tag:blogger.com,1999:blog-378682462008-04-09T22:31:42.472+02:00OLO (in Polish)OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comBlogger24125tag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-39466549535015836322008-01-01T00:42:00.001+01:002008-01-01T00:47:25.001+01:00Szczęśliwego Nowego Roku<a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/P1010018-793524.JPG"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/P1010018-793458.JPG" alt="" border="0" /></a><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/P1010015-789059.JPG"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/P1010015-789018.JPG" alt="" border="0" /></a>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-91875974055108925022007-09-02T01:09:00.002+02:002008-04-01T15:03:20.420+02:00<div style="text-align: center;"><img src="http://www.fot.com.pl/albums/userpics/IMG_3939.jpg" border="0" width="230" /> <img src="http://www.fot.com.pl/albums/userpics/IMG_3944.jpg" border="0" width="230" /><br /></div><div style="text-align: justify;">W Radomiu 1-2 września miał odbyć się Air Show.<br />Niestety w sobotę, podczas pokazów grupy akrobatycznej Żelazny nastąpił wypadek. Podczas mijania się czterech samolotów, dwa zderzyły się i spadły na ziemię. Dwóch pilotów zginęło na miejscu. Co zrozumiałe, organizatorzy przerwali i odwołali pokazy.<br /><a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4451858.html">Przeczytaj więcej w wiadomościach.</a><br />Tymczasem <a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4452257.html">w 2003 roku też zginęło dwóch pilotów grupy "Żelazny"</a>.<br /></div><div style="text-align: right;"><span style="font-size:78%;">Zdjęcia pochodzą z <a target="blank" href="http://www.fot.com.pl/index.php?cat=24">www.fot.com.pl</a></span><br /></div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-17990910465290401992007-08-16T21:54:00.000+02:002007-08-21T11:25:35.692+02:00Trzęsienie ziemi w Peru<div style="text-align: justify;">Wczoraj wieczorem (dziś w nocy czasu polskiego) Peru nawiedziło silne trzęsienie ziemi. Serwisy podają, że miało siłę <b>8 stopni w skali Richtera</b>. Epicentrum było ok. 140 km od Limy, najsilniej odczuły to miejscowości Pisco, Ica i Chincha. W Pisco ok 70% domów zostało uszkodzonych, w Chincha uszkodziło mury więzienia i kilkuset skazańców zbiegło. Około <b>500 zabitych</b> i <b>półtora tysiąca rannych</b>. Ogłoszono stan klęski żywiołowej a przez najbliższe 3 dni trwać będzie żałoba narodowa.<br /><br />Poniżej zdjęcia kataklizmu. Niestety, dość szokujące.</div><div><embed src="http://widget-db.slide.com/widgets/slideticker.swf" type="application/x-shockwave-flash" quality="high" scale="noscale" salign="l" wmode="transparent" flashvars="cy=lt&il=1&channel=576460752308271835&site=widget-db.slide.com" style="width: 426px; height: 320px;" name="flashticker" align="middle"></embed><div style="width: 426px; text-align: left;"> <a href="http://www.slide.com/pivot?cy=lt&amp;ad=0&id=576460752308271835&map=2" target="_blank"><img src="http://widget-db.slide.com/p2/576460752308271835/lt_t017_v000_a000_f00/images/xslide2.gif" ismap="ismap" border="0" /></a></div></div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-16589091346774264752007-07-28T09:01:00.000+02:002007-07-27T20:18:20.258+02:00¡Viva el Perú! ¡Feliz 28 de Julio!<div style="text-align: justify;"><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://farm2.static.flickr.com/1080/875872640_ea2f830f6f.jpg"><img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://farm2.static.flickr.com/1080/875872640_ea2f830f6f.jpg" alt="" border="0" /></a>Dziś jest 28 lipca – największe święto dla Peruwiańczyków. Z pewnością dla tych, którzy uważają się za patriotów. A Peruwiańczycy kochają swój kraj i kochają swoją flagę.<br /><br />Dokładnie 186 lat temu, 28 lipca 1821 roku generał San Martin ogłosił niepodległość Peru. Niepodległość od Hiszpanów. <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Jos%C3%A9_de_San_Mart%C3%ADn">José de San Martín</a> jest największym bohaterem narodowym. Chociaż naprawdę pochodził z Argentyny.<br /><br />Od kilku dni na każdym budynku w Peru wisi czerwono-biało-czerwona flaga. Dla nich to święto w jest nawet bardziej ważne niż np. 11 listopada w świadomości Polaków. Podobno były czasy, kiedy świętowano dni kilka. Obecnie to tylko jeden dzień, w dodatku i tak sobota.<br /><br />Rok temu rozpoczęła się kadencja Alana Garcii. Tradycyjnie prezydent obejmuje swój urząd właśnie 28-go. Tydzień przed świętem w Miraflores przechodzi „Gran Corso”, czyli kolorowa parada. Coś jak miniaturowy karnawał.<br /><br />Dziś wszystkie bary będą pełne. Peruwiańczycy spotkają się z przyjaciółmi, wypiją pisco sour, pójdą potańczyć. W ten sposób świętują uzyskanie niepodległości.<br /></div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-84470013785054512612007-06-24T01:21:00.000+02:002007-06-24T01:35:06.130+02:00<div style="text-align: center;">Olo ma zaszczyt zaprosić na grillowanie na działce.<br />W programie:<br />Grill<a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/P6070036-742303.JPG"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/P6070036-742299.JPG" alt="" border="0" /></a>Kryty basen<a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/P6190013-777506.JPG"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/P6190013-777502.JPG" alt="" border="0" /></a>Hotel o wielogwiazdkowym standardzie<a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/P6070026-726145.JPG"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/P6070026-726142.JPG" alt="" border="0" /></a></div><li style="text-align: center;">Początek ok. godz. 18<br /></li><li style="text-align: center;">Koniec – nad ranem<br /></li><li style="text-align: center;">BYOB, czyli Bring Your Own Bottle<br /></li>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-81592350688457710412007-05-22T17:05:00.000+02:002007-05-29T16:16:19.104+02:00Wspomnienia z Peru - szok kulturowy<div style="text-align: justify;">Chcę się podzielić moimi przemyśleniami na temat standardów życia w Peru.<br /><br />Jadąc do Peru, nie myślałem o nim, jako o "trzecim świecie". Sami Peruwiańczycy mi to uświadomili.<br /><br />Nawet w Miraflores (chyba najlepsza dzielnica Limy; wszystkie duże firmy i bogaci ludzie są właśnie tam) widać DUUŻĄ różnicę w standardzie życia pomiędzy naszymi krajami. Ktokolwiek narzeka na Polskę, niech się tam wybierze. Doceni natychmiast nasz europejski kraj. Koniec dygresji.<br /><br />Ja mieszkałem w Miraflores. To było oczywiste, ponieważ moja fima była właśnie tam. Poza tym jako typowy okaz <span style="font-style: italic;">gringo</span> (biały, wysoki, blondyn) inne miejsca nie byłyby pewnie tak bezpieczne.<br /><br />W Peru doznałem szoku kulturowego (nie mylić z różnicami kulturowymi, więcej o tym w <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Culture_shock">wikipedii</a> i <a href="http://edweb.sdsu.edu/people/CGuanipa/cultshok.htm">innych serwisach</a>). Przez prawie dwa miesiące nie wyjeżdżałem z Limy. Po tym czasie miasto zaczęło mnie bardzo męczyć. Widok obskurnych budynków, żebracy na każdym kroku. Zwłaszcza dzieci, które powinny być w szkole a nie prosić o pieniądze przed Wong'iem (taki <a href="http://www.ewong.com/">supermarket</a>).<br /><br />Potem <a href="http://olo-en.nomadlife.org/2006/11/pisco-paracas-ica-huacachina.html">pojechałem m.in. do Huacachina</a> i znów Peru zaczęło mi się podobać. Odkryłem, że ten kraj, to nie tylko Lima. Że oprócz ośmiomilionowego miasta są również wspaniałe, piękne, spokojne miejsca.<br /><br />Wiele rzeczy mnie drażniło. Zwłaszcza to uczucie, że lokalni patrzą na mnie z góry (chociaż są niżsi). Mówiłem sobie, że już tam nigdy nie wrócę. Teraz chcę pojechać ponownie. Może nie po to, aby zamieszkać (jest jeszcze wiele innych krajów w tej części świata). Chcę zobaczyć miejsca, do których nie miałem okazji pojechać. Żałuję, że nie miałem więcej odwagi, by podróżować.<br /><br />Ale nie żałuję ani przez moment, że byłem w Peru. Życie w kraju tak różnym od naszego, to na pewno największe wyzwanie mojego życia.<br /><br /></div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-49224907090133564342007-05-05T20:22:00.000+02:002007-08-30T21:49:43.107+02:00Rajd Sudety<a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/DSC00735-783452.JPG"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/DSC00735-782995.JPG" alt="" border="0" /></a>Panoramy z Wielkiej Sowy i ze Szczelińca - <a href="http://dolomity2006.ovh.org/sudety2007/">kliknij tutaj.</a>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-66737339820829839622007-04-22T23:49:00.000+02:002007-05-05T19:00:10.709+02:00VII złaz PoZiMKowyW ostatni weekend odbył się VII (już) poZiM(K)owy złaz Politechniki.<br />Trasa w pierwszym dniu: Barcza - Klonów - Bukowa Góra - Psary - Bodzentyn. Nocleg mieliśmy w schronisku w Bodzentynie.<br />W drugim dniu: Bodzentyn - Tarczek - Radkowice - Starachowice<br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/IMG_4998-716882.JPG"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/IMG_4998-716353.JPG" alt="" border="0" /></a><center><i>Uczestnicy złazu w drugi dzień nad zalewem Lubianka</i></center><br />Galeria zdjęć pod adresem: <a href="http://olopictures.orgfree.com/VIIpozimkowy/">olopictures.orgfree.com/VIIpozimkowy/ </a>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-61790272027106156222007-04-18T13:59:00.000+02:002007-08-16T22:21:33.155+02:00How To: Live in Peru<div style="text-align: justify;">Żyjesz w Peru? Potrzebuję współautorów na blog <a href="http://howtoliveinperu.wordpress.com/">How To Live in Perú</a>, czyli "practical guide for gringos". Są to informacje na temat codziennego życia dla tych, którzy zamierzają żyć w tym kraju. Teksty o zwykłych sprawach, zwyczajach, przepisach, jedzeniu. O dobrych i złych stronach. O tym, co warto zrobić, a czego lepiej unikać.<p><br />Jeśli jesteś w Peru, lub właśnie się tam wybierasz (np. na praktykę), proszę o kontakt pod: <a href="mailto:howtoliveinperu@gmail.com">howtoliveinperu (at) gmail.com</a>.</p></div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-36577425375243597702007-04-16T23:05:00.000+02:002007-04-16T23:13:06.137+02:00Po audycji w Planecie<div style="text-align: justify;">Audycja się odbyła, uważam ją za udaną. Może nawet zebrałbym jakieś pozytywne recenzje, ale pewnie jak znam życie, nikt znajomy akurat nie słuchał.<br />Cztery wejścia, wszystko w atmosferze swobodnej rozmowy. To mi się podoba! I nawet jeśli na początku pojawiło się trochę adrenaliny, tętno wzrosło tuż przed pierwszą wypowiedzią, w następnych już wszystko było w normie.<br /><br /></div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-67420642232626907632007-04-10T22:48:00.000+02:002007-04-10T23:01:52.288+02:00Troche sławy...Paweł zaproponował mi udział w audycji w radiu. Będę mówił o Peru oczywiście. W czwartek o 17.00, radio Planeta. Kielce, <a href="http://nadaje.com/Radio_Planeta_103,9_FM.html">częstotliwość 103,9 MHz</a>.OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-54265228547923878502007-04-10T22:20:00.000+02:002007-04-19T01:36:05.327+02:00SpringCo<a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/FaciTeam-703871.jpg"><img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/FaciTeam-703861.jpg" alt="" border="0" /></a>Im dalej od konferencji, tym trudniej sobie przypomnieć.<br /><div style="text-align: justify;">Od 28.03 do 01.04 byłem w Zakopanem na SpringCo. 3 ścieżki - PBoX dla tych, którzy wkrótce będą prowadzić własne projekty; OPS dla tych, którzy wkrótce wyjadą na praktykę zagraniczną; Heading For The Future dla tych, którzy wkrótce odejdą z AIESEC.<br />Z Kielc mieliśmy 4-osobową delegację tylko na tracku PBoX. Oraz ja jako facilitator OPSa.<br /><br />Co mi utkwiło w pamięci:<br /><ul><li>Około 25 faci na 2 tracki. 2 chairów - Venky i Sveta<br /></li><li>Przygotowana przeze mnie sesja nt. Cultural Preparation. 2,5 godziny warsztatu, po przerwie jeszcze 1,5 godziny dyskusji na temat różnych krajów - Chin, Indii, Maroka, Rumunii i krajów byłego ZSRR. Na specjalne życzenie mówiłem również o Peru. Cała sesja wyszła lepiej niż się spodziewałem.</li><li>Country Fair. Prezentowałem oczywiście Peru. Zdjęcia, ulotki, prezentracja multimedialna i oczywiście drink narodowy. Okazuje się, że Polakom bardzo smakuje Pisco Sour.<br /></li><li><a href="http://bryanstonsquare.com/team/details/?id=1">Marcus Orlovsky</a> i jego speech. Słyszałem go już drugi raz (poprzednio w <a href="http://olo-en.nomadlife.org/2006/05/in-middle-of-action.html">Szwajcarii</a>). Opowiadał o tym samym, ale jego można słuchać więcej niż jeden raz.</li></ul><a href="http://olopictures.orgfree.com/SpringCo/">Zdjęcia z konferencji umieściłem tutaj.</a><br /></div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-89222559698963459902007-02-14T10:32:00.000+01:002007-02-14T11:12:44.464+01:00Poczta z Peru<div style="text-align: justify;">Niesamowite, jak działa poczta pomiędzy Polską a Peru. Pod koniec października dostałem w Limie przesyłkę <span style="font-weight: bold;">poleconą </span>z domu. Nadana 26 października, doszła do mnie po 14 dniach. (Wcześniej list zwykły doszedł w ciągu 5 dni.) Podpisałem potwierdzenie, że przesyłkę odebrałem i tyle. Wczoraj, dokładnie <span style="font-weight: bold;">po 3 miesiącach i 2 dniach</span> dostałem na adres domowy to potwierdzenie, podpisane przeze mnie, że przesyłka została odebrana!<br /></div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-1167494210013746542006-12-30T16:46:00.000+01:002006-12-30T17:00:42.816+01:002006<span style="font-variant: small-caps; color: rgb(255, 153, 0);"><b>Po raz pierwszy w tym roku:</b></span><br /><ul><li><a href="http://olo-pl.blogspot.com/2006/06/rafting-weekend.html">odbyłem rafting</a></li><li><a href="http://olo-en.nomadlife.org/2006/11/parapenting.html">leciałem na paralotni</a></li><li>byłem w Ameryce Południowej<br /></li><li><a href="http://olo-pl.nomadlife.org/2006/10/corrida-de-toros.html">widziałem corridę</a></li><li><a href="http://olo-en.nomadlife.org/2006/08/peru-different-food.html">jadłem świnkę morską</a></li><li><a href="http://olo-pl.nomadlife.org/2006/10/trzsienie-ziemi.html">przeżyłem trzęsienie ziemi</a></li><li><a href="http://olo-en.nomadlife.org/2006/11/pisco-paracas-ica-huacachina.html">byłem na pustyni</a></li><li>pływałem w Oceanie Spokojnym<br /></li></ul><span style="font-variant: small-caps;"><span style="color: rgb(255, 153, 0);"><b>"Naj" w życiu:</b></span></span><br /><ul><li><a href="http://olo-en.nomadlife.org/2006/11/in-mountains.html#DayTwo"></a><a href="http://olo-pl.nomadlife.org/2006/11/w-grach.html#Dzien2">najwyższy punkt - ok. 5000 m n.p.m. - lodowiec pod Pastoruri (Kordyliery)</a><br /></li><li>najdłuższy pobyt za granicą - 5 miesięczny, w sumie około 9</li><li><a href="http://olo-en.nomadlife.org/2006/05/national-konferenz.html">najdłuższy czas bez snu</a> - 37 godzin<br /></li></ul><span style="font-variant: small-caps;"><span style="color: rgb(255, 153, 0);"><b>Zamierzam kontynuować:</b></span></span><br /><ul><li>naukę hiszpańskiego</li><li>naukę salsy<br /></li></ul><span style="font-variant: small-caps;"><span style="color: rgb(255, 153, 0);"><b>NIE ŻAŁUJĘ NICZEGO</b>! Nigdy.</span></span>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-1167271809592455972006-12-17T14:35:00.002+01:002008-04-08T15:27:05.557+02:00Wyżej niż kondory<div align="justify">Kiedy w czwartek wyjeżdżałem z Limy, nie wiedziałem ani gdzie dokładnie pojadę, ani kiedy wrócę. Moje plany zmieniały się kilkakrotnie, podobnie jak towarzysze wycieczki. Ostatecznie udało mi się zobaczyć Arequipę, kanion Colca, Cuzco, Machu Picchu.<br /><br /><b>Dzień pierwszy (piątek)<br />Arequipa</b><br /><a href="http://farm1.static.flickr.com/125/336235350_b81f6dcccf_b.jpg"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center;" alt="" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/Arequipa-762340.jpg" border="0" /></a> Dojechaliśmy do Arequipy o 12. Poszukaliśmy jakiegoś taniego hotelu, potem poszliśmy zjeść i pozwiedzać. Widziałem Plaza de Armas, katedrę, mirador (punkt widokowy) i kilka innych miejsc.<br />Co ciekawe, idąc ulicą spotkaliśmy znajomych z Limy - Markus i Magdalena z Austrii i Eva z Niemiec. Od nich dowiedziałem się, ze wybierają się do kanionu Colca. Wycieczka kosztuje 20 $, plus S/.35 za wstęp do Colca.<br /><br /><strong>Dzień drugi (sobota)<br />Chivay</strong><br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/IMG_2312-740666.JPG"><img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/IMG_2312-740661.JPG" alt="" border="0" /></a>O 8.30 rano wyjazd z Arequipy. Przewodnik był punktualny jak rzadko w Peru.<br />Pierwszym celem były wikunie lub wigonie (vicugna vicugna). Te zwierzęta są dzikimi przodkami alpak. Są pod ochrona, większość ich populacji żyje w Peru. Zatrzymaliśmy się w środku pampy. Mogliśmy również podziwiać widok wulkanów, m.in. <a target="blank" href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index2/IMG_2332.htm">wulkan Misti</a> górujący nad Arequipą (5822 m)<br />Kolejny postój żeby napić się <em>mate de coca</em>. Dalej wyjazd coraz wyżej i wyżej, aż na wysokość 4800 m. Dojechaliśmy do wioski Chivay, stolicy departamentu. Stamtąd 25 lat temu wyruszyła polska wyprawa akademicka, która odkryła kanion Colca. (<a href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index2/IMG_2381.htm" target="_blank">>>zobacz</a>)<br /><br />Po czym można poznać Polaków? Nie wiem, ale jest coś charakterystycznego. Na ulicy w Chivay bezbłędnie rozpoznałem dwóch <em>paisanos</em>.<br /><br />Z okazji święta Niepokalanego Poczęcia N.M.P. w wiosce przez 3 dni odbywa się fiesta, luzie tańczą na ulicy, przechodzą parady i procesje, orkiestra gra na trąbkach i tubach do późnych godzin nocnych. Melodia cały czas ta sama, ale rytm jest chyba mało ważny. Ważne, żeby grać dostatecznie głośno. Prawie wszyscy są ubrani w tradycyjne stroje (<a href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index2/IMG_2495.htm" target="_blank">></a><a href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index2/IMG_2495.htm" target="_blank">>zobacz</a>). Oczywiście w nocy musieli kilka razy przemaszerować pod naszymi oknami.<br /><br />Wieczorem jeszcze kolacja w restauracji z tradycyjną muzyką i tańcami. Dzieci z sąsiedniego stolika, widząc grupę obcokrajowców, koniecznie chciały sobie zrobić z nami zdjęcia.<br /><br /><strong>Dzień trzeci (niedziela)<br />Kanion Colca<br /><a href="http://farm1.static.flickr.com/166/336235496_a4a0b8ed1f_b.jpg"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center;" alt="" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/DolinaColca2-786440.jpg" border="0" /></a></strong>Pobudka o godzinie 5 rano, śniadanie i wyjazd o 6 do doliny Colca. Widoki robią niesamowite wrażenie. Zatrzymywaliśmy się w miejscowościach <a target="blank" href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index2/IMG_2412.htm">Maca </a>i Pincholo. O 8 dojechaliśmy do punktu widokowego Cruz del Condor. Jest to najlepsze miejsce do obserwacji kondorów. Czekaliśmy do 9.30. Najpierw było widać parę ptaków krążącą w oddali, ale jakiś czas później udało się zobaczyć pojedynczego kondora w niewielkiej odległości.<br /><br />Z Cruz del Condor wracaliśmy powoli do Chivay, zatrzymując się jeszcze kilkakrotnie w bardzo widokowych miejscach. Widok kanionu i doliny Colca robi wrażenie (>>zobacz).<br /><br /><strong>Dzień czwarty (poniedziałek)<br />Z powrotem w Arequipie<br /><br /></strong>Zostałem jeszcze jeden Dzień w Arequipie, ponieważ nie udało mi się zarezerwować biletu do Cuzco na niedzielę. Planowałem rafting, ale nie znalazłem grupy.<br /><br />W przewodniku przeczytałem, ze w wiosce Sachaca jest ciekawy punkt widokowy. Dowiedziałem się, jak tam dojechać. Okazało się, że jest to taka wiocha, ze nie byłem pewien, czy dobrze trafiłem. Budynki nie wyglądały zachęcająco, ale na ich szczycie było coś, co wyglądało jak punkt widokowy. I rzeczywiście, zobaczyłem napis <em>El mirador</em>. Niestety wulkan Misti i sąsiednie wulkany nie będą dobrze widoczne na zdjęciach. Później poszedłem na obiad do polecanej w przewodniku restauracji.<br /><br /><strong>Dzień piąty (wtorek)<br />Święta Dolina</strong><br /><br />W poniedziałek wieczorem wyjechałem z Arequipy do Cusco autobusem. Podróż trwa ok. 9 godzin, spora część trasy nie jest asfaltowa. Rano, o 6 dotarłem do Cusco i od razu wpadłem w ręce pośrednika. Nie dałem się jednak bardzo oskubać, sam negocjowałem z właścicielem hoteliku. Jednak pośrednik podsunął mi pomysł wycieczki do Świętej Doliny. Dwie godziny później byłem już w odpowiednim autobusie.<br /><br /><a href="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/IMG_2588-702688.JPG"><img style="margin: 0px 0px 10px 10px; float: right;" alt="" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/IMG_2588-797110.JPG" border="0" /></a>Na początku "zwiedziliśmy" <a title="Targ w Pisaq" href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index4/IMG_2555.htm" target="_blank">targi z wyrobami lokalnych twórców</a> w miasteczku Pisaq. Obok tej samej miejscowości znajdują się ruiny miasta z czasów Inków. W ruinach spędziliśmy około 2 godzin, najpierw wędrując wąską ścieżką aby do nich dotrzeć, następnie była chwila na zrobienie zdjęć (<a href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index4/IMG_2586.htm" target="_blank">>>zobacz</a>)<br /><br />Kolejne ruiny i kolejny przystanek po obiedzie, to Ollantaytamba. W tej samej wiosce jest stacja pociągu Cusco - Machupicchu. <a href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index4/IMG_2603.htm" target="_blank">Ollantaytamba</a>, zwana też w skrócie Ollanta, to podobno jedyna wioska, która nadal funkcjonuje na terenie ruin dawnego miasta.<br />Tarasy, świątynia, domy mieszkalne. Na górze, która jest naprzeciwko ruin można ujrzeć twarz <a href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index4/IMG_2602.htm" target="_blank">boga </a>i <a href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index4/IMG_2606.htm" target="_blank">człowieka</a>.<br /><br />Ostatnim punktem jest Chincha. W tej miejscowości jest <a title="Kościół w Chincha" href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index4/IMG_2617.htm" target="_blank">kościół</a>, w którym w każdą niedzielę msze prowadzone są w języku keczua (quechua).<br /><br /><b>Dzień szósty (środa)</b><br /><a href="http://farm1.static.flickr.com/145/336223444_d2e7803728_b.jpg"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center;" alt="" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/Cusco-774758.jpg" border="0" /></a>Ten dzień przeznaczyłem na zwiedzanie samego Cusco. Ciekawymi miejscami są z pewnością <a href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index7/IMG_2729.htm" target="_blank">katedra </a>i kościół Compañía de Jesús. Ten kościół jest uważany za najpiękniejszy w mieście. Ma wspaniały <a href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index5/IMG_2654.htm" target="_blank">złoty ołtarz</a>, podziemną kryptę i dzwonnicę, na którą można wejść.<br /><br />Planowałem następnego dnia zobaczyć Machu Picchu. Poszedłem do agencji organizującej wycieczki. Cena, jaką mi podano, trochę przerażała. 140 $.<br />Okazuje się, że na własną rękę można to zrobić znacznie taniej. Najpierw pojechałem na stację kolejową, gdzie kupiłem bilet na pociąg. Pociąg odjeżdża z Ollantaytamba (tam, gdzie są ruiny). Kosztuje 44 $. Następnie kupiłem bilet na Machu Picchu. Uznano nawet moją polską legitymację studencką i mogłem kupić bilet za S./ 59, zamiast 119.<br />O godzinie 16 z Av.Grau miałem autobus do Ollanty (S./ 5). Z Cusco jedzie się około 1.40 godz. Natomiast odjazd pociągu jest o 20.<br />Na stacji byłem prawie godzinę przed odjazdem, ale to był dobry pomysł. Do Aquas Calientes jedzie dużo ludzi. Wszystkich obcokrajowców dano do jednego wagonu, a do pozostałych Peruwiańczyków. Podróż trwa 2 godziny. Wreszcie mogłem zobaczyć gwiazdy na niebie!<br /><br /><b>Dzień siódmy (czwartek)<br />Machu Picchu</b><br /><a href="http://farm1.static.flickr.com/157/336223628_3e39b5a07b_b.jpg"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center;" alt="" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/MachuPicchu-749558.jpg" border="0" /></a>Pobudka z samego rana, ponieważ chciałem wejść do ruin jak najwcześniej. Z Aquas Calientes można dojechać autobusem (za 6 $) lub dojść na piechotę. Tylko trudno jest znaleźć ścieżkę. Wybrałem autobus.<br />Same ruiny robią niesamowite wrażenie. (<a title="Machu Picchu" href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index6.htm" target="_blank">>>zobacz</a>) Spędziłem tam 5 godzin.<br />Najpierw wszedłem na <a href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index6/IMG_2701.htm" target="_blank">szczyt Machu Picchu</a> (czyli "Stary Szczyt" w keczua). Podejście trwa ok. 1 godzinę, zejście 45 minut. Idzie się po <a href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/index6/IMG_2692.htm" target="_blank">stromej ścieżce</a> lub kamiennych stopniach.<br />Z drugiej strony jest Huayna Picchu ("Młody Szczyt"), ale żeby na niego wejść, trzeba minąć bramkę przed 13. Później jest zbyt późno, a jak wytłumaczył mi pewien człowiek, "nie chciałbyś wracać w czasie deszczu". Podejście jest bardzo podobne do tego na Stary Szczyt. Ja niestety doszedłem już po 13, poza tym miałem dość po poprzednim.<br />Z ruin wracałem już piechotą (po co wydawać 6$ ?). Przy drodze dojazdowej jest bar-stołówka dla ludzi zatrudnionych przy konserwacji ruin i w sklepikach. Znacznie tańsza niż restauracja przy samych ruinach.<br /><br /><b>Dzień ósmy (piątek)</b><br /><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/IMG_2729-761676.JPG"><img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://olo-pl.nomadlife.org/uploaded_images/IMG_2729-761669.JPG" alt="" border="0" /></a>Odjazd pociągu z Aquas Calientes jest o 5:45. Miałem nadzieję, że zdążę przed 9.20 do Cusco, ale niestety. Spóźniłem się zaledwie kilka minut i znów nie udało mi się odbyć raftingu. Odjechali beze mnie. Przynajmniej agent oddał pieniądze.<br />Miałem jeszcze jeden dzień na to, żeby zwiedzić wszystkie muzea i kościoły, dokładnie zapoznać się ze wszystkimi ulicznymi sprzedawcami i nagabywaczami. Dopiero o 20 miałem autobus z powrotem do Limy. Podróż powrotna zajęła "tylko" 18 godzin. W Limie byłem w sobotę po południu.<br /><br /><a href="http://oloinperu.ueuo.com/cusco/" target="_blank"><b>Cała galeria zdjęć znajduje się tutaj.</b></a> </div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-1165423543342006102006-12-06T17:38:00.000+01:002007-01-02T00:59:09.273+01:00Buraki za kierownicą<div align="justify">Znalazlem w sieci zbior zabawnych porad "Jak za kierownica zostac prawdziwym burakiem". Postanowilem sprawdzic, jak sie maja do kierowcow w Peru. Oto kilka przykladow.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Zawsze mrugaj dlugimi lub uzywaj klaksonu wobec kierowców których chcesz wyprzedzic.</span><br /><span style="font-weight: bold;">Jadac w nocy wylaczaj dlugie dopiero wtedy, gdy masz calkowita pewnosc, ze oslepiles juz nadjeżdzającego.</span><br />Jazda w nocy po miescie wyglada tak: niektore samochody, glownie te stare i zdezelowane, w ogole nie maja swiatel (po co wymieniac spalone zarowki?). Inne jezdza caly czas na dlugich. Szczegolnie chetnie oslepiaja pieszych, ktorzy chca przejsc przez jezdnie.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Udowodnij ze twój samochód potrafi zabrac wiecej niz 5 osób.</span><br />Phi, kazda taksowka to potrafi. Maksymalnie zmiescilo nas sie 9 + kierowca.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Szanuj zarówki - włączaj kierunkowskaz dopiero gdy skręcasz.</span><br />Kierowcy zadko uzywaja kierunkowskazow w ogole.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Wjedz na skrzyzowanie w taki sposób, zeby zatkac inny kierunek ruchu.</span><br />Czesto sie zdarza, zwlaszcza kiedy jest korek, ze samochody z ulic poprzecznych wpychaja sie pomiedzy te stojace w korku na glownej. Inna sprawa, ze te na glownej nie zostawiaja miejsca na przejechanie w poprzek. To oczywiscie powoduje jeszcze wiekszy korek na kilku prostopadlych ulicach.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Zadbaj o to, zeby bez przerwy wlaczal ci sie alarm. Zwlaszcza wtedy, gdy nie bedziesz mógl go uslyszec.</span><br />Alarmy sa tak ustawione, ze byle podmuch wiatru, kot lub blisko przejezdzajaca ciezarowka z latwoscia wlacza alarm. Alarm gdy juz sie wlaczy, wyje znacznie dluzej, niz tradycyjne 30 sekund. Szczegolnie czesto alarmy sie wlaczaja w srodku nocy na parkingach strzezonych. Nie musze chyba dodawac, ze parkingi zwykle znajduja sie pod oknami budynkow mieszkalnych.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Zainstaluj sobie klakson - melodyjke.</span><br />Klaksony wydaja wszystkie mozliwe odglosy - od zwyklego trabienia, poprzez syrene okretowa do sygnalu podobnego do ambulansu. Kierowcy trabia wszedzie, zawsze i na wszystkich. Najgorsi pod tym wzgledem sa taksowkarze (to najgorsza kategoria kierowcow), ktorzy trabia na kazdego przechodnia, zeby zwrocic na siebie uwage.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Gdy uslyszysz za soba sygnal karetki pogotowia, pozwól na to, żeby wyla bezposrednio za toba.</span><br />Jeszcze nigdy nie widzialem, zeby ktos ustapil karetce lub policji na sygnale.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Podswietl sobie podwozie i tablice kolorowym neonem.</span><br />Chyba zamieszcze galerie zdjec :)<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Wyprzedzajac rowerzyste nie wlaczaj kierunkowskazu.</span><br />Czy wspomnialem, ze kierunkowskazow sie nie uzywa? A z drugiej strony, jazda na rowerze przy takim ruchu, to niemal samobojstwo.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Załóż pokrowiec z misia na kierownice.</span><br />Na kierownice, deske rozdzielcza, i co tylko sie da...<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Rozmawiaj przez komórkę w mieście kiedy i gdzie się tylko da.</span><br />Oczywiscie!<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Nigdy nie zapinaj pasów.</span><br />Aaa, wyjatek! Z przodu pasy zawsze sa zapiete. Nawet w taksowkach i mikrobusach. Inna sprawa, ze pasy w busach sa zbyt czesto w takim stanie, ze przy wypadku raczej polamie ci zebra, niz pomoze, ale przepis to przepis.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">Zamontuj melodyjkę Lambada kiedy jedziesz na wstecznym.</span><br />To przeciez najwiekszy przeboj!<br /><br />A najwiekszy paradoks? Nie widzialem jeszcze stluczki. (Ale wiele samochodow jest poobijanych)<br /><span style="font-style: italic;">[EDIT] Wracając z Cusco, już w Limie widziałem efekty wypadku. Jezdnia w przeciwnym kierunku była zablokowana, straż pożarna, policja, korek na kilka kilometrów. A obok wrak </span><span style="font-weight: bold; font-style: italic;">całkowicie</span><span style="font-style: italic;"> spalonego samochodu. Nie byłem w stanie nawet rozpoznać, jaki to był samochód.</span><br />Jeszcze jedna ciekawostka - praktycznie nie ma samochodow sredniej klasy. Samochody to albo stare rupiecie, albo nowiutkie luksusowe samochody lub terenowki.<br /><br />Wszystkie 61 porad <a href="http://rotfl.pl/61_rad_jak_za_kierownica_zostac_prawdziwym_burakiem__tekst-5475.html">tutaj</a></div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-1165180866980133312006-11-27T18:59:00.000+01:002007-05-05T22:22:43.874+02:00W górach<center><a href="http://www.flickr.com/photos/31124686@N00/309700836/" title="From Mirador"><img src="http://static.flickr.com/99/309700836_9068659985.jpg" alt="STITCH_2057" height="75" width="500" /></a></center><br /><div style="text-align: justify;">W zeszly weekend bylem na pustyni (<a href="http://olo-en.nomadlife.org/2006/11/pisco-paracas-ica-huacachina.html">patrz tutaj</a>). Tym razem - zupelna zmiana klimatu. Znow we trojke (ja, Szymon i Sandra) pojechalismy w gory, do Huaraz.<br /><br />Wyjechalismy w piatek. Zaczelo sie od szukania autobusu, ktorym moglibysmy tam dojechac - albo nie bylo biletow, albo nie jezdzili w tamta strone. Co ciekawe, przed wejsciem do naszego autobusu, musielismy zostawic odciski palcow.<br />Rano dotarlismy do <a href="http://oloinperu.ueuo.com/w-gorach/309704725_6f731b0e1c_b.jpg">Huaraz</a>. Miasto lezy na wysokosci 3100 m n.p.m., okolo 450 km od Limy. Wysokosc dawala sie we znaki. Zaczelismy od szukania miejsca, gdzie mozna kupic <a href="http://oloinperu.ueuo.com/w-gorach/308452922_29127b699b.jpg">liscie koki</a> - podobno ich zucie pomaga przy chorobie wysokosciowej. Poszlismy na <a href="http://oloinperu.ueuo.com/w-gorach/308452468_86e5ac95e6_o.jpg">targ</a>, gdzie mozna kupic wszystko - od ubran, sprzetu domowego, do zywnosci (np <a href="http://oloinperu.ueuo.com/w-gorach/308455311_a1ddb1967a.jpg">owocow</a>, <a href="http://oloinperu.ueuo.com/w-gorach/310023465_47a1872dc8.jpg">ryb</a> i <a href="http://oloinperu.ueuo.com/w-gorach/310036499_241c162397.jpg">miesa</a>). Liscie tez znalezlismy. Szczerze mowiac, smak maja okropny. Nie wiem, czy to naprawde pomaga, ja i tak odczuwalem bol glowy przy podchodzeniu.<br />Po znalezieniu hoteliku (cena tylko S/. 10) pierwszym celem byl <em>Mirador</em>. Niewielka gorka, z ktorej mozna zobaczyc cale Huaraz i panorame na okoliczne gory. Widocznosc jednak nie byla dobra.<br /><br />Drugim celem byla wioska Marián, z ktorej mozna sie dostac do ruin Willcahuain - z czasow przedinkaskich. Okolica to juz zupelnie inny kraj. Ludzie zyjacy w prostych, wiejskich warunkach, uprawiajac pole, wypasajacy krowy, owce i lamy. Pytanie o droge to tez ciekawa sprawa. Kazdy odpowiadal co innego. W ktora strone do ruin? "Na lewo." "Prosto." "W prawo." Jak daleko? "35 minut." "4 godziny." "Ooo, bardzo daleko."<br />Zaczelo padac. Niby normalna sprawa, ale dla mnie to byl pierwszy deszcz od kilku miesiecy - w Limie nigdy nie pada.<br />Doszlismy do ruin. Nie jestem wcale pewien, czy to byly wlasciwe ruiny ;)<br /><br />Wieczorem planowalismy jeszcze pojscie do <em>baños termales</em>, ale niestety byly juz zamkniete. Zamiast tego poszlismy do restauracji na typowy peruwianski posilek - <a href="http://oloinperu.ueuo.com/w-gorach/308453199_25534c21f6.jpg">cuy</a> (świnka morska), <a href="http://oloinperu.ueuo.com/w-gorach/308453171_17f86efd86.jpg">chicharon</a> i <a href="http://oloinperu.ueuo.com/w-gorach/308453120_6a61e2cdb1.jpg">trucha frita</a> (smażony pstrąg).<br /><br />Pozniej z powrotem do Huaraz i niewielkie zakupy na targu - ubrania z welny alpaki. Sa znacznie tansze niz w Limie. I w dodatku bardzo sie przydaly nastepnego dnia.<br /><br /><a name="Dzien2"></a><b>Dzien drugi.</b><br /><br />Kiedy rano Szymon stwierdzil, ze wybiera sie na wycieczke na wysokosc 5000 m, nie wierzylem, ze wszyscy tam wyjdziemy. Zwlaszcza, ze nie bylem przygotowany na wyjscie w gory.<br />Jednak o 9.30 siedzielismy wszyscy w busie, ktory mial zawiezc nas na miejsce. Po drodze mielismy kilka przystankow, zeby wypic <em>mate de coca</em> (napar z lisci koki), sprobowac zrodlanej "gazowanej" wody (Aguas Gasificadas), obejrzec jeziorka z wielokolorowa woda, obejrzec tamtejsze rosliny zwane <a href="http://oloinperu.ueuo.com/w-gorach/308453299_c03f3580fa_o.jpg">Puya Raymondi</a>...<br />W koncu dojechalismy do podnoza gory Pastoruri, na wysokosc prawie 5000 m, a stamtad mielismy wyjsc okolo 2-kilometrowy odcinek do lodowca, na ponad 5100 m.<br />Jak dla mnie, to ta wycieczka byla troche zbyt "komercyjna". Na kazdym postoju bylismy otoczeni przez sprzedawcow i tym podobnych ludzi, z ciaglym "kup czekoladke", "kup cukierka", "<a href="http://oloinperu.ueuo.com/w-gorach/308453281_09be0f322e_o.jpg">zrob sobie zdjecie z lama</a>". Za wszystko 1 sol. A pozniej na szlaku tlum ciagnacy do gory.<br />Tutaj juz wysokosc mocno dawala o sobie znac. Widzialem ludzi, ktorzy nie mogli zejsc o wlasnych silach i inni ich znosili na ramonach. W moim przypadku - odczuwalem bol glowy i spore zmeczenie. Wyjscie do gory, zrobienie zdjec na sniegu i powrot zajal okolo 2 godzin. Potem na dol, cos zjesc i powrot do Huaraz ok godz. 18.<br /><br />Do Limy powrocilismy ok 6.30 rano (w poniedzialek). Prysznic, chwila snu, a na 9 do pracy.<br /></div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-1165181164020603422006-10-24T00:03:00.000+02:002007-05-05T22:10:12.418+02:00Corrida de toros<a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://static.flickr.com/79/280836872_c5ef8c71cc_o.jpg"><img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://static.flickr.com/79/280836872_c5ef8c71cc_o.jpg" alt="" border="0" /></a><div style="text-align: justify;">Mniej więcej tydzień temu, kiedy rozmawiałem z moim szefem, powiedział, że najbliższą niedziele odbędzie się pierwsza walka byków w tym roku. Zapytał, czy chciałbym zobaczyć. Odpowiedziałem, że tak, powiedział: „Bądź u mnie w niedziele o 12”.<p>W niedziele nie byłem jedynym gościem. Corrida zaczynała się o 15:30, przedtem było grilowanie, trochę wina, itp.</p><p>Corrida zaczęła się od odegrania chyba hymnu, następnie zaprezentowali się torreadorzy, a wkrótce po tym na arenę został wpuszczony byk.</p><p>Najpierw kilku torreadorów drażni byka swoimi różowymi płachtami. To dopiero rozgrzewka. Po chwili na arenie pojawiało się dwóch jeźdźców na koniach, z dzidami. Konie mają zasłonięte oczy, żeby nie przestraszyły się byka. Mają również osłonę na sobie, ponieważ byki atakowały konie. Wówczas jeździec (<i>picador</i>) ranił byka dzidą w grzbiet. Wtedy płynęła pierwsza krew. Krótko po tym inny torreador, pieszy, przygotowywał się z dwiema pikami (<i>banderillas</i>) w rękach. Zakończone są ostrym metalowym hakiem, więc jeśli mocno wbite, nie mogą wypaść ani zostać wyszarpnięte. Ich końce są elastyczne, żeby nie sterczały z grzbietu. Banderillero wbija 6-8 pik w grzbiet.</p><p>Zwykle krótko po tym na arenie pojawiał się matador. Można go poznać po bogatszym stroju, oraz po tym, że jego płachta (zwana muleta) jest czerwona, a nie różowa. On jest głównym aktorem, który powinien przez pewien czas „bawi” się z bykiem, pozwalając mu atakować swoją czerwoną płachtę i robiąc zręczne uniki. Nazywa się to <i>faena</i>. Na końcu bierze szpadę i ma zabić byka.<br />Ten moment powinien być krótki – jeśli szpada zostanie wbita w odpowiednie miejsce i pod odpowiednim kątem, byk padnie natychmiast. Niestety, rzadko udaje się to zrobić za pierwszym razem. Wtedy słychać gwizdy z widowni.<br />Cały czas na arenie lub na jej obrzeżu są pozostali torreadorzy, którzy jeśli coś pójdzie nie tak (torreador upuści płachtę lub szpadę, lub byk zacznie któregoś gonić) odwracają uwagę byka.<br />Gdy tylko byk jest martwy, na arenę wjeżdżają dwa konie i wloką byka prosto do rzeźni.</p><p>Tej niedzieli walczyło siedem byków. Wstęp nie jest tani – najtańsze bilety kosztują S./ 70, najdroższe (blisko areny) S./ 350. Corrida będzie się odbywać w każdą niedzielę.<br /></p></div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-1165181350848927092006-10-21T06:16:00.000+02:002007-08-16T22:18:17.407+02:00Trzęsienie ziemi<div style="text-align: justify;">5:50 rano. Obudziło mnie dzwonienie szyb w oknie i trzęsienie się łóżka, tak jakby naprawdę duża ciężarówka przejeżdżała pod moim oknem. Ale to nie była żadna ciężarówka. Szybko domyśliłem się, że to trzęsienie ziemi. Trwało kilkanaście – kilkadziesiąt sekund. </div><p style="text-align: justify;"><a href="http://www.cnn.com/2006/WORLD/americas/10/20/peru.quake.ap/index.html">W wiadomościach</a> i <a href="http://www.elcomercioperu.com.pe/EdicionOnline/Html/2006-10-20/onEcPortada0599760.html">dziennikach</a> przeczytałem, ze epicentrum znajdowało się pod dnem Pacyfiku, około 200 km od Limy. Wstrząs miał siłę 6,4 stopnia w skali Richtera. Nie odnotowano rannych a zniszczenia są minimalne.<br /></p>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-1165181422209974712006-10-20T06:14:00.000+02:002006-12-03T22:30:22.210+01:00Sezon wizowy<div style="text-align: justify;">Powiedziałbym, że zaczął się sezon wizowy, gdyby istniało coś takiego. Po prostu prawie wszyscy praktykanci na raz musieli przedłużać sobie wizy. W moim przypadku wymagało to trzech wizyt w urzędzie imigracyjnym, czyli Digemin. Za pierwszym razem wybrałem sie sam. Błąd. Oczywiście nie mogłem się dogadać, za to zostałem otoczony przez “pomocników”, którzy oczywiście chcieli pieniędzy. Za drugim razem już nie byłem sam. Okazało się, że brakuje jakiegoś dokumentu. Za trzecim razem też coś było w dokumentach nie tak jak trzeba, ale natychmiast wydrukowaliśmy nowy i Angelica (LCP) mogła mi go podpisać.<p>Większy problem miał Joe z Kolumbii. Przekroczył termin i musiał jechać do Ekwadoru. Niestety, po drodze go okradziono.</p><p>Z kolei Nils z Niemiec miał inny przypadek. Był w międzyczasie w Europie i kiedy wracał, anulowano mu wizę, bo było jednokrotnego wjazdu. Dostał turystyczna. Ale dzisiaj w urzędzie dogadał się, że to była pomyłka i dostał studencką ponownie.<br /></p></div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-1165181511164569962006-09-11T18:33:00.000+02:002006-12-03T22:31:51.166+01:00Świat jest mały<div style="text-align: justify;">Nils wyciągnął mnie na film.<br />Jakie jest prawdopodobieństwo, że spotka się tą samą osobę po 2 latach w zupełnie innym kraju? Z Nilsem spotkaliśmy się na S.A.M. – Strategic Autumn Meeting – w 2004 roku, w Bielefeld. Byliśmy w tym samym Komitecie Organizacyjnym (OC). Nie widziałem go od tego czasu. Teraz, po dwóch latach jesteśmy na praktyce w tym samym mieście, gdzieś w Peru. Możliwe? W końcu jest nas tylko 6 miliardów na Ziemi, a w samym AIESEC podobno jakieś 20 tysięcy.<br />Film był z Bruce Willisem. „<span style="font-weight: bold;">16 Blocks</span>”. Po hiszpańsku „Muerte subito”, czyli nagła śmierć. Dużo strzelania, tego się można po Willisie spodziewać. Ale ten Willis już wygląda staro. Jednak to wciąż dobry aktor i ma ten charakterystyczny głos. Widziałem mnóstwo filmów z jego udziałem.<br /><br />Skoro już przy filmach – w kinach reklamują filmy takie jak „Click”. Dawno już widziałem na DVD. Piractwo w Peru ma się dobrze, może nawet za bardzo. Za kilka złotych bez problemów można kupić płytę.<br /><br />Kto widział „<a href="http://film.interia.pl/az/pokaz?idf=4692"><span style="font-weight: bold;">Broken Flowers</span></a>” z Billem Murrayem? Też już się zestarzał. Zawsze kojarzyłem Murraya z komediami. Ale na Broken Flowers nie wiedziałem, czy się śmiać, czy płakać, czy zbierać zęby z podłogi. Świetna gra Murraya, zwłaszcza jego twarz. Doskonałe zdjęcia. I genialna ścieżka dźwiękowa. Polecam.<br /></div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-1165181597524539952006-07-31T16:55:00.000+02:002007-05-05T22:10:12.418+02:00Ruch uliczny<div style="text-align: justify;"><span lang="PL">Lima ma około 8 milionów mieszkańców. Dlatego moje ogólne wrażenie na temat ruchu ulicznego jest: może nie są to kompletni wariaci drogowi, ale blisko im do tego. Co gorsza, prawdopodobnie wiele samochodów nie używa benzyny bezołowiowej, więc powietrze w okolicach głównych ulic jest bardzo zanieczyszczone. </span></div><br /><p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"></p><p></p><div style="text-align: justify;"></div><p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><b><span lang="PL">Autobusy</span></b>:</p><div style="text-align: justify;"></div><p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span lang="PL">Jest ich kilka rodzajów. Nazywane są <span style="font-weight: bold;">micro </span>(niewielkie lub trochę większe busy) lub <span style="font-weight: bold;">combi </span>(mikrobusy na ok. 10 osób). Samochody są stare i zdezelowane, sprawiają wrażenie mało bezpiecznych. </span></p><div style="text-align: justify;"></div><p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span lang="PL">W busie oprócz kierowcy jest człowiek, który stoi przy drzwiach, zbiera pieniądze za przejazd (zwykle 50 centimos za krótką trasę, 1 sol za dłuższą<a href="#1">[1]</a>). Oprócz tego rozgląda się, czy ktoś czeka na chodniku, wykrzykuje trasę przejazdu, itd.</span></p><p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span lang="PL">Busiki przejeżdżają dosłownie co kilkadziesiąt sekund, często się pokrywając. Wtedy kierowcy ostro walczą o klientów – w dziki sposób wyprzedzając się, wołając do przechodniów, itp.</span></p><p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"></p><br /><p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span lang="PL">Drugim sposobem podróżowania są <b>taksówki</b>.</span></p><div style="text-align: justify;"></div><p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span lang="PL">Odnoszę wrażenie, że jeździ ich więcej niż zwykłych samochodów. Nie mają taksometrów, wi</span><span lang="PL">ę</span><span lang="PL">c o cenę należy targować się przed jazdą.</span></p><div style="text-align: justify;"></div><p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span lang="PL">Oprócz zwykłych samochodów są też <b>mototaxis</b>, czyli trójkołowe taksówki – taka buda na elektrycznym motorze.</span></p><p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"></p><div style="text-align: justify;"></div><p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><b><span lang="PL">Przejścia dla pieszych</span></b><span lang="PL">.</span></p><div style="text-align: justify;"></div><p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span lang="PL">Nie ma. No prawie. Na dużych skrzyżowaniach. A zazwyczaj przechodzi się przez jezdnie w dowolnym miejscu, czekając aż będzie jechało mniej samochodów lub przeciskając się pomiędzy tymi, które stoją w korku.</span></p><div style="text-align: justify;"></div><p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><span lang="PL"></span></p><div style="text-align: justify;"></div><br /><hr style="margin-left: 0px; margin-right: 0px;font-size:78%;" width="33%"><br /><a name="1"><span class="MsoFootnoteReference">[1]</span></a> 1 nuevo sol = ok. 1 złotyOLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-1165181696058674582006-07-22T17:08:00.000+02:002007-05-05T22:10:12.419+02:00Przyjazd do Peru<div align="justify">Sobota, rano w Limie, Peru.</div><div align="justify"> </div><div align="justify">Wyjechalem w czwartek z Kielc. Najpierw przesiadka w Gliwicach, a o 2 w nocy bylem juz w Berlinie. Znalazlem taksowke, ktora zawiozla mnie na Tegel. Stamtad lecialem do Madrytu o godzinie 8. Z Madrytu juz prosto do Limy.<br />Lot trwal prawie 12 godzin. Na szczescie mialem dobre miejsce, tuz za Business Class z miescem na rozprostowanie nog.<br /><br />W Limie przywitala mnie grupa ludzi z AIESEC. Pojechalismy taksowka (poznalem ruch uliczny w Limie) do domu.<br />Za chwile powinni przyjsc AIESECowcy, z ktorymi pojde zobaczyc gdzie bede mieszkal. </div>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.comtag:blogger.com,1999:blog-37868246.post-1165181745895761142006-07-05T02:55:00.000+02:002007-05-05T22:10:12.419+02:00Peruwiańska wiza w paszporcie<div style="text-align: justify;">Mówiłem już, że jadę do Peru, tak?<br /><br />Dzisiaj pojechałem do Warszawy do ambasady Republiki Peru po wizę. Ambasada mieści się w biurowcu, w którym są też ambasady innych "egzotycznych" dla większości Polaków państw. Konsul okazał się bardzo miły i przyjacielski. Wyczekałem się w sumie około 2 godzin, kosztowało mnie to 15 $, ale <b>mam już w paszporcie wizę do Peru. </b>Ten trip do Warszawy zajął mi cały dzień. Przynajmniej już z głowy.</div><br /><a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://olo1.ovh.org/blog/visa_peru_fot.jpg"><img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px;" src="http://olo1.ovh.org/blog/visa_peru_fot.jpg" alt="" border="0" /></a>OLOhttp://www.blogger.com/profile/09964284069384093110noreply@blogger.com