2Bcover.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Esencja gitarowego grania. Skład niby prościutki, dwie gitary, bas i bębny, ale ile muzyki potrafi wyczarować. Na tym ascetyczno-bogatym tle były lider The Velvet Underground śpiewa a raczej opowiada, bo wokal nigdy nie był mocną stroną Reeda, niewesołe historie z życia wielkiego amerykańskiego miasta. Ale podobne historie zdarzają się dziś wszędzie i dlatego „New York” Reeda bardziej pasuje do popularnego obecnie terminu „muzyka świata” niż składanki typu „Pieśni weselne z południowo-zachodniego Mali”, jakie pokrywają się dziś kurzem na półkach empików.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Bruce Springsteen - Darkness On The Edge Of Town, rok wyd. 1978&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUEEs0qNdI/AAAAAAAAApQ/1ND3-dW23Pc/s1600-h/Springsteen+Darkness.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311155814351386066" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUEEs0qNdI/AAAAAAAAApQ/1ND3-dW23Pc/s200/Springsteen+Darkness.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Kto chce się dowiedzieć, dlaczego ten muzyk nosi prostą ksywkę The Boss powinien posłuchać tej płyty, nagranej po trzyletniej przerwie po przełomowym i superpopularnym albumie „Born To Run” z 1975 roku. Jest szorstka, twarda i autentyczna, jak proza Chucka Palahniuka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Dead Can Dance - Within The Realm Of Dying Sun, rok wyd. 1987&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUERr8iulI/AAAAAAAAApY/_LBUfflVJP4/s1600-h/DCD+Realm.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311156037454314066" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUERr8iulI/AAAAAAAAApY/_LBUfflVJP4/s200/DCD+Realm.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kiedy usłyszałem tę płytę po raz pierwszy przeżyłem szok. Okazało się bowiem, że nikomu nie znani Pani z Australii i Pan z Nowej Zelandii tworzą sobie we dwójkę muzykę niepodobną do niczego, co wcześniej słyszałem. Ani to rock w stylu cold wave, ani muzyka kameralna, ani symfoniczna a jednocześnie wszystko to słychać na tym niezwykłym albumie. „W królestwie zachodzącego słońca” to płyta szlachetna i chłodna jak brylant zaś natchniona wokaliza Lisy Gerrard i następująca po niej partia oboju w utworze &lt;em&gt;Persephone: A Gathering Of Flowers&lt;/em&gt; mogą służyć za wzorzec tego, jak stworzyć muzykę dramatyczną w nastroju bez popadania w patos, pretensjonalność i stylistykę soundtracku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;King Crimson - Larks’ Tongues In Aspic, rok wyd. 1973&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUEjFTF0yI/AAAAAAAAApg/_RudDqcf9m0/s1600-h/King+Crimson+Larks"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311156336317551394" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUEjFTF0yI/AAAAAAAAApg/_RudDqcf9m0/s200/King+Crimson+Larks%27.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;King Crimson od powstania w roku 1969 uchodził za zespół awangardowy, niestrudzenie wytyczający nowe kierunki w muzyce, zawsze o kilka kroków przed konkurencją. Opinia ta jest nie do końca słuszna, kto chce posłuchać naprawdę zakręconego awangardowego rocka niech sięgnie po płyty zapomnianego dziś Gentle Giant, ale odwagi i muzycznej wyobraźni Robertowi Frippowi i kolegom odmówić nie sposób. Larks’ został nagrany w doborowym składzie zaś piękny głos Johna Wettona udźwignął trudne do zaśpiewania ballady &lt;em&gt;Book Of Saturday&lt;/em&gt; i &lt;em&gt;Exiles&lt;/em&gt;. Jednak większość płyty to niezwykła muzyka instrumentalna na pograniczu klimatów typu „warszawskiej jesieni” i jazz-rocka. I w odróżnieniu od „warszawskiej jesieni” tego, co nagrali w 1973 roku Crimsoni, da się słuchać. Przynajmniej ja słucham od wielu lat. Larks’ to płyta ostra, chwilami niemal metalowa, w wielu miejscach zdradzająca fascynację dorobkiem jednego z nielicznych wielkich kompozytorów XX wieku, Beli Bartoka. Odkąd pamiętam, mam kłopoty ze słuchaniem tego albumu w domu. Kiedyś mama, dziś żona żądają abym natychmiast TO wyłączył. A przecież solówki na elektrycznych skrzypcach są takie fajne.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Tom Waits - Frank’s Wild Years, rok wyd. 1987&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUEthYd3mI/AAAAAAAAApo/krLtvNkXRRc/s1600-h/Tom-Waits-Franks-Wild-Years.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311156515654983266" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 190px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUEthYd3mI/AAAAAAAAApo/krLtvNkXRRc/s200/Tom-Waits-Franks-Wild-Years.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zwariowany, genialny miks stylistyki niemieckiego kabaretu, jazzu granego w zadymionych piwnicach, klimatu podwórkowych orkiestr, miejskiego folku, pijackiego patosu (&lt;em&gt;well it was a train that took me away from here but a train can't bring me home&lt;/em&gt;) i subtelnej liryki. &lt;em&gt;I'll Be Gone&lt;/em&gt; czyli piosenka "z kogutem" należy dziś do ulubionych piosenek moich córek. Kilka piosenek z tej płyty udanie spolszczył i zaśpiewał Kazik Staszewski. „Dzikie lata Franka” to Waits w pigułce, dobra płyta do zaznajomienia się z dorobkiem tego największego żyjącego muzyka Ameryki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;The Doors - Absolutely Live, rok wyd. 1970&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUFEaMgvgI/AAAAAAAAApw/Ra2K9msu80g/s1600-h/Doors_-_Absolutly_Live_Front.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311156908862782978" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 189px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUFEaMgvgI/AAAAAAAAApw/Ra2K9msu80g/s200/Doors_-_Absolutly_Live_Front.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Płyta – ostrzeżenie i przynajmniej dla mnie znak końca długoletniego romansu z muzyką tej wielkiej kapeli. Od zawsze istniały dwa oblicza Doorsów, to wygładzone w studiu i koncertowe, chropowate i brutalne, niepodobne do niczego, co oferowały w tamtych czasach dzieci-kwiaty z Zachodniego Wybrzeża. Energia „drzwi” na scenie przebijała wszystkie wyczyny współczesnych metalowców będąc dowodem na to, że w pewnych sytuacjach granica między rockiem a szamanizmem zaciera się. Pełen rozpaczy okrzyk Jima Morrisona: "&lt;em&gt;you cannot petition the Lord with prayer"&lt;/em&gt; na początku suity &lt;em&gt;Celebration Of The Lizard&lt;/em&gt; stał się kiedyś dla mnie dzwonkiem alarmowym mówiącym „czas wracać z tej podróży”. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-3750260733674649746?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/3750260733674649746'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/3750260733674649746'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/03/siedem.html' title='Siedem'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SbUDzh8okUI/AAAAAAAAApI/che0FRje_1k/s72-c/genesis+foxtrot.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-2067494062509805148</id><published>2009-03-04T10:08:00.002+01:00</published><updated>2009-03-04T11:31:06.835+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Święci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Grecja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prawosławie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wiara'/><title type='text'>κύρα δασκάλα - św. Filotea z Aten</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wśród świętych, których wymienia dzisiejszy menologion (kalendarz liturgiczny) znajduje się mniszka-męczennica Filotea Ateńska, której poświęcony jest dzisiejszy wpis.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszła mniszka Filotea urodziła się jako jedyne, późne dziecko w bogatej ateńskiej rodzinie Angelosa i Syrigi Venizelosów w roku 1522. Po matce w jej żyłach płynęła krew bazyleusów z rodu Paleologów. Nadano jej imię Revoula. W wieku 12 lat wydano ją za mąż za jednego z ateńskich arystokratów Andreasa Cheilasa. Kolejne trzy lata okazały się koszmarem. Mąż Revouli miał bowiem skłonności do sadyzmu i często zdarzało mu się znęcać nad swoją żoną-dzieckiem. Kiedy po trzech latach nagle zmarł, Revoula powróciła do rodzinnego domu, utwierdzona w przekonaniu, że towarzyszące jej od dzieciństwa pragnienie życia monastycznego jest słuszne. Mimo to kolejne dziesięć lat musiała spędzić w rodzinnym domu, pomagając matce w zarządzaniu wielkim domem. Dopiero w roku 1547, kiedy Angelos i Syriga zmarli, Revoula Venizelos mogła poświęcić się służbie Bogu. Pomógł jej w tym ogromny majątek odziedziczony po rodzicach. Wkrótce ufundowała w centrum Aten monaster p.w. św. Apostoła Andrzeja, którego igumenią (przełożoną), już jako mniszka Filotea, została. Z czasem pojawiły się mniejsze fundacje w okolicach miasta i na kilku położonych niedaleko Aten wyspach. Jednym z ulubionych miejsc Filotei był mały monaster we wsi Patesia. W jaskini położonej w pobliżu monasteru mniszka Filotea potrafiła spędzać w samotności tygodnie, modląc się i poszcząc. Jednak obowiązki przełożonej dużego monasteru, wymagającej prawie ciągłego pobytu w Atenach, nie pozwalały jej na żywot pustelniczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budowa monasterów była pierwszym etapem dzieła św. Filotei. W dalszej kolejności powstały szpitale, domy opieki dla starców, którymi nie miał się kto zająć, sieć szkółek katechetycznych dla ateńskich dzieci – wtedy właśnie zaczęto nazywać świętą κύρα δασκάλα (Kira daskala, Panią Nauczycielką) - wreszcie przytułki dla ludzi, którzy musieli uciekać z greckiej prowincji nie chcąc przyjąć islamu i dla młodych kobiet, zagrożonych porwaniem do tureckich haremów. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309277782962621458" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 280px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Sa5YA4tcTBI/AAAAAAAAAn8/cnFWXxvGo3o/s400/Filotea+z+Aten.jpg" border="0" /&gt; &lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;W tym czasie reżim turecki w Attyce był stosunkowo łagodny (zapewne trafiali się jacyś umiarkowanie życzliwi, łasi na łapówki lub po prostu leniwi paszowie) więc działalność św. Filotei mogła przez kilkanaście rozwijać się bez większych przeszkód. Jednak z czasem Turcy zaczęli się niepokoić aktywnością niestrudzonej ateńskiej igumenii. Kilkakrotnie wtrącano ją do więzienia, bito i grożono śmiercią za to, że wykupuje kobiety z tureckiej niewoli. Do ostatecznej konfrontacji doszło pod koniec lat 80 szesnastego wieku, kiedy wśród otomańskich wielmożów zapanowała moda na zabieranie młodych mniszek do haremów. Igumenia Filotea nie ulękła się tureckich gróźb i kilkakrotnie stanowczo odmówiła spełnienia żądań paszów. Jakiś czas później, podczas nocnego czuwania w wigilię św. Dionizego do cerkwi ukochanego przez Filoteę monasteru w Patesii wdarła się banda Turków, którzy wywlekli na zewnątrz sędziwą igumenię i dotkliwie ją pobili. Kilka dni później, 19 lutego 1589 św. Filotea zmarła z powodu obrażeń, pozostawiając w smutku całe Ateny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konstantynopolitański patriarcha Mateusz II kanonizował ją w roku 1596, jednakże w obawie przed Turkami w akcie kanonizacyjnym nie nadano wtedy świętej tytułu „męczennicy”, lecz „sprawiedliwej”. Nienaruszone relikwie św. Filotei spoczywają obecnie w ateńskiej katedrze prawosławnej. Nieopodal, w bocznej uliczce stoi po dziś dzień monaster św. Andrzeja. Monaster w Patesii mieści obecnie mały szpital i hospicjum. Św. Filotea jest wraz ze św. Dionizym Areopagitą patronką greckiej stolicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-2067494062509805148?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/2067494062509805148'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/2067494062509805148'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/03/sw-filotea-z-aten.html' title='κύρα δασκάλα - św. Filotea z Aten'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Sa5YA4tcTBI/AAAAAAAAAn8/cnFWXxvGo3o/s72-c/Filotea+z+Aten.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-5348892010796166956</id><published>2009-03-03T08:53:00.001+01:00</published><updated>2009-03-03T09:06:22.398+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Władca Much'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cywilizacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Słowa'/><title type='text'>Cicha hekatomba współczesności</title><content type='html'>&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Kiedy rozpatrujemy wtargnięcie bólu w sferę rozrodczości, to nie wolno nam także zapominać o ataku na nienarodzonych, który bez wątpienia najwyraźniej obnaża bestialski charakter indywidualistycznej epoki. Duch wszakże, którego całkowity brak zdolności rozróżniania objawia się w pomyleniu wojny z mordem albo przestępstwa z chorobą, musi w walce o przestrzeń życiową wybrać  t e n  rodzaj zabijania, który jest najbezpieczniejszy i najnędzniejszy. Adwokaci widzą tylko cierpienia oskarżycieli, ale nie bezbronnych i milczących.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Z eseju Ernsta Jüngera&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; O bólu (&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Literatura na świecie nr 9(182)/1986&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;)&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-5348892010796166956?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/5348892010796166956'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/5348892010796166956'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/03/cicha-hekatomba-wspoczesnosci.html' title='Cicha hekatomba współczesności'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-2902731052683927064</id><published>2009-03-02T10:23:00.003+01:00</published><updated>2009-03-02T10:25:59.197+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wiara'/><title type='text'>Czas błogosławionych porażek</title><content type='html'>&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Saulw1R02uI/AAAAAAAAAn0/mx3r25uz5oU/s1600-h/Modlitwa.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5308518844140411618" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 400px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Saulw1R02uI/AAAAAAAAAn0/mx3r25uz5oU/s400/Modlitwa.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Może kiedyś napiszę, dlaczego na chrześcijańskim Wschodzie Wielki Post jest o dwa dni dłuższy i zaczyna się w poniedziałek, ale na razie krótki komunikat: Wielki Post uważam za rozpoczęty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrząc wstecz stwierdzam, że wartość wszelkich wielkopostnych postanowień i wyrzeczeń jest w gruncie rzeczy niewielka. Najcenniejsze lekcje, jakie otrzymujemy w tym czasie biorą się właśnie z doznanych upadków, większych i mniejszych niedociągnięć, niedotrzymanych postanowień – &lt;em&gt;moc w słabości się doskonali&lt;/em&gt;. Bowiem post jest zwyczajnie ciężki i pokazuje nam, że droga, którą usiłujemy albo nam się wydaje, że usiłujemy kroczyć, jest wąska, ciernista i wiedzie przez niegościnne terytorium Krainy Smoków (kto słuchał Armii, ten wie o co chodzi). Wszystkim Gościom i Czytelnikom życzę, żeby ten post przyniósł im przynajmniej jedna taką błogosławioną porażkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na zachętę zawsze aktualne słowa św. Pawła:&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#003300;"&gt;&lt;strong&gt;A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe. Mocą bowiem łaski, jaka została mi dana, mówię każdemu z was: Niech nikt nie ma o sobie wyższego mniemania, niż należy, lecz niech sądzi o sobie trzeźwo - według miary, jaką Bóg każdemu w wierze wyznaczył.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-2902731052683927064?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/2902731052683927064'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/2902731052683927064'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/03/czas-bogosawionych-porazek.html' title='Czas błogosławionych porażek'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/Saulw1R02uI/AAAAAAAAAn0/mx3r25uz5oU/s72-c/Modlitwa.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-6935227269356271618</id><published>2009-02-25T09:53:00.003+01:00</published><updated>2009-02-25T09:59:30.096+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Słowa'/><title type='text'>Argyros wychodzi z cienia</title><content type='html'>&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SaUHsZ48MtI/AAAAAAAAAns/SQ2aT4W_b6E/s1600-h/NF-0309.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306656195371348690" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 141px; CURSOR: hand; HEIGHT: 201px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SaUHsZ48MtI/AAAAAAAAAns/SQ2aT4W_b6E/s400/NF-0309.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Kto jest odważny i chce mu się wydać 10 złotych, może zakupić marcowy numer &lt;a href="http://www.fantastyka.pl/"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#660000;"&gt;"Nowej Fantastyki"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;. Znajdzie w nim m.in. &lt;a href="http://www.fantastyka.pl/index.php?go=op_polskie"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#660000;"&gt;moje opowiadanie „Skała Fotisa”&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;. Dowiecie się z niego, dlaczego w kontaktach z mieszkańcami morza należy zachowywać skrajną ostrożność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowiadań o Kyriakosie Argyrosie, bizantyjskim patrycjuszu z czasów &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksy_I_Komnen"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#660000;"&gt;Aleksego I Komnena&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;  jest więcej, mam nadzieję, że z czasem światło dzienne ujrzą kolejne epizody z życia tej ciekawej, choć dziś już nieco zapomnianej postaci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-6935227269356271618?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/6935227269356271618'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/6935227269356271618'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/02/argyros-wychodzi-z-cienia.html' title='Argyros wychodzi z cienia'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SaUHsZ48MtI/AAAAAAAAAns/SQ2aT4W_b6E/s72-c/NF-0309.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-7030612773042343883</id><published>2009-02-22T21:12:00.005+01:00</published><updated>2009-02-22T21:25:27.057+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bieżączka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Słowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wiara'/><title type='text'>To, co najlepsze niecho zostanie w rodzinie</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polemika &lt;a href="http://filipmemches.salon24.pl/387623.html"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#660000;"&gt;Filipa Memchesa z tekstem Adama Szostkiewicza&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; doczekała się wczoraj komentarza w internetowym &lt;a href="http://www.dziennik.twardoch.pl/?p=263"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#660000;"&gt;dzienniku Szczepana Twardocha&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;. Odpowiedzi od Szostkiewicza nikt nie oczekiwał, za to być może mamy początek ciekawej, "wewnątrz-czwórkowej" dyskusji. Obydwa teksty trzeba przeczytać, przemyśleć i wyciagnąć wnioski. Mój jest taki, że każdy Autor pisze o nieco innych rzeczach, ale z wtrącaniem swoich trzech groszy poczekam do ukazania się odpowiedzi Filipa w Szczepanowym dzienniku. W międzyczasie zachęcam do lektury.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-7030612773042343883?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/7030612773042343883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/7030612773042343883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/02/to-co-najlepsze-niecho-zostanie-w.html' title='To, co najlepsze niecho zostanie w rodzinie'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-3053898832906565996</id><published>2009-02-17T10:01:00.003+01:00</published><updated>2009-02-17T10:09:44.585+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Słowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Turcja'/><title type='text'>Hüzün</title><content type='html'>&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SZp9HxsqJsI/AAAAAAAAAnE/BCYVuKzrXQ4/s1600-h/Stary+StambuÅ.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5303689083735385794" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 276px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SZp9HxsqJsI/AAAAAAAAAnE/BCYVuKzrXQ4/s400/Stary+Stambu%C5%82.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Do napisania paru słów o &lt;em&gt;hüzün&lt;/em&gt; zbierałem się od jakiegoś czasu a tymczasem ubiegł mnie na swoim blogu &lt;a href="http://xpictianoc.blogspot.com/2009/02/huzun.html"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;Xpictianoc&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; ciekawym wpisem o swojej lekturze książki Orhana Pamuka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że moja przygoda z opasłym tomem wspomnień tureckiego noblisty była inna niż Xpictianoca. Nie tyle czytałem te książkę, co przez nią mozolnie brnąłem. Bo „&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Stambuł. Wspomnienia i miasto&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;” to dziwna i trudna książka, chaotyczna i hermetyczna, obca jak obcy są dla mnie współcześni zeuropeizowani Turcy. Większa część wspomnień pisarza o jego nudnej rodzinie i jego duchowy ekshibicjonizm niespecjalnie mnie zainteresowały. Ale jest w tej książce jeden rozdział, zatytułowany „Hüzün”, co w języku tureckim oznacza… No właśnie nie wiadomo do końca co, bo, jak wyjaśnia Pamuk, pojawiające się w słownikach „melancholia” czy „smutek” bynajmniej nie wyczerpują znaczenia tego słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest &lt;em&gt;hüzün&lt;/em&gt; trudnym do zdefiniowania stambulskim &lt;em&gt;genius loci&lt;/em&gt;. Nie jest to ani opisany przez Levi-Straussa smutek tropików ani wyrosła na gruncie zachodniego indywidualizmu melancholia ale raczej lokalny sposób życia i widzenia świata, wspólne duchowe doświadczenie mieszkańców starego ogromnego miasta przygniecionego ciężarem chwały dwóch upadłych imperiów. Ten rozdział „Stambułu”, prawdziwy &lt;em&gt;tour de force&lt;/em&gt; pisarza, więcej powie o tureckiej duszy niż niejedna opasła kniga. &lt;em&gt;Hüzün&lt;/em&gt; nie da się zrozumieć, trzeba go posmakować, poczuć, ujrzeć. Trzeba &lt;em&gt;&lt;span style="color:#000099;"&gt;patrzeć na marynarzy, którzy z wiadrami w dłoniach zerkają w biało-czarne telewizory, powoli szykując się do snu na swoich łajbach… na osłonięte kobiety z reklamówkami w dłoniach, czekające w milczeniu na autobus, który nie nadjeżdża… na tłumy, które zimowym zmierzchem chcą zdążyć na prom… usłyszeć we mgle syreny statków i dostrzec ruiny bizantyjskich wież obronnych&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;. Trzeba &lt;em&gt;&lt;span style="color:#000099;"&gt;ujrzeć targowiska, które pustoszeją wieczorem, niszczejące siedziby derwiszów… stuletnie rezydencje nawet w największy mróz ogrzewane tylko przez jeden komin… poczuć przejmujące zimno bibliotecznych sal i zapach ludzkich oddechów w kinach porno, które kiedyś były eleganckimi, pełnymi ozdób, złoceń i sztukaterii przybytkami X muzy, a teraz chyłkiem opuszczają je zawstydzeni mężczyźni…&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; Trzeba &lt;em&gt;&lt;span style="color:#000099;"&gt;umieć patrzeć… na mężczyzn, zbierających się w ciepłe dni, kiedy od morza wieje lodos… na młode kobiety stojące w kolejce po tańsze mięso… na cmentarze, wyglądające jak bramy do innego świata i ich cyprysowe aleje…&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; Trzeba myśleć &lt;em&gt;&lt;span style="color:#000099;"&gt;o dzieciach, które z książek historycznych dowiadują się o triumfach imperium osmańskiego i wieczorami są policzkowane przez rodziców… o naziemnych kładkach, których każdy schodek uszkodzony jest w inny sposób; o człowieku, który od czterdziestu lat w tym samym miejscu sprzedaje stambulskie pocztówki…&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ruiny, smutek i morze. Czy taki naprawdę jest Stambuł, czy taka jest dusza tego miasta? Trudno nie wierzyć takiemu czarodziejowi słowa jak Orhan Pamuk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-3053898832906565996?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/3053898832906565996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/3053898832906565996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/02/huzun.html' title='Hüzün'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SZp9HxsqJsI/AAAAAAAAAnE/BCYVuKzrXQ4/s72-c/Stary+Stambu%C5%82.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-4007882420405536981</id><published>2009-02-10T14:40:00.003+01:00</published><updated>2009-02-10T14:43:44.087+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gabinet osobliwości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prawosławie'/><title type='text'>Aleossohozi?</title><content type='html'>&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SZGEK6j8h4I/AAAAAAAAAm8/GcgNN5Edh7A/s1600-h/Ortho-Cube.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5301163559445366658" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 360px; CURSOR: hand; HEIGHT: 360px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SZGEK6j8h4I/AAAAAAAAAm8/GcgNN5Edh7A/s400/Ortho-Cube.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Takie coś można zakupić u największego amerykańskiego dostawcy prawosławnej literatury i dewocjonaliów, firmy Light &amp;amp; Life.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SZGD-tVbeLI/AAAAAAAAAm0/OyuacO6skuw/s1600-h/Ortho-Cube.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-4007882420405536981?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/4007882420405536981'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/4007882420405536981'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/02/aleossohozi.html' title='Aleossohozi?'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SZGEK6j8h4I/AAAAAAAAAm8/GcgNN5Edh7A/s72-c/Ortho-Cube.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-4951076424437160703</id><published>2009-02-10T10:45:00.002+01:00</published><updated>2009-02-10T10:49:56.790+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kultura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dźwięki'/><title type='text'>1972</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jednym z sympatyczniejszych przejawów &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Anomia_(stan_spoÅeczny)"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;anomii&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;, o której ciekawie &lt;a href="http://www.dziennik.twardoch.pl/?p=258"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#660000;"&gt;pisał ostatnio&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; Szczepan Twardoch są towarzyszące jej dynamiczne przemiany w sztuce. Artyści porzucają stare formy bądź przemieniają je w coś zupełnie nowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście różnie z jakością tych przewrotów i zmian bywa. Rewolucyjny Beethoven położył fundament pod znaczną część muzyki dziewiętnastowiecznej, której niemal &lt;em&gt;en masse&lt;/em&gt; nie da się słuchać. Tę muzykę recenzent muzyczny Antoni Piekut (kto czytał w latach 80 pismo „Non Stop” ten faceta pamięta) słusznie określił jako „czterdzieści minut pitolenia, pod koniec którego zmęczony i uśpiony słuchacz dobudzany jest waleniem w kotły i talerze”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SZFNDjncq3I/AAAAAAAAAms/dG8NfVb5pw0/s1600-h/Minstrelle.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5301102959887428466" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 110px; CURSOR: hand; HEIGHT: 244px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SZFNDjncq3I/AAAAAAAAAms/dG8NfVb5pw0/s400/Minstrelle.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ale eksplozja muzycznej inwencji na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, kiedy nasza kochana cywilizacja gorączkowo zdrapywała skromne resztki chrześcijańskiego makijażu, to zjawisko ze wszech miar miłe dla ucha. Jako człek wychowany na radiowych audycjach Piotra Kaczkowskiego mogę być nieobiektywny, ale… Weźmy tylko jeden rok: 1972. W tym roku ukazały się takie płyty jak „Made in Japan” i „Machine Head” Deep Purple. Yes, Genesis, Jethro Tull i ELP wydały klasyczne dla prog-rocka albumy „Close to the Edge”, „Foxtrot”, „Thick as a Brick” i „Picture At an Exhibition”, Wishbone Ash zaskoczył publikę subtelnym gitarowym „Argusem”, holenderski Focus wywalił genialne „Moving Waves” i niewiele słabszą „III”. Chick Corea i Joe Zawinul śmiało eksplorowali obszary jazz-rocka, wydając „Light as a Feather” i „I sing the Body Electric”. Neil Young udowodnił jak świetnie może brzmieć country w rockowej oprawie płytą „Harvest” zaś pionierzy &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Americana_(muzyka)"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;americany&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; z The Band wydali klasyczny koncertowy album „Rock of Ages”. Dorzućmy jeszcze świetne płyty wydane w tamtym roku przez Budgie, Steely Dan, Amon Dull, Can, Franka Zappę, Joni Mitchell, Urial Heep, Pink Floyd, Gentle Giant, J.J. Cale’a (to człowiek, z którego brutalnie zrzynał Mark Knopfler), Thin Lizzy, Sandy Denny, Caravan, T.Rex czy Marvina Gaye. Co dwa, trzy tygodnie album, który wywarł wielki wpływ na to, co działo się muzyce późniejszych dekad. Taki Złoty Wiek już się muzyce rockowej nie powtórzył. Tak więc nawet w czasach anomii życie potrafi być całkiem przyjemne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak w ogóle to Pan Studyta, znany z niechęci do koncertów rockowych, wybiera się dziś do Stodoły na koncert starych dziadków z Marillion.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-4951076424437160703?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/4951076424437160703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/4951076424437160703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/02/1972.html' title='1972'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SZFNDjncq3I/AAAAAAAAAms/dG8NfVb5pw0/s72-c/Minstrelle.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-6208766827831103074</id><published>2009-02-03T11:44:00.002+01:00</published><updated>2009-02-03T11:46:11.190+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bieżączka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Varia'/><title type='text'>Nowe „Arcana”</title><content type='html'>&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SYggMyPh5AI/AAAAAAAAAmU/tSOIgscyLPc/s1600-h/Arcana_85.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298520365618816002" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 175px; CURSOR: hand; HEIGHT: 236px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SYggMyPh5AI/AAAAAAAAAmU/tSOIgscyLPc/s400/Arcana_85.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Ukazał się nowy, 85 numer dwumiesięcznika „Arcana” a w nim m.in. poezja Roya Campbella, szkice o Josifie Brodskim i Ferdynandzie Goetlu, obszerny blok tekstów o nagrodzie literackiej im. Józefa Mackiewicza, kolejne odcinki przeglądu niemieckiego Tomasza Gabisia i wypisów z dziennika Szczepana Twardocha a także krótkie „Uwagi o życiu seksualnym w epoce cząstek elementarnych” mojego autorstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-6208766827831103074?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/6208766827831103074'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/6208766827831103074'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/02/nowe-arcana.html' title='Nowe „Arcana”'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_EN_OBcavK5M/SYggMyPh5AI/AAAAAAAAAmU/tSOIgscyLPc/s72-c/Arcana_85.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-38502624.post-3623912443405647239</id><published>2009-02-03T10:21:00.002+01:00</published><updated>2009-02-03T10:26:59.531+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rodzina'/><title type='text'>Dziatwa</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym, że rodzeństwo bywa bardzo do siebie niepodobne wiedzieli już starożytni Papuasi. Co innego jednak wiedza teoretyczna, a co innego własna obserwacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja starsza córka, która pojawiała się tu kilka razy w ramach wpisów o „nocnych rozmowach”, jest typem marzyciela i wrażliwca. Jej styl bycia dobrze określa angielskie słowo &lt;em&gt;daydreaming&lt;/em&gt;. Sztuki gwałtownych, krótkotrwałych załamek uczył ją chyba sam kasztelan Mirmił. Nad wiek dobrze rysuje i przy całej swojej delikatności zdradza, o dziwo, predylekcję do ciężkiego grania (The Cult, Budgie, Mountain, Iron Maiden).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodsza to jej przeciwieństwo, osóbka z twardym charakterem, z takich co wolą zaliczyć klapsa ale postawić na swoim niż posłuchać rodziców. Przypuszczam, że w przyszłości sprawi nam niejedną niespodziankę. Ma dobry słuch muzyczny, ale póki co jej talenty artystyczne skupiają się na polu poezji. Wymyśla bowiem moja młodsza dziecina upiorne &lt;em&gt;nursery rhymes&lt;/em&gt;. Dwie próbki jej twórczości zamieszczam dziś ku uciesze Gości i Czytelników. Pierwsza, zaimprowizowana w drodze z przedszkola do domu, po przedszkolnym przedstawieniu z okazji Dnia Babci i Dnia Dziadka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Posadzimy zaraz dziadka&lt;br /&gt;Na fotelu elektrycznym…&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;oraz nucona niedawno podczas zabawy klockami Lego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Raz dwa lewa&lt;br /&gt;Raz dwa lewa&lt;br /&gt;Idzie sobie zombi&lt;br /&gt;I piosenkę śpiewa&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffffff;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;więcej&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/38502624-3623912443405647239?l=studyta-arseniusz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/3623912443405647239'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/38502624/posts/default/3623912443405647239'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studyta-arseniusz.blogspot.com/2009/02/dziatwa.html' title='Dziatwa'/><author><name>Studyta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17322220136190480470</uri><email>andrzej.fiderkiewicz@gmail.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='16538794150653523178'/></author></entry></feed>